zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz zobacz też...

Polski parlament zajmuje się wszystkim - z reguły nie tym, co akurat społeczeństwu wydaje się najważniejsze. Kto jednak powiedział, że społeczeństwo ma rację. Gdzieś w zalewie spraw o narodowym znaczeniu - pośród wielkości napisów ostrzegawczych na pudełkach papierosów, definiowania pornografii, skracania i wydłużania kar dla mniej sprytnych przestępców, po nieprzespanych nocach i dniach, delegaci narodu zadają pytania innym delegatom narodu, na które ci ostatni z przymusu odpowiadają. Nazwano to interpelacjami poselskimi, a ich ilość ma świadczyć, że wybór społeczeństwa przy urnie był słuszny.

Domy pomocy społecznej pojawiają się w interpelacjach niezbyt często - ostatecznie ani ich mieszkańcy, ani pracownicy do przebojowych nie należą. Dla świętego spokoju lewica pyta prawicę ze złośliwością swojego przewodniczącego, a prawica odpowiada z wrodzonym sobie wdziękiem i inteligencją. Gdy zmienia się układ rządzący - opozycja, pytający wymieniają się rolami z odpowiadającymi i rytuał trwa dla dobra niemrawego narodu.

W roku 1998 < interpelacja 654 > poseł Sergiej Plewa pytał o sytuację domów pomocy w województwie białostockim. Stwierdzał, że koszt utrzymania w placówkach prywatnych wynosi połowę kosztu utrzymania w placówce państwowej. Kolejka oczekujących była wówczas spora, a "(...) obie placówki (prywatne) działają bardzo prężnie. Terminy przyjęć pensjonariuszy nie są tak długie jak w przypadku państwowych domów pomocy". Lekki lęk budzi zależność między prężnością działania placówki prywatnej a długością kolejki oczekujących na przyjęcie ludzi starych i cierpiących (o takich pan Plewa mówił). Być może ludzie bali się niskiej stawki dofinansowania, być może starsi nie przepadali za prężnymi placówkami, a być może miejsca zwalniały się szybko - z przyczyn naturalnych, oczywiście. Pomijając wątpliwości, posłowi chodziło o wysokość dofinansowania placówek z budżetu. Domy państwowe dostawały wtedy średnio 1300 złotych, dwa domy prywatne po 600-650 złotych na mieszkańca. Potrzebny był pilnie dom dla osób chorych psychicznie, a nie chciano zwiększyć dotacji, które umożliwiłyby przyjęcie większej liczby potrzebujących do domów prywatnych. Zaczęto natomiast budowę nowej placówki opiekuńczej. Ciekawe, jaka jest dzisiaj sytuacja na Białostocczyźnie - w końcu ostatnie dwa lata zmienić mogły bardzo wiele...

W maju roku 2000, posłowie Witold Gintowt - Dziewałtowski i Jerzy Czepułkowski zwrócili się do szefa naszego resortu z problemem znanym nam wszystkim - średnie kwoty dotacji na jednego mieszkańca w różnych województwach nie są jednakowe i nie jest to zbyt sprawiedliwe. Wyszli z założenia, że równość gwarantuje Konstytucja RP, a stosowanie najwyższych dotacji dla najbogatszych województw nijak się do tej równości odnosi. "W ten sposób np. w woj. pomorskim stawka dla jednego pensjonariusza wynosi 1520 zł, a w jednym z biedniejszych województw, jakim jest woj. warmińsko-mazurskie, 1181 zł rocznie. Różnica sięga prawie 50%" - żalą się posłowie. Na koniec interpelacji zadają szereg pytań :

  1. "Czy nie została naruszona konstytucyjna zasada równości praw obywatelskich?
  2. Czy rzeczywiście domy pomocy społecznej działają w aglomeracjach o najwyższych kosztach utrzymania?
  3. Czym wytłumaczyć fakt, że dom pomocy społecznej np. w Tczewie otrzymuje na pensjonariusza 1520 zł, a w Elblągu 1181 zł?
  4. Czemu nie zastosowano kryterium rzeczywistych kosztów utrzymania, co mogłoby się stać przyczynkiem do eliminowania bądź ograniczenia działalności placówek ˝najdroższych˝ oraz motywacją dla pensjonariuszy do poszukiwania ˝tańszych˝ dps-ów na terenie całego kraju?"

