|
wstecz
Nie mają powodu, by żyć - Polacy
nie umieją już radzić sobie ze starością
(aut. Joanna Krupa, Kulisy
20.06.2003; DPS Forum 30.06.2003)
Starzy są niepotrzebni. Męczący. Kosztowni. Najwygodniej
oddać ich do schroniska. Jak niepotrzebnego psa. Tak myśli coraz
więcej z nas.
Stosunek do ludzi starych świadczy o naszym rozwoju cywilizacyjnym
- mawiali klasycy. Ale dla dzisiejszego 20-latka, człowiek po 75.
roku życia stoi po prostu nad grobem. Jego czas się skończył, nie
ma prawa pracować, bo nie jest kreatywny, ma "stare naleciałości"
i blokuje etat młodszym. Starość zaczęła być pojmowana w Polsce
jako stan fizycznego zniedołężnienia i umysłowego stetryczenia.
Mijają czasy, gdy do ostatnich dni chorymi i starymi opiekowały
się ich dzieci czy kuzyni.
Ageism - dyskryminujące podejście do człowieka z powodu
jego wieku. Twórca definicji ageismu, Butler, twierdził, że przyczyną
dyskryminacji starych przez młodych jest zanik wspólnej więzi, z
góry nałożona konieczność niesienia pomocy osobom starszym oraz
świadomość, że trzeba pracować na kogoś, kto już nie pracuje.
Chwaliliśmy się, że w przeciwieństwie do Amerykanów, którzy umieszczają
swoich bliskich w domach starców, my wiemy jak powinna wyglądać
rodzinna więź.
Ale z badań wynika, że w ostatnich latach coraz więcej Polaków
decyduje się zostawić rodziców i dziadków w domach opieki społecznej
i hospicjach. Bo tam ma być im lepiej. Co miesiąc uiszczają należną
kwotę, a raz na rok jeżdżą w odwiedziny. Zdaniem badaczy, powodem
tego są głównie względy ekonomiczne.
Doktor Barbara Szatur-Jaworska z Instytutu Polityki Społecznej
Uniwersytetu Warszawskiego: - Jeśli matka lub ojciec cierpią na
jakąś postępującą chorobę, na przykład Alzheimera, to trudno zapewnić
mu domową opiekę. Tym bardziej, że praca jest dziś skarbem. Mało
kto może sobie pozwolić na bezpłatny urlop. Żadna firma się na to
nie zgodzi. Jedynym wyjściem pozostaje dom opieki.
Ci, którzy zostają na starość sami, bo rodzina się ich wyrzekła,
a na miejsce w państwowym domu opieki trzeba czekać 10 lat, kupują
przeterminowane leki na bazarach, chodzą na obiady do ośrodka pomocy
społecznej albo grzebią w śmietnikach. Zanim zwolni się miejsce
w domu opieki, połowa z nich umiera. Nie przysługują im praktycznie
żadne ulgi (z wyjątkiem kolejowych i komunikacji miejskiej, ustalanych
przez lokalne samorządy). Nie mogą liczyć na pomoc od państwa, bo
takiej po prostu nie ma.
W Polsce wiek emerytalny to 65 lat w przypadku mężczyzn
i 60 lat dla kobiet. W Niemczech i Hiszpanii panowie przechodzą
na emeryturę po ukończeniu 67 lat, a panie 65. W naszym kraju tylko
w co drugiej pracy starsza osoba ma szansę doczekania do emerytury.
Coraz więcej pracodawców zwalnia takich pracowników, nawet na kilka
miesięcy wcześniej. W ramach tzw. standardowej redukcji.
Marian nie czuje się winny. Jako młody, bo 29-letni szef dużego
koncernu, nie mógłby zajmować się chorym na Alzheimera ojcem. -
Miałem zrezygnować z kariery, pieniędzy i zamienić się w niańkę?
A kto by zarabiał na leki, jedzenie i ubranie dla mnie i ojca? -
pyta. Trzy lata temu załatwił mu miejsce w jednym z prywatnych pensjonatów
dla seniorów. Miesięcznie płaci trzy tysiące złotych i jak mówi,
ma święty spokój. I czyste sumienie. - Znam wielu, którzy nie poczuwają
się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. A przecież ja nie odwróciłem
się do ojca plecami, tylko zapewniłem mu opiekę - tłumaczy.
Marian dużo podróżuje. Ojca odwiedza raz na pół roku, chociaż dojazd
do pensjonatu, w którym przebywa, zajmuje mu niecałą godzinę. -
Przecież i tak mnie nie poznaje. Alzheimer zrobił już swoje - mówi.
- Jak będę miał dziecko, to nigdy nie będę od niego wymagał, żeby
zajmowało się mną na starość. Nie chciałbym dla nikogo być ciężarem.
Państwowe domy opieki pękają w szwach. Listy oczekujących także.
W prywatnych rezydencjach seniora są wolne miejsca, ale na pobyt
w nich stać tylko nielicznych (miesięcznie trzeba płacić nawet 3
tysiące złotych.
