zamknij [x]
oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Marcin Kwintkiewicz, Marcin Masłowski - Gazeta Wyborcza 15.01.2007; dps.pl 17.01.2007)

 

Od kilku miesięcy nikt nie kontroluje żadnego domu pomocy społecznej w Łódzkiem. Żaden nowy nie może też być otwarty. Powód? Wojewoda, która za to odpowiada, zwolniła wszystkich urzędników nadzorujących DPS-y. O tym, że takie kontrole są potrzebne, świadczy najlepiej przypadek DPS-u z Grotnik. We wrześniu 2005 roku "Gazeta" opisała, że pensjonariusze ośrodka byli głodzeni, bici, okradani. Jeden z pacjentów zmarł po tym, jak przez rok był karmiony tylko rozmoczonymi bułkami (dyrekcja nie chciała kupić miksera do przyrządzania zaleconych przez lekarza posiłków). Nieprawidłowości wyszły na jaw, gdy pracownicy ośrodka postanowili złamać zmowę milczenia. Sprawą zajęła się policja i prokuratura.

Swoją kontrolę zaplanował też zespół ds. domów pomocy wydziału polityki społecznej Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego. Nie na wiele się to zdało. Według kontrolerek Jacek Bednarek, ówczesny koordynator wydziału, uprzedził właściciela Ustronia o terminie planowanej kontroli.

- Nie mogłyśmy milczeć - mówi jedna z urzędniczek. - We wrześniu 2006 roku wysłałyśmy oficjalne pismo do dyrektora generalnego urzędu wojewody informujące o nieprawidłowościach w naszym wydziale. O złym funkcjonowaniu Centrum Rehabilitacyjno-Opiekuńczego przy ul. Przybyszewskiego, o naciskach na urzędniczki, by "kontrole wypadały pomyślnie". O sprawie powiadomiłyśmy też prokuraturę.

Kilka dni później urzędniczki wysłały kolejne pismo, tym razem do wojewody Heleny Pietraszkiewicz. Skarżyły się, że Bednarek wie, kto napisał skargę i rozpoczął w tej sprawie "śledztwo" w urzędzie. Prosiły wojewodę o interwencję. I doczekały się.

- Dwa tygodnie później dostałyśmy wypowiedzenia z pracy. Cztery osoby, cały oddział do spraw nadzoru i kontroli. Od października nikt już nie kontroluje ośrodków, nikt nie wydaje zgody na otwarcie nowych. Pięć kontroli zaplanowanych na 2006 rok nie doszło do skutku. Zakonnice, które w Koluszkach chciały otworzyć dom dla chorych na alzheimera, od października czekają na decyzję - dodają urzędniczki. - Na nasze miejsce nikogo nie zatrudniono.

Spytaliśmy w Urzędzie Wojewódzkim, dlaczego wojewoda nie realizuje swoich zadań związanych z nadzorem nad DPS-ami i zakładami opiekuńczymi?

Krzysztof Sztrajber, wicedyrektor gabinetu wojewody, przyznaje, że wypowiedzenia dostało dwóch pracowników, a dwóch innych przesunięto do innych wydziałów: - Mieliśmy powody, by tak zrobić - mówi Sztrajber. - Nadzór nad DPS-ami krytycznie oceniła Najwyższa Izba Kontroli, a potwierdziła ją potem nasza kontrola. W międzyczasie została zatrudniona osoba, która ma uprawnienia kontrolerskie. Jeszcze w styczniu do tego wydziału trafią kolejni pracownicy.

Problem w tym, że każdą kontrolę w placówkach przeprowadza dwóch inspektorów z uprawnieniami. Więc zatrudnienie jednej nic nie da.

Sprawą zwolnień urzędniczek zajmie się sąd pracy. Pozwy już czekają na rozpatrzenie.