oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Jan Krasnowolski, Gazeta Wyborcza 30.10.2006; dps.pl 31.10.2006)

Cmentarz Batowicki to największa z krakowskich nekropolii. Położona na północnych obrzeżach miasta, zaczyna się zaraz za Prądnikiem Czerwonym i sięga prawie do Nowej Huty.

Idziemy główną aleją. Po lewej stronie mijamy brzydki, podłużny budynek, mieszczący w sobie kaplicę cmentarną oraz zapuszczone, śmierdzące toalety. To niemiłe wrażenie równoważą zadbane, solidne grobowce po obu stronach alei. Ton jej nadają sarkofagi z czarnego granitu i jasnego marmuru. Gdzieniegdzie widzimy modne w latach 80. lastryko. Nad grobami masywne krzyże, tu i ówdzie rzeźby. Arcydzieła kunsztu kamieniarskiego. W głównej alei nie ma miejsca na prowizorkę. Na płytach nagrobnych pysznią się ryte albo odlane w brązie litery. Ukochany mąż Najdroższy Tatuś Brat Dziadek... Świadectwo miłości tych, którzy pozostali. Tydzień przed dniem Wszystkich Świętych większość grobów jest uprzątnięta, na wielu płytach palą się znicze.

Gdy porzucimy jednak główną aleję i skręcimy w lewo, na zachód, jakieś dwieście metrów dalej, już przy ogrodzeniu, za którym biegnie ulica, znajdziemy się w zupełnie innej części cmentarza. To łąka, właściwie gliniasty, podmokły skwer porośnięty dziką trawą.

Na koszt państwa

Na skwerku - groby. W sumie już chyba prawie setka. Od czasu kiedy tu byłem ostatnio, przybyło ich całkiem sporo.

Groby - to właściwie za dużo powiedziane. Mogiłki z ziemi, byle jakie, uformowane łopatą. Znać, że nikt się nie przykładał, nikomu nie zależało. Na wszystkich kopcach jednakowe krzyże, widać - od jednego producenta. Drewniane, proste, lakierowane na brąz. Na każdym krzyżu identyczny, spod sztancy, srebrzanką pociągnięty Chrystus. Poniżej przybita tabliczka z nazwiskiem, taka odczepiona od trumny. Jeśli chodzi o ścisłość - do każdego krzyża przymocowane są po dwie tabliczki. Wniosek stąd prosty - każdy z grobów ma po dwóch "lokatorów". I kiedy zbliżymy się, żeby odczytać napisy na tabliczkach, zrozumiemy od razu, że nie są to ludzie w jakikolwiek sposób ze sobą spokrewnieni, którzy zażyczyli sobie wspólnego pochówku, jak to często w rodzinach się zdarza. We wspólnych grobach leżą całkiem obcy sobie ludzie, a tym, co łączy ich w pary, są nie więzy krwi, lecz zbliżona data zgonu. Na przykład pan Józef O., urodzony w roku 1931, zmarły 31 stycznia 2003, dzieli mogiłę z dokładnie o czterdzieści lat młodszą panią Jolantą Sz., która zmarła 8 lutego 2003. Albo: zmarły 11 lipca 2004 pięćdziesięcioletni Piotr R. i zmarła 26 lipca 2004 osiemdziesięciotrzyletnia Anna C.

Dziwi nas to? Nie powinno. Ta część cmentarza to nic innego jak "slumsy" - dzielnica nędzy. Na tej łączce, w najtańszych trumnach, przepisowe dwa metry pod ziemią obraca się w proch najbiedniejsza część naszego społeczeństwa.

Ci, którzy klepali biedę za życia, biedakami nie przestają być i po śmierci. Ponieważ ich rodzin nie stać na cmentarną kwaterę, nasze litościwe społeczeństwo urządza im pochówek na koszt państwa.

Tak więc leżą sobie w parach, żeby taniej było, żeby ekonomiczniej. Ziemia cmentarna przecież coraz droższa... i tak powinni się cieszyć - w nie tak odległych czasach biedotę ładowano do jednego, wspólnego grobu.

Zagajnik dla NN

Pewnie myślicie, że gorzej już wylądować nie można, Szanowni Państwo, którzy od dawna macie wykupione miejsca w dobrym kwartale Batowic, Podgórza albo nawet Rakowic? No, to przejdźmy się jeszcze kawałek dalej. Przed nami klonowo-brzozowy zagajnik. A tam, w podobnych, niedbałych mogiłkach, spoczywają nieboszczycy, którzy w momencie śmierci stracili nawet imiona. Teraz występują bez imion, za to w trzech rodzajach: męskim, żeńskim i nijakim. NN kobieta, NN mężczyzna oraz NN szczątki. NN, czyli: nieznany. Albo: niezidentyfikowany. Nie znamy również wieku tych ludzi, gdyż na tabliczkach widnieje tylko jedna data - zgonu. A i to nie zawsze, czasem jest to data odnalezienia zwłok. Np.: NN mężczyzna znal. 23.01.2005.

Gdyby ci nieboszczycy mogli mówić, niczym Umarli ze Spoon River, opowiedzieliby nam swoje historie. Byłby tam głód, alkoholizm, skrajna nędza, poniżenie i brak nadziei na lepsze życie. Wegetacja, grzebanie po śmietnikach. Butelki i złom. Noclegownie dla bezdomnych i kuchnie Brata Alberta. Żebractwo i drobne kradzieże. Ludzka pogarda i obrzydzenie. Zmarnowane życia. A na końcu śmierć - samotna, czasem okrutna. Z zimna, z choroby, pod kołami. Czasem od noża albo z pobicia. Zdarzają się zapewne samobójstwa. Bo stąd właśnie się biorą NN.

Co będzie z nimi dalej?

Być może za kilka, kilkanaście lat na łączkę wtoczy się buldożer i zrówna, zniweluje wszystkie mogiły. Znikną ubogie kopczyki, znikną bezimienne mogiły NN. Na ich miejscu pojawią się nowe kwatery, na które z pewnością nie zabraknie chętnych. Ceny działek cmentarnych w ostatnich czasach ostro idą w górę, opłaca się zawczasu zainwestować.

Być może za kilkanaście lat, kiedy w tym miejscu zapanują marmur i granit, nikt nie wspomni nawet o poprzednich lokatorach.

Tak zawsze kończą dzielnice biedoty.


Jan Krasnowolski - krakowski prozaik, autor książki "9 łatwych kawałków". Drukował w "Lampie", "Studium", "Ha!arcie". Pracował fizycznie jako magazynier, kierowca, krojczy, ochroniarz. Wkrótce nakładem wydawnictwa Ha!art ukaże się jego kolejna książka "Klatka".