|
wstecz
Majówka na Paradnej - Festyn w Łódzkim
DPS
Relacja Marka Fettera - jednego z organizatorów imprezy
( DPS FORUM 4.06.2001)
DPS Forum bardzo dziękuje Markowi
Fetterowi za tak obszerną i ciekawą relację z łódzkiej imprezy.
Oto ona...
Zobacz, kto był
sponsorem:
Podziękowania
dla sponsorów imprezy (kliknij)
Po
gorączkowych przygotowaniach 29 maja zgodnie z planem odbył się
festyn "Majówka na Paradnej" Na parkowej polanie została postawiona
prawie profesjonalna estrada, z kolorowymi światłami, porządnym
nagłośnieniem, dyskotekowym dymem itp.Przystrojona kolorowymi balonami
i pięknym bukietem kwiatów, a także naszą domową maskotką - stworkiem
pozszywanym ze skrawków materiału. W wyniku rozpisanego w czasie
majówki konkursu na imię dla stworka, został on oficjalnie nazwany
"Duduś" i odbyło się uroczyste nadanie imienia.Matką chrzestną "Dudusia"
została koleżanka z działu opiekuńczo -terapeutycznego - p.Teodozja
Łyś (pracownik DPS-u z 30-letnim stażem pracy w jednym zakładzie).
A bardziej swojsko po prostu pani Todzia, która nie spodziewając
się takiego wyróżnienia, w czasie uroczystości nadawania imienia
uroniła łezkę.
Ale wróćmy do tematu. Po uroczystym otwarciu imprezy
którego oczywiście dokonali, nasza pani dyrektor i szef szefów na
region Łodzi - uwaga: SPADŁA NA NAS ULEWA i... niestety nastąpiła
20-minutowa przerwa w programie, której niestety nie mogliśmy nadrobić.
Musieliśmy zrezygnować z kilku konkursów.
Około
14.40 zaświeciło piękne słoneczko i festyn rozpoczął się na dobre.
Jako pierwsi wystąpili na scenie mieszkańcy DPS-u z Wiśniowej Góry,
a następnie DPS-Konstantynów, DPS-ul Spadkowa, DPS-Rąbień, DPS-ul
Podgórna, DPS-ul Kosynierów Gdyńskich. Wszyscy artyści podeszli
bardzo poważnie do sprawy i ich występy były przygotowane bardzo
solidnie i bardzo ładnie.Oczywiście wszyscy zostali obdarowani upominkami
(miniaturami naszego stworka "Dudusia") Po mieszkańcach DPS-ów na
scenie zapanowała muzyka klasyczna.Mogliśmy wysłuchać kilku utworów
muzyki poważnej w wykonaniu uczniów PSM I-stopnia w Łodzi z ulicy
Szpitalnej.Młodzi artyści swoją muzyką wprowadzili na naszą majówkę
niespotykaną do tej pory atmosferę "wyższego lotu". Po dużych brawach
za występ, dzieci ze szkoły muzycznej - obdarowane "Dudusiami" -zostały
z własnej woli na naszej majówce i bawiły się wraz ze wszystkimi
mieszkańcami.
Jednym
z bardziej oczekiwanych momentów majówki było zaproszenie na wojskową
grochówkę i kiełbaski z grilla, a także dość dużą popularnością
cieszył się chleb ze smalcem i ogórkami. Nie muszę wspominać, że
w tym momencie znalezienie chętnych do jakiegokolwiek konkursu było
niemożliwe. Dobrze że kolejnym punktem programu była możliwość jazdy
na koniu. Zaprzyjaźniona stadnina do końca majówki miała wielu chętnych
do przejażdżki. Natomiast na scenę wkroczyła "Kapela Bałucka", która
znanymi przebojami muzyki biesiadnej rozbawiła publiczność do tego
stopnia, że na naszą majówkę zaczęli przychodzić ludzie z ulicy.
O wręczonych "Dudusiach" już nie wspominam.
Występy na estradzie zakończyli gospodarze majówki,
programem przygotowanym przez dział terapii i naszą siostrę przełożoną,
zatytułowanym "Liliputani"( to piosenka opowiadająca o małych ludzikach
którzy mogą robić duże rzeczy), a następnie wystąpił zespół połączonych
DPS-ów (Podgórna, Kosynierów i my), przedstawiając wiązankę piosenek
biesiadnych. Była to powtórka programu z " Dnia
Motyla", tyle że już bez tak ogromnej tremy jak na Piotrkowskiej
i myślę, że wypadło to o wiele lepiej.
Udało się jeszcze przeprowadzić konkurs "Poszukiwanie
skarbów".Natomiast zabrakło czasu na : wybory Miss, przeciąganie
liny, bieg z jajkiem, turniej wiedzy ogólnej. Około 18.00 rozpoczęła
się typowa zabawa na świeżym powietrzu.Do tańca przygrywał zespół
muzyczny. Były wężyki, kółeczka, dużo zabawy i uśmiechów. Aha, nie
udało się odpalić ogniska, ponieważ deszcz za bardzo zmoczył przygotowany
chrust. Podsumowując, chcielibyśmy żeby za rok zrobić majówkę tak,
aby ewentualnym sponsorom zależało na pokazaniu się w naszym gronie.
Może kiedyś uda się to zrealizować.
Na
koniec informacja szczególna - jedyną rzeczą, za którą musieliśmy
zapłacić była wojskowa grochówka, a i tak po cenie super-urtowej.
O ludziach, którzy nam odmówili, nie będę wspominał, może kiedyś
będą chcieli z własnej woli coś dla nas zrobić.Wtedy im NIE ODMÓWIMY.
Marek Fetter
|