oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Aż pięć lat muszą czekać starsze osoby na umieszczenie w jedynym w Legnicy domu opieki społecznej. Tymczasem pusto stoi prawie kompletnie odremontowany drugi dom pomocy, należący do Polskiego Czerwonego Krzyża. Dlaczego?

Dom Pomocy Społecznej przy ul. Grabskiego pęka w szwach. Są tu 62 miejsca - wszystkie zajęte. W kolejce czeka 50 osób. Rocznie uwalnia się w sposób naturalny 12 - 13 miejsc. Trzeba więc czekać do pięciu lat. Nie wszyscy dożyją...

- W okolicy Legnicy nie ma podobnej placówki. Dlatego do naszej placówki ustawiają się w kolejce także mieszkańcy innych miejscowości. Mamy u siebie pensjonariuszy liczących od 43 do 96 lat, z tego siedmioro porusza się na wózku inwalidzkim - mówi Andrzej Kijek, dyrektor MOPS - u w Legnicy, któremu podlega dom na Grabskiego.

Szansy na poprawę sytuacji upatrywano w inicjatywie Polskiego Czerwonego Krzyża, który przejął trzypiętrowy budynek przy ul. Jaworzyńskiej od ochotniczych hufców pracy. Adaptacja pociągnęła duże koszty, gdyż blok trzeba było przebudować tak, aby nie miał barier architektonicznych. Dom zaplanowano dla 60 podopiecznych.

Gdy byliśmy tam w czerwcu 2001 roku, wnoszono meble, gotowe były gabinety dla lekarzy, pielęgniarek i rehabilitantów, gdyż zgodnie z przepisami pensjonariusze muszą mieć całodobową opiekę medyczną. Przed domem stała już... fontanna. Zakładano zatrudnienie kilkunastu pielęgniarek. W pokojach pensjonariuszy ustawiono specjalne łóżka. Brakowało jedynie kuchni i to uniemożliwiło oddanie placówki do użytku. Minęło dwa i pół roku. Nikt tu nie mieszka. W budynku jest tylko stróż, który zresztą przyjeżdża codziennie z.... Wrocławia. Przez telefon poinformował, że aby wejść do środka potrzebna jest zgoda Zarządu Wojewódzkiego PCK we Wrocławiu.

Łączyliśmy z tym domem duże nadzieje - mówi Zofia Śniadecka, zastępca dyrektora MOPS. - Były już obietnice, że gmina otrzyma kilkanaście miejsc dla swoich podopiecznych. Ale nic z tego nie wyszło. Niestety, wczoraj Andrzej Wydro, dyrektor ZW PCK we Wrocławiu, który zapowiadał otwarcie domu w sierpniu 2001 roku, był nieobecny.

Także w Zarządzie Głównym nie było nikogo, kto mógłby się wypowiedzieć na temat domu - widma w Legnicy. Zostawiliśmy więc swoje telefony. Ale nikt nie oddzwonił... Do sprawy powrócimy.

Źródło