oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dla 23 pensjonariuszy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Owińskach nie ma kontraktu z funduszem. Dług z tego powodu przekroczył już 140 tys. zł.

Sporządziliśmy listę 23 chorych, którzy żyją na kredyt, powiększając z każdym dniem zadłużenie. Rodziny są powiadomione o tej sytuacji, ale żaden pensjonariusz nie został zabrany � mówi Kazimierz Górzny, kierownik opiekuńczo-leczniczej placówki, w której przebywa 60 chorych. Tylko dla części z nich - 37 osób - fundusz daje pieniądze. Pozostali są na łasce dyrekcji i sponsorów.

Sytuacja beznadziejna

Ani jeden chory z "czarnej listy", na której są nazwiska 23 osób, nie ma bliskich chętnych (lub zdolnych) do zabrania go na swój garnuszek. Matka Tomasza przekroczyła 80 lat i sama jest w zakładzie. Kazimierz nie ma żadnej rodziny. Ojciec Jerzego cierpi na podobne, psychiczne schorzenie. Sądowy opiekun Marka odmawia mu dachu nad głową. O Lucjana nikt nie pyta, bo jego rodzina ma inne zmartwienia. To tylko część "rodzinnego stanu" pensjonariuszy, których los może przesądzić o istnieniu całej placówki: � A jeżeli urzędy uznają, że należy zlikwidować zakład, a chorych rozwieźć po innych placówkach w Polsce? � zastanawia się kierownik, martwiąc się o tych, którzy mieszkają u niego od 18. roku życia. Stąd jest tylko jedna droga powrotu � na cmentarz. Dla większości mężczyzn to jedyny azyl i jedyne miejsce na ziemi, w którym są bezpieczni. Nastolatkowie przychodzą z lekkim upośledzeniem. Kiedy zaczynają im siwieć skronie, ich stan określa się często już jako upośledzenie głębokie (zdolni są tylko do wykonywania prostych poleceń). Najstarszy chory ma 86 lat. W lutym tego roku 70-letni mężczyzna trafił tutaj bez żadnego dokumentu. Pierwszy raz wyrobiono mu więc dowód, odtworzono akt urodzenia, nadając imiona rodziców, które z uporem podawał. Skąd jednak przyszedł? Ile ma naprawdę lat? Kim jest jego matka? Na te pytania nikt nie pozna już odpowiedzi. On także znalazł się na liście pensjonariuszy żyjących na kredyt.

Co dalej?

� Powiadomiliśmy o tym nie tylko rodziny, ale również starostę, marszałka i prezydenta Poznania, mając nadzieję, że każdy weźmie "swoich" ludzi. Nie wszyscy nawet odpowiedzieli � mówi Irena Błońska, dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego przy ul. Mogileńskiej w Poznaniu, który odpowiada za to, co się dzieje w placówce w Owińskach. � ZUS zajął nasze konta, a lada dzień zostaniemy bez prądu i wody, bo nie płacimy za nie rachunków. Dyrektor I. Błońska pokazuje gruby segregator korespondencji, jaka krąży pomiędzy nią, a WOW NFZ. Jeszcze nie ogłosiła oferty o "sprzedaży 23 pensjonariuszy". Nabywca musiałby też uregulować dług wraz z odsetkami (ponad 140 tys. zł). Ma jednak zamiar zwołać nadzwyczajne spotkanie związkowców, wielkopolskich polityków i władze regionu: � Poinformuję ich o naruszeniu ustawy przez fundusz, który bezprawnie zabrał 5 mln zł z puli przeznaczonej na opiekę moich chorych i oddał te pieniądze szpitalom. Ja dostaję tylko odpowiedzi, że nie ma pieniędzy.

� Przez 7 lat nie kupiliśmy ani jednej pościeli, ani jednego ręcznika. Niedawno dostaliśmy zwierzęta do hodowli, więc je sprzedamy, żeby coś kupić na wyposażenie. Prosimy o pomoc firmy i osoby prywatne, ale żebraniem nie wyżywimy dłużej 23 osób � żali się kierownik K. Górzny.

Zlikwidować i zagęścić?

Nikt nawet nie dopuszcza myśli, że ktoś z urzędników mógłby podjąć decyzję o likwidacji ośrodka w Owińskach. Z pozycji urzędu można jednak uznać, że 60 pacjentów upchnie się po kilkunastu innych placówkach. Więźniowie potrafią się bronić, więc krzyczą, że upychanie ludzi po celach jest sprzeczne z przepisami i dzisiaj się buntują. Pensjonariusze Owińsk tej świadomości nie mają. Na razie wszyscy, także żyjący na kredyt, dostają równe porcje mięsa i ziemniaków.