oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Jarosław Dziemian, właściciel białostockiej firmy Jard, otworzył pierwsze w Polsce prywatne warsztaty terapii zajęciowej dla dzieci niepełnosprawnych. Prywatne, bo mimo iż władze miały mu pomóc, to ośrodek będzie musiał utrzymywać sam.

Warsztaty terapii zajęciowej zajmują całe drugie piętro w Podlaskim Centrum Zdrowia przy ulicy Transportowej. Mimo iż uroczyste otwarcie odbyło się wczoraj, niepełnosprawni korzystają z nich już od 1 grudnia.

To, co widać

Jeszcze na początku listopada w tym samym miejscu unosiła się atmosfera z epoki Gierka - kiedyś był tu hotel robotniczy. Dziś to miejsce jest nie do poznania. Wszystko zostało wyremontowane i zaadaptowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych, które tu mają się rozwijać. Jest pracownia techniczna, gdzie uczestnicy warsztatów za pomocą piły i szlifierki tworzą z drewna różne cudeńka. Jest pracownia plastyczna i pokój muzyczny. Jest także pracownia komputerowa.

- Kasia przed miesiącem w ogóle nie posługiwała się komputerem, a teraz normalnie pisze i surfuje po internecie. Ja nie mogę się tego nauczyć od roku - opowiadał Dziemian.

Jest też pokój, jakiego nie mają chyba żadne inne warsztaty dla niepełnosprawnych w Polsce. Mieści się w nim bowiem siedziba Małej TV, czyli pracowni ze sprzętem do obróbki obrazu i dźwięku.

- Chcę, żeby nasi podopieczni tworzyli własne filmy. Żeby sami się w nich widzieli - mówi Dziemian.

Na zaplecze warsztatów składają się dwa pokoje relaksacyjne, sala do ćwiczeń, mała kuchnia z jadalnią - gdzie niepełnosprawni sami przyrządzają sobie posiłki - oraz cała masa łazienek. Na piętrze mieszczą się jeszcze gabinety logopedy i pielęgniarki.

Drugie dno

Uczestnicy warsztatów na widok Dziemiana szeroko się uśmiechają. Jest ich około trzydziestu - starsza i młodsza młodzież z Białegostoku, specjalnie dobrana przez opiekunów. Ich rodzice twierdzą, że po zajęciach są w domu zupełnie innymi ludźmi niż wcześniej, kiedy warsztatów nie było.

- Cała sprawa z drugiej strony nie wygląda już tak wesoło - smutnieje Dziemian, który podpisał umowę z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie. Ten na remont miał przekazać pieniądze pochodzące z PFRON-u, a później przekazywać po 1000 zł miesięcznie na utrzymanie każdego ich uczestnika. Dziemian remont wykonał w miesiąc - sam ze swoimi pracownikami. Jak twierdzi, większość rzeczy została zrobiona "metodą gospodarską" i rozpoczęły się problemy. MOPR nie uznał mu rozliczenia kosztów, co wiąże się z tym, że warsztaty nie zostały formalnie utworzone i Dziemian wszystko zrobił na własny koszt.

- Być może popełniłem błędy - przyznaje. - Ale co jest złego w tym, że przyniosłem tu trochę rzeczy z domu? Mój stary magnetowid czy jakieś biurka to przecież nie są rzeczy, które komukolwiek zagrażają. A gdybyśmy tego w ogóle nie otworzyli, to co by z tymi dzieciakami było?

Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Wczoraj nie zdołaliśmy uzyskać żadnych informacji w MOPR. Dziemian obiecuje, że choć będzie musiał do warsztatów dokładać ok. 30 tys. zł miesięcznie, to ich nie zamknie.

- Będę miał pierwszy w Polsce prywatny ośrodek dla niepełnosprawnych - mówi. - Jakoś sobie będziemy musieli radzić. Będę szukał innych sponsorów, ale zamknąć warsztatów nie mogę. Po prostu nie mam sumienia.