Pytania są niestety retoryczne - niezależnie bowiem od ówczesnej odpowiedzi ministra, różnice pozostały, a wzmacnia je jeszcze sytuacja finansowa konkretnych powiatów, które dokładają (lub nie) pewne kwoty z własnych dochodów. Warto zresztą pamiętać, że różnice w dotacjach od dziesięciolecia skłócają ze sobą poszczególne domy, a przecież niewielka solidarność środowiska jest władzy na rękę. Na marginesie, wyobraźmy sobie ową motywację pensjonariusza do poszukiwania "tańszego" dps-u na terenie całego kraju... A gdzie realnie istniejąca rejonizacja (bo płatności spoza własnego województwa są niewygodne), gdzie bliskość rodziny czy znajomych, gdzie logika poszukiwania po prostu miejsca o najwyższym standardzie...

Ministerstwo nie pozostawiało pytań posłów bez odpowiedzi. Sekretarz stanu w MPiPS (pan Janusz Gałęziak) udzielał w listopadzie 1998 roku odpowiedzi na interpelację pani poseł Danuty Ciborowskiej (w sprawie dotacji - a jakże...). Odpowiedź pozwoliła przede wszystkim dowiedzieć się czym jest dom pomocy i co się w nim robić powinno. Dowiedzmy się więc i my... ".Domy pomocy społecznej mogą być prowadzone przez różne podmioty, m.in. administrację rządową, samorządową, organizacje pozarządowe jak również przez osoby fizyczne. Do domów pomocy społecznej kierowane są osoby o znacznej niepełnosprawności, które ze względu na wiek, sytuację życiową, warunki rodzinne, mieszkaniowe kwalifikują się do tej formy pomocy. Art. 20 ustawy z dnia 29 listopada o pomocy społecznej (DzU z 1998 r. nr 64, poz. 414) mówi, że domy pomocy społecznej zapewniają całodobową opiekę oraz zaspokajają niezbędne potrzeby bytowe, zdrowotne, edukacyjne, społeczne i religijne na poziomie obowiązującego standardu."

W dalszej części dowiadujemy się, że mieszkańcom dps-ów zasiłek pielęgnacyjny przysługiwać nie powinien, bo są pielęgnowane kompleksowo przez personel placówki. Odpowiedź na pytanie pani Ciborowskiej pojawia się w przeddzień reformy administracyjnej. Ministerstwo, głosem swojego urzędnika mówiło więc dobitnie: "zgodnie z projektowanymi zmianami zasad finansowania środki będą naliczane i przekazywane powiatom z uwzględnieniem indywidualnych mieszkańców domów pomocy społecznej, a nie jak do tej pory placówek, czyli jednostek organizacyjnych pomocy społecznej." Już wiemy, że od 1999 roku liczyć się miał konkretny człowiek, a nie placówka. Jak to miałoby funkcjonować, do dziś się nie dowiedzieliśmy... Pan sekretarz wspomina o przygotowaniach do uaktualnienia Ustawy o pomocy społecznej, tak aby brane były pod uwagę "między innymi takie rozwiązania, które będą optymalne z punktu widzenia interesu mieszkańca domu pomocy społecznej i finansów publicznych w świetle zaspokojenia wszystkich podstawowych potrzeb mieszkańców domów pomocy społecznej i z tego punktu widzenia konieczne jest rozwiązanie kwestii związanych z zasiłkami pielęgnacyjnymi dla osób korzystających z całodobowego wsparcia, niezależnie od podmiotu finansującego i prowadzącego dom". Jak należy rozumieć, dzisiaj interesy konkretnych mieszkańców dps-ów już są brane pod uwagę i są na tyle optymalne, że nie będziemy niczego w bliskiej perspektywie poprawiać...

