zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Czy DPS opustoszeją?

Ludzie niepełnosprawni, przewlekle chorzy nie są kierowani do Domów Pomocy Społecznej - alarmują w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Płocku. I tłumaczą: - Gminy nie chcą się obciążać dodatkowymi kosztami.

Najkrótsza definicja podopiecznych Domów Pomocy Społecznej: wszyscy ci, którzy ze względu na stan zdrowia, stopień niepełnosprawności albo wiek wymagają całodobowej opieki, a ani gmina, ani najbliższa rodzina nie są jej w stanie zapewnić.

Do końca ub.r. o skierowaniach do DPS decydowały powiaty. Mieszkaniec domu płacił za pobyt, ale tylko do 70 proc. swojego dochodu. W powiecie płockim ziemskim, gdzie w sześciu DPS takich ludzi jest 740, było to średnio 350 zł miesięcznie. Ponieważ jednak pełen koszt pobytu był znacznie wyższy (przeciętnie 1,5 tys. zł), resztę z urzędu dopłacał budżet państwa.

Ale oto zmieniła się Ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, a razem z nią Ustawa o pomocy społecznej.

Na jej mocy dotychczasowe dotacje z budżetu państwa zniknęły. Opłacenie kosztów rozkłada się teraz na samych mieszkańców (dalej do 70 proc. dochodu) i rodzinę - ale też do pewnej granicy. Resztę musi dopłacić gmina, która swojemu mieszkańcowi wydała decyzję kierującą do DPS. Często są to znaczne kwoty, bo wielu z mieszkańców i ich bliskich nie ma żadnych dochodów: czy to emerytury, czy renty.

Efekt? - Pod koniec ub.r. w naszych rejestrach mieliśmy 180 osób z kwalifikacjami oczekujących już tylko na wolne miejsce - twierdzi dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Płocku Natalia Kalinowska-Witek. - Po zmianie przepisów ich dokumentację musieliśmy przekazać gminom. Proszę zgadnąć, ilu spośród tych osób skierowały do DPS? Ani jednej!

Jest jedynie osiem skierowań, ale dotyczących zupełnie nowych przypadków [zwykle tylko w pierwszym półroczu każdego roku było ich ok. pół setki - red.]. Co ciekawe, aż sześć spośród nich to takie, w których gmina nie musi płacić ani grosza, bo kandydaci mają zamożne rodziny i to one sfinansują pobyt w DPS. - Konkluzja? Gminy nie wysyłają ludzi do DPS, bo nie chcą ponosić dodatkowych kosztów - komentuje Kalinowska-Witek. Dodaje, że zmiany w ustawie uderzyły przede wszystkim w najbiedniejszych.

- Nieoficjalnie wiem, że wiele polskich gmin zawarło pakt i specjalnie nie wysyła ludzi do DPS. To swoisty szantaż i próba wymuszenia kolejnych zmian w ustawie - uzupełnia szefowa PCPR. Według niej nowe przepisy biją też w powiaty. - Bo to one w dalszym ciągu prowadzą DPS - tłumaczy. - Jeśli zabraknie nowych mieszkańców, nie będzie pieniędzy, a co za tym idzie, trzeba będzie zwalniać pracowników, a niektóre domy likwidować, bo nie będzie nas stać na ich utrzymanie. W powiecie płockim taka groźba w pierwszej kolejności wisi nad domami w Koszelewie, Brwilnie i Wyszogrodzie, gdzie bardzo dużo jest ludzi przewlekle somatycznie chorych i w podeszłym wieku. Naprawdę szkoda, gdyby tak się stało, bo później już tych domów nie odtworzymy.

Barbara Kucharska - wicedyrektorka wydziału polityki społecznej Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego:

- Taka była intencja ustawodawcy, aby pomoc była udzielana jak najbliżej miejsca zamieszkania. Umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej miało być ostatecznością. Do tej pory część ludzi była do niego kierowana, choć usługi opiekuńcze mogliby mieć zapewnione na miejscu. Nie wyobrażam sobie jednak, aby skierowania nie dostały osoby, które naprawdę go potrzebują, tak nie postępują służby socjalne. Gminy nie dostały na ten cel dodatkowych pieniędzy? Tak, to prawda, ale rok budżetowy przecież trwa, można te środki wygospodarować.

Krystyna Gajewska - szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zawidzu Kościelnym

- Dopłacanie do pobytu w DPS jest dla gmin olbrzymim wydatkiem. Jeśli potencjalny podopieczny i jego rodzina są biedni, to miesięcznie jego pobyt w DPS może nas kosztować nawet ok. 1,5 tys. zł. Dla porównania: rocznie na wszystkie zasiłki celowe mamy 50 tys. zł. Dlatego każdemu, zamiast kierować do DPS, wolelibyśmy zapewnić 4-, a nawet 8-godzinne usługi opiekuńcze w prywatnych domach. Jeśli tacy się do nas zgłoszą, będziemy im to sugerować. Wydamy wtedy zdecydowanie mniej.

Izabela Żuchowska - wicedyrektorka miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku:

- Nie da się ukryć: zrobiło się nieciekawie. Na szczęście sam Płock wyasygnował pewną kwotę i zapewnił, że będzie refundował pobyt swoich mieszkańców w DPS. Trudno jednak porównywać z dużym miastem niezamożne gminy wiejskie. Nie zazdroszczę powiatowi ziemskiemu, w niedalekiej perspektywie jego Domy Pomocy Społecznej rzeczywiście mogą zacząć świecić pustkami.