oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Nowy projekt wychowawczy

Katolickie Centrum Służby Rodzinie chce przekształcić łódzkie domy dziecka w domy rodzinne. Pomysł nie podoba się radnym SLD, zastrzeżenia zgłasza też Związek Nauczycielstwa Polskiego.

- Zaproponowaliśmy miastu przekształcenie instytucjonalnych form opieki nad dzieckiem na rodzinne - mówi "Gazecie" Tomasz Bilicki z Centrum Służby Rodzinie, federacji kilku organizacji katolickich działającej przy archidiecezji łódzkiej. - W rodzinie dziecko rozwija się lepiej. Ma poczucie akceptacji, bezpieczeństwa, otrzymuje miłość. Atmosfery bliskości, którą daje rodzina, nie ma nawet w najlepszym domu dziecka.

Bilicki podkreśla, że nie odkrywa Ameryki. Domy rodzinne zastępują domy dziecka w całej Europie, popierają je wybitni pedagodzy. - Nie określamy szczegółowo, jak zamieniać domy dziecka w domy rodzinne. Niech decydują władze miasta - dodaje Bilicki.

Projekt zyskał już pozytywną opinię prezydenta Łodzi i dyrektora wydziału edukacji. Schody zaczęły się na ostatnim posiedzeniu komisji edukacji i sportu Rady Miejskiej. Radni lewicy skrytykowali dokument, podejrzewając, że jest on furtką do zastąpienia świeckich domów dziecka katolickimi domami rodzinnymi. Wątpliwości ma też ZNP. - Idea jest piękna, ale co się stanie z pracownikami obecnych domów dziecka? Co z budynkami? Jak będą finansowane nowe domy rodzinne? - pyta Krzysztof Baszczyński, szef związku w Łodzi i poseł SLD.

Tomasz Bilicki twierdzi, że centrum nie będzie miało z tego pomysłu żadnych profitów. Zapewnia, że projekt daje takie same szanse założenia domu rodzinnego osobie wierzącej, jak ateiście. - Naszym jedynym celem jest dobro dzieci - powtarza.

Projekt jeszcze raz trafi na forum Rady Miejskiej. Jeśli zyska większość, będzie realizowany przez kilka lat.

Dla Gazety prof. Bogusław Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania UŁ, recenzent projektu:

Poparłem projekt, bo rodzina jest dla dziecka lepszym miejscem niż nawet najlepsza instytucja. Przez ostatnie sześć lat przyglądałem się wychowankom jednemu z łódzkich domów dziecka. Ze 184 osób aż 18 skreślono z powodu ucieczek, a 34 przeniesiono za karę do innych palcówek. To klęska wychowawcza tego domu. Niezależnie od troski i zaangażowania personelu dzieci z domu dziecka są naznaczone piętnem instytucji. Są pesymistami. Twierdzą w większości, że nic dobrego ich w życiu nie spotka. Są też gorzej postrzegane w szkole. Pierwsi podejrzani, gdy dzieje się coś złego, bo w szkołach wiedzą, że nikt się o nie nie upomni. Na dziesięć badanych przypadków ani jedno dziecko nie miało piątki na świadectwie. Czytając projekt nie zauważyłem ideologii. Nie ma w nim słowa o roli Kościoła, czy jedynie słusznych wartościach.

W Łodzi jest 19 placówek opiekuńczych (domy dziecka i pogotowia). Podlegają Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej. Szef MOPS, Paweł Osiborski, uważa, że pomysł centrum nie jest zły, ale nie wierzy w jego realizację: - Przewiduję duży opór związków zawodowych, trudności z mieszkaniami dla domów rodzinnych. Poza tym przez jakiś czas obie struktury musiałyby istnieć równolegle, a na to nie ma pieniędzy.