Pan Gałęziak dodaje jeszcze jedną optymistyczną konkluzję : "obecnie nie ma przeszkód prawnych, które uniemożliwiają udzielanie przez wojewodę wsparcia finansowego samorządowym domom pomocy społecznej, które znajdują się w trudnej sytuacji, w miarę posiadanych środków budżetowych". Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie to ostatnie stwierdzenie - wojewoda ma wspierać dps-y w miarę posiadanych środków finansowych, ale problem znika na szczęście, bo takowych środków nie ma lub są kroplą w morzu potrzeb...

Część pytań w ostatnich latach dotyczyła opieki medycznej w domach pomocy społecznej. We wrześniu 1999 roku spytał o to poseł Zdzisław Kałamaga. Szydło z worka wyszło już nie pierwszy raz - w tym momencie odpowiedzialność za problemy dps-ów przejęła pani minister Franciszka Cegielska - minister zdrowia i opieki społecznej. Placówki opiekuńcze znalazły się chwilowo (ale nie pierwszy raz) w sąsiednim resorcie. Ministerstwo Zdrowia było jednak dobrze poinformowane i skore do pełnej odpowiedzi. Padły słowa o zasadniczym wręcz znaczeniu - "zgodnie z nowelizacją ustawy o pomocy społecznej dotychczasowe zobowiązanie domu pomocy społecznej do zaspokajania niezbędnych potrzeb zdrowotnych mieszkańców domów zastąpiono zobowiązaniem do umożliwienia mieszkańcom do korzystania ze świadczeń przysługującym im z tytułu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego - art. 20 ust. 3 i 3a Ustawy z dnia 29 listopada 1990 r. o pomocy społecznej (Dz.U. z 1998 r. nr 64, poz. 414 z późn. zm.)". Oznaczało to umożliwienie dostępu do usług medycznych, a nie zapewnienie tychże usług. Tym ostatnim powinny się zająć zakłady opieki zdrowotnej, mające zawarte umowy z kasą chorych. To była mała rewolucja wyznaczająca kierunek na tzw. "odmedycznienie" ośrodków opiekuńczych. Mimo to domy pomocy społecznej "mogą i powinny nadal zatrudniać pielęgniarki jako pracowników domu celem zapewnienia usług opiekuńczych na dotychczasowym poziomie, o czym stanowi przepis art. 55a ust. 2 ustawy o pomocy społecznej". Że "mogą" to jasne, ale czy powinny ? Nie zawsze praca pielęgniarek pomaga osiągnąć cel, jakim jest zapewnienie usług opiekuńczych... Tę wątpliwość jeszcze bardziej wzmacniają nowelizacje z września 2000 roku, gdzie rola usług medycznych traktowana jest jeszcze bardziej enigmatycznie.

Co z lekami ? Dyskusje w naszym środowisku trwały, a gdzieniegdzie jeszcze trwają, a przecież dom: "pokrywa opłaty ryczałtowe i częściową odpłatność do wysokości limitu ceny, przewidziane w przepisach o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Dom może również pokryć wydatki ponoszone na niezbędne usługi pielęgnacyjne w zakresie wykraczającym poza uprawnienia wynikające z przepisów o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym". Dom pokrywa te koszty, a nie jego mieszkaniec, ale dom ma z reguły za mało pieniędzy. Gdyby pieniądze miał, mógłby nawet pokryć koszt dodatkowych usług pielęgnacyjnych. Łatwo jest mówić, gdy nie reprezentuje się resortu, który za daną dziedzinę odpowiada... Wtedy też jasno powiedziano, ze sam dps "nie może być podmiotem do zawarcia umowy o świadczenie usług zdrowotnych z kasą chorych (nie spełnia wymagań określonych w ustawie(...))". Odetchnęliśmy z ulgą, choć niektórzy uważają do dziś, że to nasza strata...

