oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Wrocław daje przykład

Czego Duńczycy mogą się od nas uczyć? Jak zakładać rodzinne domy dziecka. Wczoraj do Wrocławia przyleciało kilkunastu merów z Danii

Duńczyków interesowały wszelkie szczegóły systemu opieki nad dziećmi: ile kosztuje, jak dzieci kierowane są do rodzinnych domów dziecka i jak wygląda współpraca nowych opiekunów z rodzicami biologicznymi. Po spotkaniu z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem, odwiedzili rodzinny dom dziecka prowadzony przez Jolantę i Janusza Nowaczków.

Ole Roed Jakobsen, mer Frederiksborgu: - To fantastyczny pomysł! Tutaj czuje się atmosferę prawdziwego domu - chwalił Nowaczków. - Pani domu jest uśmiechnięta. Dzieciom musi tu być dobrze.

Nowaczkowie mają dwóch własnych synów i ósemkę cudzych dzieci pod opieką. Duńczyków (niektórzy merowie przyjechali z żonami) najbardziej wzruszyła historia 3-letniej Weroniki. Dziewczynka trafiła do nich ponad rok temu. - Była wylękniona, płaczliwa, nie mówiła - opowiada Jolanta Nowaczek. - Teraz to uśmiechnięte, wesołe dziecko.

Merowie przywieźli dzieciom małe upominki. U Nowaczków interesowało ich wszystko. - Nie mogą się nadziwić, jak ludzie dają radę z taką gromadką cudzych dzieci! Ciągle powtarzają, że to tyle pracy! - opowiada Małgorzata Łazarz-Johansen. To ona, była wrocławianka, zachęciła merów do przyjazdu do naszego miasta. Na miejscu była ich tłumaczką.

- Myślimy poważnie o przeniesieniu waszych idei na nasz grunt - powiedział nam Ole Jakobsen. - Ale my mamy trochę inną mentalność.

W Danii nie ma rodzinnych domów dziecka. Za to mają poważny problem: rozwody i dzieci bez rodziny. - Trafiają do państwowych domów dziecka, których utrzymanie jest dla państwa zabójcze - opowiada Bjarke Johansen, dyrektor ratusza w Skaevinge: - Zatrudniamy w nich głównie specjalistów: psychologów, terapeutów, pedagogów. Ale nie jestem przekonany, że tego najbardziej potrzebują dzieci. Z Wrocławia merowie z Danii polecą do Krakowa.