zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

PAP/ www.zpp.pl; dps.pl 12.09.2006

W niektórych domach pomocy społecznej brakuje miejsc, ale też rośnie liczba tych, które świecą pustkami. Winne są niejednoznaczne przepisy.

Od początku 2005 r. domy pomocy społecznej są instytucjami podlegającymi starostom i prezydentom miast, ale jedynymi organami kierującymi pensjonariuszy do tych placówek są gminy. To one muszą opłacić koszty utrzymania osób przez siebie skierowanych - w całości lub w części, w zależności od tego, w jakim stopniu osoba zainteresowana lub jej rodzina jest w stanie sama pokryć te koszty.

Dawniej utrzymanie domów pomocy społecznej finansował wojewoda. Skoro jednak każdy polski obywatel mieszka w jakiejś gminie, to uznano, że lepiej będzie, jeśli zadanie to przejmie samorząd. Wszak urzędnicy gminni najlepiej znają swoich mieszkańców i wiedzą, komu jaka pomoc jest najbardziej potrzebna.

Obecnie domy pomocy społecznej są zadaniem własnym powiatu, a środki na ich utrzymanie pochodzą z dwóch źródeł: od wojewody na pensjonariuszy przyjętych przed 1 stycznia 2005 r. i od gmin na pensjonariuszy przyjętych później. Docelowo stuprocentowe finansowanie będzie się odbywało poprzez gminy, z którymi będą zawierane stosowne umowy.

Ostrożne decyzje

Zasadą jest, że jeśli dochody pensjonariusza są zbyt niskie i nie wystarczają na comiesięczne opłaty, musi mu pomóc gmina i wziąć na siebie to zobowiązanie w części lub w całości. Biorąc pod uwagę, że pobyt osoby w domu pomocy może czasem trwać wiele lat, gminy bardzo ostrożnie podejmują decyzje o skierowaniu. Często wybierają inne, tańsze formy pomocy, np. pomaganie podopiecznemu na miejscu, w jego domu.

- Sytuacja w domach pomocy społecznej zdecydowanie się zmieniła, od kiedy każdy nowy pensjonariusz przybywający do domu opieki społecznej przyjmowany jest na nowych zasadach - mówi Krzysztof Romankiewicz, starosta zielonogórski. - Niektóre gminy na tym oszczędzają. Nie chcą brać na siebie takiego obciążenia albo ich na to po prostu nie stać.

Takie oszczędzanie jest stosunkowo łatwe, ponieważ przepisy są niejednoznaczne i w ich interpretowaniu panuje duża dowolność. Nie wiadomo np., kto i od jakiego momentu powinien stać się pensjonariuszem domu pomocy społecznej na podstawie skierowania z gminy oraz co zrobić z wolnymi miejscami w takich placówkach. Wskutek tego do domów pomocy społecznej coraz częściej trafiają osoby obłożnie chore bądź całkowicie niesprawne, a niezmiernie rzadko takie, które po prostu chciałyby tam się znaleźć z racji kłopotów finansowych czy lokalowych lub z powodu wieku i poczucia osamotnienia.

Dom domowi nierówny

Niektóre domy są komfortowe i pobyt w nich jest bardzo drogi, w innych wręcz przeciwnie: koszty niskie, ale warunki socjalne pozostawiają wiele do życzenia. W jednych i drugich wolnych miejsc jest coraz więcej. Kontaktu z tymi pierwszymi unikają gminy, drugich boją się potencjalni pensjonariusze. Do takich, gdzie warunki są niezłe, a koszty w miarę rozsądne, ustawiają się kolejki.

- Domy pomocy społecznej mają problemy, a ich główne powody to bark pensjonariuszy przy równoczesnym ciągłym wzroście kosztów utrzymania placówki - mówi Romankiewicz. - Nie bez znaczenia są np. koszty ogrzewania budynków czy opłaty za energię elektryczną. Niestety, wygląda na to, że wiele istniejących w Polsce domów pomocy społecznej zostanie zlikwidowanych. Może jeszcze nie teraz, ale w perspektywie dziesięciu, piętnastu lat na pewno.

Takie prognozy wydają się dziwne, zwłaszcza w kontekście danych statystycznych, z których wynika, że społeczeństwo polskie będzie coraz starsze i dla coraz większej liczby ludzi domy pomocy społecznej będą jedynym ratunkiem. Problem więc nie zniknie. I nawet jego urynkowienie nie rozwiąże sprawy. Prywatnych placówek pojawia się coraz więcej, ale dostęp do nich zawsze będzie ograniczony zasobnością portfela.

Poszukiwanie pomysłu

- Do powiatowego domu pomocy społecznej można by przyjmować osoby np. spoza terenu powiatu, które chciałyby w całości sfinansować swój pobyt w placówce - mówi Krzysztof Ciach, starosta stargardzki. - To jest rozwiązanie dobre, ale... problemem jest meldunek. Cóż bowiem powiat mógłby zrobić w sytuacji, kiedy dom pomocy przyjąłby taką osobę, podpisał stosowne umowy z nią samą bądź z jej rodziną, załatwił zameldowanie, a po jakimś czasie pensjonariusz lub jego rodzina przestaliby płacić za pobyt. Zgodnie z obowiązującym teraz prawem koszty utrzymania takiego pensjonariusza musiałby wziąć na siebie powiat. Brakuje przepisów, na mocy których domy pomocy społecznej mogłyby sprzedawać miejsca na wolnym rynku osobom szukającym domu spokojnej starości.