Rok 2000 (odpowiedź pani minister pochodzi - przypomnijmy - z końca roku 1999) zapowiadał się promiennie i sielankowo: "nie powinno być trudności w zapewnieniu opieki medycznej pensjonariuszom domów pomocy społecznej z braku chęci podjęcia pracy w domach pomocy społecznej przez lekarzy (...). Wszystkie kasy chorych zwiększyły stawkę kapitacyjną za objęcie opieką lekarza podstawowej opieki zdrowotnej podopiecznych domów pomocy społecznej, a na 2000 r. podstawowa stawka kapitacyjna jest zwiększona trzykrotnie. Zwiększenie stawki kapitacyjnej na osobę, na miesiąc, stanowi wystarczającą motywację dla lekarzy, aby objąć opieką pacjentów z domów pomocy społecznej." Fajerwerkiem końcowej tej - co by nie sądzić - konkretnej i wyczerpującej wypowiedzi jest powołanie się na art. 55a Ustawy o pomocy społecznej, "który stanowi, iż poziom usług świadczonych przez dom pomocy społecznej w zakresie zaspokojenia potrzeb bytowych, opiekuńczych osobom przebywającym w takim domu nie może ulec obniżeniu po dniu 1 stycznia 1999 r.". Pozostaje nam dzisiaj rozejrzeć się z niedowierzaniem...

Posłanka Izabella Sierakowska również zajęła czas pani minister Franiszce Cegielskiej, która koniec roku 1999 < interpelacja nr 2831 doczekała odpowiedzi 30.12.1999 roku) spędziła na analizowaniu sytuacji w DPS w Matczynie (woj. lubelskie). Odpowiedź rozpoczyna długi wstęp o ogólnych ramach zaspokajania potrzeb zdrowotnych mieszkańców domów pomocy. Dalej czytamy o zwolnieniu dps-ów z obowiązku zapewniania etatów lekarzom ("na przykład lekarze wybrani przez mieszkańców domu lub z ich upoważnienia przez dyrektora placówki na podstawie uprawnienia określonego w art. 60 ustawy z dnia 6 lutego 1997 r. o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym (Dz.U. z 1997 r. nr 28, poz. 153, z późn. zm.) muszą bądź pozostawać w stosunku pracy z zakładem opieki zdrowotnej, który to zakład zawarł umowę z kasą chorych o świadczenie usług, bądź mieć zawartą umowę bezpośrednio z kasą chorych na udzielanie świadczeń w ramach indywidualnej praktyki lub w ramach prowadzonej działalności gospodarczej"), ale i o utrzymaniu obowiązku domów do zapewnienia całodobowej opieki mieszkańcom i zaspokajania ich niezbędnych potrzeb bytowych i społecznych. Potem pani minister słowo w słowo powtarza swoją odpowiedź odnośnie odpłatności za leki i relacji dps - kasa chorych. Komputer pomaga : druga część odpowiedzi niczym nie różni się od drugiej części odpowiedzi dla pana posła Kałamagi. Posłowie są uparci i pytają ciągle o to samo... Naturalnie o DPS w Matczynie nie usłyszeliśmy ani słowa...

W lipcu 2000 za sprawy wzięła się osobiście pani sekretarz Joanna Staręga-Piasek , sekretarz stanu w naszym własnym resorcie. Odpowiadała na interpelację poseł Anny Bańkowskiej, która wskazywała na trudności w realizacji programów naprawczych opracowanych przez dps-y. Pani sekretarz zapowiedziała rozporządzenie, które poznaliśmy we wrześniu 2000 roku, określające standardy usług i typy domów. Najważniejszym dla nas elementem odpowiedzi jest przekonanie, że tzw. "problem roku 2006" w zasadzie nie istnieje. "Nie podzielam obaw pani poseł wyrażonych w interpelacji, że niejako automatycznie likwidacji będą mogły ulegać te domy, które do 2006 r. nie zapewnią mieszkańcom wszystkich usług na poziomie określonym w ˝Standardzie obowiązujących podstawowych usług świadczonych przez domy pomocy społecznej˝. Prawo nie przewiduje automatyzmu w tej kwestii." Pocieszeni i rozgrzeszeni mamy zająć się realizacją programów naprawczych w takim zakresie, na ile pozwalają warunki. Pewności, co przyniesie rok 2006 nie ma jednak nikt...

