| wstecz
Problemy osób niepełnosprawnych
intelektualnie w komunikacji miejskiej
(aut. Irena Bazan; Dziennik
Zachodni 19.01.2005; DPS Forum 22.01.2005)
Dorota Choroszkiewicz od 13 lat codziennie pokonuje
trasę od swojego bloku przy alei Pokoju do ośrodka dla osób niepełnosprawnych
umysłowo przy ulicy Focha.
Nauczyła się, na którym przystanku ma wysiąść, zakodowała sobie
każdy szczegół, który może jej pomóc w odnalezieniu drogi powrotnej.
Wyprowadzona nawet na sąsiednią ulicę gubi się, nie wie, gdzie jest,
w którą stronę iść. Mimo że jest dorosła ma umysł dziecka, w obcym
sobie terenie jest bezradna, wpada w panikę, a to może u niej spowodować
atak padaczki. Tymczasem kilka dni temu kontroler w miejskim autobusie
tak długo sprawdzał jej dokumenty, że dziewczyna musiała jechać
z nim dwa przystanki dalej niż zwykle.
Pozwolono jej wysiąść z autobusu w innym miejscu niż to, które
od lat znała, wpadła w panikę, pół godziny błąkała się po ulicy
szukając drogi do ośrodka. Wszystko dlatego, że nie potrafiła porozumieć
się z kontrolerem.
To nie jedyny przypadek tego rodzaju, które spotkał naszych podopiecznych
przekonuje prezes częstochowskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia
na rzecz Osób Niepełnosprawnych Umysłowo Iwona Ciesielska. W ciągu
ostatnich dwóch lat mieliśmy trzy takie zdarzenia. Ci ludzie chyba
sobie nie zdają sprawy, że nasze dzieci różnią się od innych pasażerów
czy osób niepełnosprawnych ruchowo. Z nimi kontakt jest trudny.
Kiedy stojący nad nimi kontroler żąda szybkiego okazania biletu
i wszystkich tych dokumentów, które uprawniają je do zniżek po prostu
się gubią. Często nie potrafią precyzyjnie i jasno wyjaśnić swojej
sytuacji. Kontroler wtedy wywozi je na dalsze przystanki lub wręcz
na przystanek końcowy, aby tam wyjaśniać wszystko dokładnie.
Dwa lata temu podobna rzecz spotkała Marcina Wilczyńskiego. Chłopak
z zespołem Downa tak długo był sprawdzany przez kontrolera, że w
ostateczności wywieziono go na końcowy przystanek przy dworcu na
Stradomiu.
Bardzo się bał opowiada mama Marcina. Nigdy tam wcześniej
nie był. Opowiadał mi później, że siadł na ławce i nie wiedział,
co robić. Jakiś człowiek podobno próbował mu wytłumaczyć, dokąd
ma iść, ale jemu nie było łatwo trafić. Marcin długo uczył się,
jak ma trafić do ośrodka, zawsze docierał tam tą samą drogą, sprawdzałam,
czy pamięta trasę. Nauka i ćwiczenia trwały dlugo zanim sam zaczął
jeździć autobusem. Wcześniej wiele razy sprawdzałam, nauczył się
rozpoznawać charakterystyczne miejsca, aby po nich mógł się orientować,
czy idzie we właściwym kierunku. Tamtego dnia był przerażony, bo
nie wiedział, w którą stronę iść. Po dwóch tygodniach dopiero przyznał
mi się, że długo chodził po ulicach i wreszcie na piechotę udało
mu się po blisko godzinie dotrzeć na Focha.
Stowarzyszenie wystosowało w tej sprawie do władz miasta oficjalne
pismo. Chcą, aby MPK z większym zrozumieniem podeszło do ich dzieci.
