oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Małgorzata Goślińska - Gazeta Wyborcza 3.08.2007; dps.pl 23.08.2007)

Mam opiekunkę społeczną. Przychodzi na dwie godziny dziennie, ugotuje, posprząta, a człowiek by chciał jeszcze kogoś do rozmowy - mówi Ryszard Langer, pierwszy klient biura matrymonialnego dla niepełnosprawnych w Czeladzi

Biuro założył Henryk Stawicki, który prowadzi darmowe usługi transportowe dla chorych i okaleczonych. - Wożę ich karetką, rozmawiamy, więc wiem, że im ciężko. Mieszkają samotnie, zamknięci w sobie i obrażeni na cały świat. Kobiety bardziej się skarżą, za to mężczyźni gorzej sobie radzą. Nie mówią wprost, że chcieliby partnera. Ale przecież każdy by chciał - mówi.

Oferty w biurze Stawickiego są bezpłatne i nieograniczone czasowo, ale mogą je składać tylko niepełnosprawni. - Nie jestem zwolennikiem segregacji - komentuje Marek Plura, psychoterapeuta, inwalida, mąż pełnosprawnej kobiety. - Ale człowiek myśli - ja, krzywy, garbaty zadzwonię do biura matrymonialnego, gdzie są same piękne babki, przystojni faceci i co powiem? Wyśmieją mnie. Wolę do takich jak ja, oni mnie zrozumieją. Ludziom, którzy czują się napiętnowani swoją niepełnosprawnością łatwiej zrobić ten pierwszy krok w specjalnym biurze.

Ryszard Langer z Będzina jest pierwszym klientem Stawickiego. Cztery lata temu miał wypadek samochodowy, porusza się o kulach. Od 15 lat jest sam, po rozwodzie. Mieszkał z matką, niedawno zmarła. - Mam opiekunkę społeczną. Przychodzi na dwie godziny dziennie, ugotuje, posprząta, a człowiek by chciał jeszcze porozmawiać - mówi Langer.

Biura matrymonialne dla niepełnosprawnych działają od dawna w woj. mazowieckim i kujawsko-pomorskim. Jedno ma oferty z całego kraju, ale wszystkie działają tylko w internecie. Biuro w Czeladzi prawdopodobnie jako pierwsze w Polsce ma siedzibę. - Znajduje się w moim stowarzyszeniu dla niepełnosprawnych. Nikt więc nie musi się krępować, że go ktoś na ulicy przyłapie. Swatam w oddzielnym pokoiku. I mogę dać słowo, że nic stamtąd nie wyjdzie - mówi Stawicki, powołując się na swój zawód - jest emerytowanym policjantem.

Każdemu klientowi daje do wypełnienia ankietę, którą sam opracował. Oprócz danych są w niej pytania o oczekiwania wobec partnera. W internetowych biurach mężczyźni szukają kobiet raczej szczupłych, natomiast panie w ogóle nie wspominają o wyglądzie. Niektórzy nawet zaznaczają, że czekają na odpowiedź od osób o podobnym schorzeniu. Stawicki powtarza, że liczy się miłość, ale dołącza też do teczki zdjęcie. - Między ludźmi musi coś najpierw zaiskrzyć, a każdy ma jakieś wyobrażenie atrakcyjności - tłumaczy.

Pierwszego klienta ma wymagającego. - Może być niepełnosprawna, żeby to nie było bardzo widoczne. Żebyśmy się uzupełniali. Sam mam nadzieję, że się wyleczę. Nogi w udach nie chcą się zrastać, ale jest coraz lepiej - mówi Langer.

- Chciałbym znów mieć samochód, założyć firmę handlową, podróżować i dobrze by było, gdyby mi pomogła. Ale nie zaznaczyłem w ankiecie, że jej sytuacja materialna jest ważna. Nie wiem jeszcze, na co mogę liczyć - dodaje.

Poza tym partnerka Langera może przemeblować jego mieszkanie albo zabrać go do siebie nawet nad morze (choć woli góry), palić papierosy (chociaż on rzucił), być innego wyznania, (chociaż on jest katolikiem). - Byle nie kłamała i miała poczucie humoru - mówi.

Telefon do stowarzyszenia Henryka Stawickiego: 032 2654179. Więcej informacji na stronie www.stowarzyszenie.freehost.pl