Pani sekretarz sugeruje również, ze poza zmianami wprowadzonymi w klasyfikacji domów we wrześniu 2000 "zakłada się dalsze różnicowanie standardów w zależności od rodzaju i stopnia niepełnosprawności osób przebywających w tych domach". Wreszcie wiemy, że przyszłość nie będzie nudna. "Nie przewiduję wprowadzenia ˝kategorii˝ w ramach tego samego typu domu pomocy społecznej, gdyż konsekwencją uwzględnienia w regulacjach prawnych propozycji zawartej w drugim pytaniu pani poseł Anny Bańkowskiej byłoby m.in. kierowanie większej kwoty środków publicznych na świadczenia pomocy społecznej do osób o wyższych dochodach, a mniejszej do osób o dochodach niższych". Zaletą futurologicznych elementów wypowiedzi pani sekretarz jest ujawnienie kierunku prac w ministerstwie. Pomoc społeczna (i nie tylko ona) dowiaduje się o wszystkim wtedy, gdy na dyskusję jest już za późno. Tym razem uchylono rąbka tajemnic przyszłości, ale pozostaje pytanie, na ile wypowiedź pani Staręgi - Piasek reprezentuje kierunek prac naszych władz, a na ile jej własne poglądy...

Wróćmy na chwilę do problemów opieki medycznej serwowanej mniej lub bardziej wytrwale przez domy pomocy. Okazuje się, że zaprzątało to głowy naszych zapracowanych parlamentarzystów bardziej niż cokolwiek innego. Aktywnością wykazała się ponownie pani poseł Anna Bańkowska. A odpowiedź przyszła od naszego 'przyszywanego" szefa, czyli Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. Minister Wojciech Maksymowicz odpowiadał < interpelacja 1288 > jeszcze w lutym 1999 roku. Zaczął od swoich preferencji - "w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej, również w takich placówkach, jak domy pomocy społecznej, preferuje się zaspokajanie potrzeb zdrowotnych przez lekarzy rodzinnych - lekarzy powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, którzy zawrą umowę z kasą chorych na świadczenia wykonywane w terenie, gdzie usytuowany jest określony dom pomocy społecznej." Nie do odgadnięcia pozostaje ponownie sposób, w jaki jedno ministerstwo chciało realizować własne preferencje w placówkach podlegających innemu resortowi. A może są to te słynne "uzgodnienia międzyresortowe"? Zbliżała się reforma wszystkiego i poczyniono pewne uzgodnienia: "w trakcie uzgodnień przeprowadzonych z pełnomocnikiem do spraw osób niepełnosprawnych ustalono, że domy pomocy społecznej będą pokrywać koszty zatrudnienia pielęgniarek, a lekarza pracującego na obszarze, gdzie znajduje się dom pomocy społecznej, będzie wybierał w imieniu pensjonariuszy dyrektor domu pomocy społecznej." Uzgadniano więc z tymi, którzy tak naprawdę o losach domów pomocy społecznej nie decydują. Nie wypadało dopraszać się udziału w tych dyskusjach naszych przedstawicieli. Ktoś w końcu wiedział lepiej...

Dla lekarzy zatrudnionych w domach pomocy zostawała też otwarta furtka : "Umowy dotyczące tylko wystawiania recept mogą zawrzeć (z kasą chorych) wszyscy lekarze zatrudnieni w domu pomocy społecznej." Później okazało się, że nie tylko o recepty chodzi... Na zakończenie, po analizie istniejących przepisów, pan minister Maksymowicz dochodzi do wniosku, mogącego zwalić z nóg najwytrwalszych legalistów - "domy pomocy społecznej mają obowiązek zapewnić swoim podopiecznym finansowanie świadczeń zdrowotnych, których nie zapewnia im system powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego". Zwaleni z nóg pracownicy dps-ów poczołgali się do najbliższych gabinetów prywatnych, by zorientować się, na co jeszcze można wydać pieniądze. Obowiązek rzecz święta...