Rodzice upośledzonych osób są rozżaleni nie tylko zachowaniem kontrolerów,
ale także tym, że ich dzieci nie są traktowane jednakowo, jak inni
niepełnosprawni ruchowo częstochowianie. Od połowy ubiegłego roku
muszą kupować bilety z 50-procentową ulgą, chociaż w poprzednich
latach mieli zapewniony darmowe korzystanie z miejskiej komunikacji.
Teraz muszą pokazywać bilet i masę dokumentów, które potwierdzą,
że mają prawo do zniżek mówi prezes Ciesielska. To jeszcze bardziej
komplikuje sytuację. Muszą za każdym razem wchodząc do autobusów
pokazywać dokument tożsamości, orzeczenie lekarskie potwierdzające
niepełnosprawność. Kiedyś wystarczyło pokazanie legitymacji wystawiane
przez nasze stowarzyszenie. Kierowcy niestety różnie reagują na
nasze dzieci, a ich tłumaczenie dlaczego mają ulgę i pokazywanie
przed wejściem do autobusy tych wszystkich dokumentów upokarza je
i denerwuje. Moja córka na przykład przestała z tego powodu jeździć
autobusami, woli dojść dwa przystanki do tramwaju, bo tam przy wejściu
nie musi się każdemu opowiadać.
Rodzice osób należących do stowarzyszenie zaczęli zbierać podpisy
pod kolejną petycją, którą złożą, jeżeli ich ostatnia prośba nie
zostanie spełniona.
My po prostu chcemy, aby nasze dzieci były dobrze traktowane
i nie były dyskryminowane, to chyba nie tak wiele przekonuje prezes
Ciesielska.
Bilety musimy kontrolować
Krzysztof Nabrdalik, prezes MPK
Skarga jeszcze do mnie nie dotarła, nie mogę więc się na jej temat
wypowiadać, z pewnością jednak dokładnie zbadam sprawę. Komu należą
się i jakie ulgi decyduje Rada Miasta. To ona także ustala ceny
biletów. My musimy się wywiązywać z tych ustaleń. Bilety muszą Sprawdzane
w pojeździe, takie są przepisy. Jeżeli kontrola się przedłuża, pasażer
musi niestety jechać dalej niż zamierzał.
Zbadamy sprawę
Jarosław Kapsa, z biura prasowego Urzędu Miasta
Pismo od stowarzyszenia trafiło także do pełnomocnika prezydenta
ds. organizacji pozarządowych. Zapewniam, że z jego treścią zapozna
się zarówno prezydent, jak i prezes MPK. Sprawa na pewno zostanie
wyjaśniona. Reakcja będzie oczywista, na pewno zwrócona zostanie
uwaga kierowcom, jak i kontrolerom, aby w odpowiedni sposób podchodzili
do niepełnosprawnych pasażerów.
Wymagają stałej terapii
Iwona Ciesielska, prezes Stowarzyszenia
Częstochowski oddział Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób Niepełnosprawnych
Umysłowo liczy 116 członków. Najmłodszy z nich ma 6, najstarszy
60 lat. Są to dzieci i dorośli z lekkim, średnim i poważnym upośledzeniem
umysłowym. Wymagają stałej terapii zajęciowej, która prowadzona
jest m.in. w centrum miasta w Domu Dziennego Pobytu dla Osób Niepełnosprawnych
przy ul. Focha.
Nasze dzieci są bezradne
Tadeusz Żyła, ojciec Krzysztofa chłopca z poważnym
upośledzeniem umysłowym
Boję się o moje dziecko. Syna na razie nie spotkała żadna przykra
przygoda w autobusie, ale wiem, że gdyby tak jego ktoś zostawił
na innym przystanku, po prostu by sobie nie poradził. Kilka lat
zajęło mi nauczenie go jak ma sobie poradzić z dotarciem do domu,
a to jest raptem jedna stała trasa. Kiedy jedzie ze mną w inny rejon
miasta, zupełnie nie wie, gdzie jest, nie mówiąc o tym, by sam umiał
sobie poradzić z dotarciem do domu czy ośrodka. |