| wstecz
Niemieckie rowery dla osób niepełnosprawnych
(aut.Małgorzata Goślińska, Gazeta
Wyborcza 23.06.2005; DPS Forum 23.06.2005)
Łatwy w obsłudze, dobry do rehabilitacji, ale
nie wjedzie na podjazd. Na krawężnikach zarzuca nim przy większych
prędkościach i za dużo kosztuje - komentowali ludzie, którzy przesiedli
się w czwartek z wózka inwalidzkiego na rower.
Rowery dla niepełnosprawnych prezentowała wczoraj w Ośrodku Rehabilitacyjnym
Śląskiego Stowarzyszenia Akcent w Katowicach niemiecka firma Draisin.
Wszystkie były trzykołowe. Krystian Glomb z dziecięcym porażeniem
mózgowym pokonał na nim nawet krawężniki. Nie jeździł, odkąd wyrósł
ze swojego składaka z dokręconymi kółkami. Na dwukołowym rowerze
nie potrafi zachować równowagi. - Ale to dla takich, co mają sprawne
nogi - zniechęcił się Bronisław Garbiec na widok pedałów. Od pięciu
lat nie używa nóg. Pedały w rowerach Draisin służą jednak głównie
do rehabilitacji. Można je przełączyć na silnik, który wymusza ruch
nóg i poprawia krążenie.
Na model Relaks z fotelem zamiast siodełka, wstawionym między rączki
kierownicy, pierwszy wsiadł Marcin Wróbel. Ostatni raz jechał rowerem
13 lat temu. Był dzieckiem, wpadł pod traktor, uszkodził kręg piersiowy.
Gra w siatkówkę, z wózka na rower przesiadł się wczoraj sprawnie,
ale na nowym siedzeniu było mu niewygodnie. - Nie nadaje się na
dłuższe dystanse, a do kierownicy mam za długie ręce - powiedział
po przejażdżce.
Mirosławowi Pawłowskiemu nie wystarczyło przypiąć stopy do pedałów.
Trzeba było zamontować stabilizatory łydek. Na ostrych zakrętach
kolana i tak uciekały na boki i blokowały kierownicę. Brat słynnego
alpinisty, który od czasu wypadku przy robotach wysokościowych wspina
się po górach na wózku, najpierw wypróbował model Relaks na podjeździe
do ośrodka. Chwilę wcześniej pokonał tę górkę zwykłym wózkiem, rowerem
stanął w pół drogi. - Ja mam napęd tutaj - Pawłowski naprężył mięśnie
ramion - a tym rowerem nie da się jechać, pchając koła. W obsłudze
szybki do opanowania, ale ma za słaby napęd. I dlaczego na przednie
koło? Na prostej drodze można wyciągnąć dużą prędkość, ale wtedy
na drobnych przeszkodach podskakuje, zarzuca i traci się stabilność.
Marcin Mikulski w ogóle nie wsiadł na rower. - Ja jestem szyjnik,
nawet nie włączę napędu, bo mam niesprawne dłonie - powiedział mistrz
megadystansów na wózku.
- A ja kupię sobie taki rower, jak wygram w totolotka - zażartował
Krystian, zsiadając z najtańszego modelu za 1300 euro. Żyje za 460
zł renty miesięcznie.
Relaks kosztuje 2,5 tys. euro, za silnik trzeba dorzucić kolejne
2 tys. - To dla nas wszystkich cena zaporowa - stwierdził Pawłowski.
Niestety, na rowery Draisin nie ma dofinansowania, bo Narodowy
Fundusz Zdrowia nie uznał ich za sprzęt rehabilitacyjny. Stanieją,
bo katowicki oddział niemieckiej firmy rozpocznie niebawem produkcję
z polskich części. Ale różnica cen nie będzie wielka. - Szkoda,
bo taki rower to dobra terapia - żałowali niepełnosprawni.
|