Pan minister Maksymowicz okazuje się specem od znajdywania uniwersalnych odpowiedzi na różne pytania. W tym samym lutym został zapytany (zapytanie nr 290) o opiekę medyczną nad obłożnie chorymi mieszkańcami domów pomocy społecznej. Odpowiedział tak samo jak wcześniej - najważniejsza jest niezmienność stanowiska w pewnych pryncypialnych sprawach... Ministrowie wyjaśniali zdezorientowanym posłom wszystko po kilka razy. Interpelacje były odpowiedzią na zapotrzebowanie wyborców, a ci jacyś tacy mało rozwinięci intelektualnie. Pytać w kółko o to samo ! Przecież już w marcu 1999 roku sam premier, ustami swego ministra - pani Teresy Kamińskiej - tłumaczył w odpowiedzi na interpelację nr 1447 sytuację w zakresie usług medycznych dla mieszkańców domów pomocy. Tym razem nie będziemy nic cytować. Pani Teresa Kamińska stanowiła bowiem źródło i inspirację dla wszystkich następców. Każda następna odpowiedź była dokładnym powtarzaniem słów z tej konkretnej marcowej wypowiedzi. Bardzo to budujące, że w rządzie dobiera się tak jednomyślnych współpracowników. Nawet kropki i przecinki stawiają w tych samych miejscach. A to ciężka praca i moc przygotowań.

Z tego serialu znowu wyłamała się pani minister Franciszka Cegielska, która w lipcu 1999 roku < interpelacja nr 2003 > użyła własnych słów, by odpowiedzieć posłowi Adamowi Stanisławowi Szejnfeldowi. Szczegółowo zanalizowała znaczenie wysokości tzw. składki kapitacyjnej, zwracając uwagę, że podmioty realizujące świadczenia medyczne dla domów pomocy powinny każdorazowo negocjować i uzgadniać z kasą chorych wysokość takiej stawki. Trudno powiedzieć, czy tak właśnie się dzieje, ale wskazuje to przynajmniej sposób rozwiązania problemu niedostatecznych usług zdrowotnych tam, gdzie jest on zauważalny. Minister Cegielska nie pozostawiała złudzeń: "dyrektor domu pomocy społecznej może zatrudnić lekarzy specjalistów, którzy mają podpisane umowy z kasami chorych w formie dodatkowych godzin lub na część etatu. Koszty związane z takimi umowami będą musiały być poniesione ze środków domu pomocy społecznej. Lekarze zatrudnieni przez dom pomocy społecznej w takiej właśnie formie będą uprawnieni m.in. do kierowania na badania specjalistyczne, których koszt pokrywać będzie kasa chorych, wystawiania recept na leki po cenie ryczałtowej i ulgowej etc. Dyrektor domu pomocy społecznej może zatrudnić lekarzy, którzy nie zawarli umów z kasą chorych, ale lekarze ci nie będą mogli zlecać świadczeń, których koszt pokrywałaby kasa chorych."

Pani minister nie twierdziła też, że dps ma obowiązek zapewnienia usług wykraczających poza standard wynikający z przepisów o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym - uważała jedynie, że jest to możliwe i wskazane... Wymieniany już pan sekretarz Janusz Gałęziak (nasze ministerstwo) zajął się w marcu 1999 roku zapytaniem posła Edwarda Maniury dotyczącym dofinansowania domów pomocy społecznej. Jakże miło posłuchać optymistycznych słów pana Gałęziaka - "powiat dysponuje wpływami z odpłatności i dotacją z budżetu państwa na pokrycie kosztów utrzymania mieszkańców domów pomocy społecznej. Jeśli natomiast koszty te są wyższe, to powiat jest zobowiązany do ich pokrycia z własnych środków." Z dzisiejszej perspektywy widać, że powiaty po prostu uznały, że koszty utrzymania powinny być niższe, wtedy nic nie dopłaci. A i tak dopłacić by nie miał z czego. Dalej omawiana jest relacja między powiatem, z którego pochodzi mieszkaniec, a powiatem w którym znajduje się placówka. Około 80 powiatów nie miało bowiem własnego DPS. Wyjaśnia się też powoli przyczyna zróżnicowania dotacji do naszych placówek w zależności od województwa. "Zróżnicowanie sposobu rozdziału w 1999 i 2000 roku wynika z dużych dysproporcji w poziomie kosztu utrzymania domów w poszczególnych regionach kraju i ma na celu wymuszenie na domach o bardzo wysokich kosztach wprowadzenia w życie programu oszczędnościowego - co wcale nie oznacza obniżenia poziomu świadczonych usług w tych domach." Tak chciałoby to widzieć nasze ministerstwo... Wreszcie tematyka wypowiedzi uwzględnia inne sprawy: "osoby niepełnosprawne, także przebywające w domach pomocy społecznej, mogą korzystać z różnych form pomocy finansowej przeznaczonej na rehabilitację."

