oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

To będą nasze pierwsze grupy usamodzielnienia z prawdziwego zdarzenia - cieszy się dyrekcja białostockiego Domu Dziecka nr 1. Władze miejskie zgodziły się przekazać na potrzeby domu dwa nowe mieszkania.

Początkowo dyrektorki chciały tylko jedno duże. Początkowo, to znaczy w roku 2000, bo wtedy właśnie wystąpiły z takim wnioskiem. Nie udało się. Pierwsza grupa usamodzielnienia powstała więc w stojącym na podwórku domu dziecka budynku. W dwóch pokojach mieszka tam szóstka chłopców w wieku 16-18 lat.

- To jednak nie to samo - tłumaczy dyrektor Krystyna Majewska. - Niby uczą się samodzielnego gospodarowania, życia, ale przecież co to za samodzielność w tym samym obejściu? Poza oszczędnością trzeba się przecież jeszcze nauczyć choćby współżycia z sąsiadami.

Szóstkę obowiązuje oczywiście regulamin. Z każdym z chłopaków dodatkowo podpisywany jest kontrakt, gdzie punkty dobrane są indywidualnie do "przypadku". Po roku pierwsza szóstka dostała do wypełnienia ankiety. Pytania oczywiste, typu: co cię skłoniło do zgłoszenia się do grupy? Ciekawość - odpowiada najbardziej lakoniczny z ankietowanych. Co byś zmienił? Skład grupy - pisze inny. Drugi uzupełnia: zmieniłbym skład grupy na mieszany. Chcesz kontynuować mieszkanie w grupie? Tak, bardzo. Przez trzy lata nikt z grupy nie wyleciał. Tylko jedna osoba odeszła, bo sobie nie radziła. Samodzielność oczywiście jest bardzo w cudzysłowie - nad chłopakami cały czas czuwają opiekunowie. Jako że trafili tam najambitniejsi wychowankowie, obyło się też bez większych ekscesów. Ku zdziwieniu dyrektor, nie było też przypadków "wyciągania" jedzenia z kuchni, by zaoszczędzić pieniądze z przydzielonej sobie puli.

Trójka opiekunów będzie też czuwać nad lokatorami nowych mieszkań.

- Rano jakoś sobie poradzą - mówi Barbara Czarniecka, wicedyrektor domu dziecka. - Opiekun zjawiałby się po południu i zostawał do północy.

Pierwsza grupa była męska. Dlaczego? O dziwo, po apelu dyrekcji to właśnie głównie chłopcy zaczęli się zgłaszać. Chętnych dziewczyn było mniej. Mimo to, teraz dyrekcja planuje raczej postawić na dziewczyny. Jedną z kandydatek do samodzielnego życia w jednym z mieszkań przekazanych przez miasto jest 16-letnia Kasia. Jej brat Piotrek należy do pierwszej grupy. W tym roku odchodzi - zdał maturę (6 z matematyki) i zaczyna studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Białostockiej. Jego młodsza siostra zaczyna z kolei XI LO. Wybrała profil artystyczny; w przeciwieństwie do brata jest humanistką.

- Pewnie, że chcę się wyprowadzić - mówi. Boi się tylko, czy wytrzyma z gromadą dziewczyn w nie największym, było nie było, mieszkaniu.

Mieszkania znajdują się na Bacieczkach. Jedno, 54-metrowe, pochodzi z zasobów ZMK. Drugie 61-metrowe, to mieszkanie KTBS. Tymczasem w grupie ma być ok. 12 dziewcząt.

- Jeśli się uda, spróbujemy zdobyć jeszcze trzecie mieszkanie - tłumaczy Barbara Czarniecka. - Jeśli tym razem miasto nie pomoże, zwrócimy się po wsparcie do stowarzyszeń i będziemy próbowali kupić. Wówczas pomieszczenia zajmowane przez obecną grupę służyłyby tylko wdrożeniu dzieci przed ich wysłaniem do któregoś z mieszkań.