Jakie to formy ? "Jeśli dom pomocy społecznej sprawuje opiekę nad osobami, które z uwagi na niepełnosprawność nie mogą podjąć pracy, istnieje możliwość zorganizowania przez dps rehabilitacji w formie warsztatu terapii zajęciowej. Mieszkańcy domu mogą również uczestniczyć w terapii prowadzonej w warsztacie zorganizowanym przez inną instytucję w danej miejscowości." "Mieszkańcy domu pomocy społecznej mogą także korzystać z dofinansowania przez Fundusz uczestnictwa w turnusach rehabilitacyjnych, umożliwiających aktywną rehabilitację połączoną z wypoczynkiem. Zajęcia związane z tworzeniem i funkcjonowaniem warsztatów terapii zajęciowej oraz turnusami rehabilitacyjnymi realizowane są przez powiatowe centrum pomocy rodzinie, przy współpracy z oddziałami Funduszu." Oprócz tego "Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych - poprzez terenowe oddziały - współpracuje z placówkami zajmującymi się osobami niepełnosprawnymi w zakresie likwidacji barier architektonicznych i komunikacyjnych oraz wyposażenia tych placówek w sprzęt konieczny do rehabilitacji." To koniec wymienionych przez sekretarza stanu możliwości - jak na ironię, każda zaczyna się i kończy na współpracy z dość niemrawym PFRON-em. Ale na bezrybiu i rak ryba...

Na zakończenie odpowiedzi pani sekretarz stanu Joanny Staręgi-Piasek na dwa pytania zadane w roku 2000. Pierwsze < zapytanie nr 1931 > skierowane jest do pana posła Krzysztofa Jurgiela, który interesował się sytuacją finansową domów w województwie podlaskim. Pani Staręga-Piasek uprzejmie informuje, że "Minister Pracy i Polityki Socjalnej nie posiada środków finansowych, które mógłby przeznaczyć na zwiększenie dotacji w rozdziale 8611: Domy pomocy społecznej dla jakiegokolwiek powiatu."(...)" Metoda rozdziału dotacji z budżetu państwa (...)opiera się na wojewódzkim średnim miesięcznym koszcie utrzymania osoby w domu pomocy społecznej uwzględnionym do projektu budżetu na 1999 r. w projektach budżetów wojewodów bez remontów i wydatków inwestycyjnych." Tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego, by problemy konkretnego domu rozwiązywał powiat, a nie ministerstwo, które środków nie posiada. A konkretny dom pomocy (DPS w Grajewie) "otrzymuje dotację w wysokości 1311 złotych miesięcznie na jednego mieszkańca oraz dysponuje odpłatnością z tytułu pobytu w domu, która kształtuje się średnio na poziomie około 250 zł, powinno w sumie dać kwotę około 1500-1600 zł miesięcznie na jednego mieszkańca." Jeśli komuś to nie wystarcza, powinien pamiętać, że "w kraju funkcjonują domy, które dysponują mniejszymi środkami finansowymi i również zmuszone są do ograniczenia wydatków, aby zaspokoić najważniejsze potrzeby." Skończyły się czasy roztkliwiania się nad czyimiś problemami. Albo sobie radzisz, albo będziesz musiał sobie radzić. Kołderka jest coraz krótsza...

Drugie zapytanie < nr 2525 > skierowane przez posła Szejnfelda dotyczyło udziału osób niepełnosprawnych zamieszkujących domy pomocy społecznej w warsztatach terapii zajęciowej. Pani Staręga-Piasek zajmuje się tą kwestią pod koniec października 2000 roku. Wyjaśnia, że intencją zapisów o WTZ "jest wspieranie ze środków PFRON tworzenia warsztatów terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych funkcjonujących w otwartym środowisku, a więc osób, które nie pozostają pod opieką instytucji zobowiązanych w świetle prawa do zapewnienia swoim podopiecznym rehabilitacji w formie terapii zajęciowej." Mieszkaniec domu pomocy społecznej nie może być więc głównym odbiorcą oferty warsztatów terapii. To DPS "umożliwia swoim mieszkańcom udział w terapii zajęciowej, zapewnia pomieszczenia do terapii i rehabilitacji oraz zapewnia organizację terapii w warsztatach terapii zajęciowej lub w pracowniach terapii." Inaczej mówiąc - coś za coś : chcąc skierować swoich mieszkańców do warsztatów terapii zajęciowej należy zapewnić w nich udział uczestników spoza placówki.

Dalszą część swej odpowiedzi pani sekretarz poświęca wprowadzonym właśnie nowym tabelom stanowisk. Tę część przytoczymy w całości. Joanna Staręga-Piasek wyjaśnia, że: "intencją zmian wprowadzonych rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 26 lipca 2000 r. w sprawie zasad wynagradzania i wymagań kwalifikacyjnych pracowników samorządowych zatrudnionych w jednostkach organizacyjnych jednostek samorządu terytorialnego (Dz.U. nr 61, poz. 708) było scalenie kilkudziesięciu dotychczasowych tabel stanowisk, zaszeregowań i wymagań kwalifikacyjnych pracowników w taki sposób, aby wyodrębniona została grupa stanowisk wspólnych, typowych dla wszystkich jednostek objętych rozporządzeniem oraz stanowisk specjalistycznych, występujących dotychczas jedynie w poszczególnych jednostkach organizacyjnych. Zmiana ta miała na celu zmniejszenie liczby tabel stanowisk, a także ujednolicenie zaszeregowań na takich samych stanowiskach. Tabela stanowisk, zaszeregowań i wymagań kwalifikacyjnych pracowników, stanowiąca załącznik nr 4 do omawianego rozporządzenia, nie zawiera więc wszystkich stanowisk, które mogą wystąpić w poszczególnych jednostkach w związku z zakresem działania danej jednostki czy jej strukturą organizacyjną. Przepisy ustawy o pracownikach samorządowych, jak również omawianego rozporządzenia, nie ograniczają zdolności stron do zawierania układów zbiorowych pracy bądź wprowadzania przez pracodawcę regulaminu wynagradzania w trybie i na zasadach określonych w Kodeksie pracy. Zatem w drodze układowej bądź w regulaminie wynagradzania można ustalić korzystniejsze rozwiązania w zakresie warunków wynagradzania za pracę i przyznawania innych świadczeń związanych z pracą, na przykład wprowadzić inne dodatki do wynagrodzenia, a także dodatkowe stanowiska pracy oraz zaszeregowania i wymagania kwalifikacyjne niezbędne do zajmowania określonego stanowiska. Własne zasady wynagradzania, wprowadzone w drodze zbiorowego układu pracy lub regulaminu wynagradzania, nie mogą być - w myśl art. 9 § 2 Kodeksu pracy - mniej korzystne dla pracowników niż przepisy Kodeksu pracy oraz innych ustaw i aktów wykonawczych i nie mogą naruszać art. 19 ustawy z dnia 19 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi (Dz.U. nr 26, poz. 306). W uzupełnieniu powyższych wyjaśnień pragnę zapewnić pana posła, że wszystkie napływające opinie i uwagi, w tym dotyczące konieczności uzupełnienia tabeli stanowisk, zostaną wnikliwie rozważone w trakcie prac nad nowelizacją ww. rozporządzenia."

Jak wynika z naszej sondy, nie ma chyba zbyt wielkiej możliwości manewrowania w ramach istniejących przepisów. Gdyby można je było realnie dostosować do potrzeb konkretnych placówek, opinia o aktualnym systemie płac byłaby znacznie bardziej korzystna. Pocieszeniem jest fakt, że nasze ministerstwo cały czas myśli, jak tu dostarczyć domom pomocy społecznej jeszcze bardziej doskonałe wersje swoich rozporządzeń, tak byśmy byli jeszcze szczęśliwsi i mogli z uśmiechem zadowolenia wykonywać naszą szczytną misję...