Na świecie żyje 580 milionów ludzi powyżej 60. roku
życia. W roku 2025 liczba ta wzrośnie do 1,1 miliarda. W Polsce
osób w tym wieku jest 6,5 miliona. Ponad 800 tysięcy z nich ma więcej
niż 80 lat.
Jedynym nowym pomysłem na opiekę nad ludźmi starszymi, jaki się
ostatnio pojawił, to tworzenie rodzinnych domów opieki społecznej.
Ale choć możliwość taką stworzono dwa lata temu, podchwyciły go
jedynie Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej w Poznaniu i Gdańsku.
- W ciągu kilku tygodni zgłosiło się do nas kilkadziesiąt chętnych,
nie tylko z Gdańska, ale również z całej Polski - mówi Sylwia Ressel,
rzecznik prasowy gdańskiego MOPS-u. Na jednego podopiecznego gdański
MOPS jest w stanie przeznaczyć od 1,3 tysiąca do 1,6 tysiąca złotych
miesięcznie w zależności od warunków.
Koszt utrzymania seniora w państwowym domu opieki wynosi
od 1,8 do 2 tysięcy złotych. Część pokrywa gmina. Każdy z pensjonariuszy
przeznacza na pobyt 70 procent renty lub emerytury.
Prywatne domy opieki, które jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać
na początku lat 90., funkcjonują na zasadzie fundacji, pensjonatów
lub rezydencji. Żadna państwowa instytucja nie ma nad nimi kontroli.
Nie wiadomo nawet, ile ich działa (GUS szacuje, że około dwustu).
Coraz mniej młodych osób, mimo czynnego życia zawodowego, decyduje
się zostawić swoich rodziców czy dziadków we własnych domach. Zdaniem
specjalistów, wszystko zależy od wzorca wychowania.
Dariusz Marszałek z biura prasowego resortu pracy:
Wystarczy uniknąć w nazwie sformułowania "dom opieki społecznej"
i mieć wolną rękę. Resort planuje jednak wprowadzić standardy usług.
Wówczas właściciel takiego domu będzie musiał uzyskać zgodę wojewody.
35-letnia Krystyna nie mogłaby postąpić inaczej. Przecież to jej
matka, nie jakaś obca kobieta. Urodziła ją, przewijała, chowała.
A teraz, kiedy zalewa się moczem i krztusi kaszką, jest bezbronna.
- Znajomi nie mogą zrozumieć, dlaczego już dawno nie oddałam mamy
do domu starców. Ale ja nie zmrużyłabym oka, wiedząc, że ona siedzi
gdzieś sama w zasikanych majtkach. Skazana na łaskę i niełaskę gderliwej
pielęgniarki. Chcę, żeby do końca zachowała godność. Nie po to rodzi
się dzieci, żeby na starość lądować w przytułku.
Zaczęło się od tego, że matka Krystyny - Maria wychodziła z domu
tylko na chwilę, po bułki albo gazetę, po czym nie potrafiła trafić
z powrotem. Bałam się zostawiać ją w domu, bo w każdej chwili mogła
odkręcić gaz albo wodę - opowiada Krystyna.
Doktor Barbara Szatur-Jaworska: Jeśli dziecko od małego
mieszka z rodzicami i dziadkami, to jako dorosły człowiek odbiera
starość jako naturalny etap w życiu. Inaczej jest w przypadku osób
młodych, wychowywanych bez kontaktu z seniorami. Nie poczuwają się
do odpowiedzialności, a starość na swój sposób ich odrzuca.
Na miejsce otępienia pojawiła się u Marii silna nerwica, bezsenność
i osłabienie podstawowych zmysłów. Nie czuła dobrze powierzchni
przedmiotów. Wszystko leciało jej z rąk. Nawet w okularach z wysiłkiem
czytała gazetę. Trudno jej było zrozumieć rozmówcę, nie słyszała
dzwonka telefonu ani gwizdu czajnika. Coraz częściej zdarzały się
omamy i urojenia. Leki nie pomagały. Poza tym zaczęło brakować pieniędzy.
- Mama dostaje jedną z najniższych emerytur - nieco ponad 500 złotych.
Jeśli policzyć jednak wszystkie leki, które musi brać profilaktycznie,
a do tego pampersy, bo od pewnego czasu nie trzyma moczu, to praktycznie
nic nie zostaje - mówi Krystyna.
Oficjalnie, w porównaniu z innymi grupami społecznymi, emeryci
mają w miarę stabilne i stałe dochody. Nieoficjalnie - nie tylko
nie starcza im na prąd czy jedzenie, ale także na leki. Wiele starszych
osób, mimo że musi wyżyć za grosze, część ze swojej emerytury przeznacza
jeszcze na prezenty dla wnuków czy wspiera budżety swoich dzieci.
Rzadko kiedy otrzymując coś w zamian.
Prawie połowa starych ludzi cierpi na majaczenia czy
otępienie - to drugie bywa początkiem choroby Alzheimera. Częstym
schorzeniem dotykającym starsze osoby jest także syndrom tzw. starczego
niechlujstwa, polegający na niekontrolowanym zbieraniu zupełnie
nieprzydatnych przedmiotów.
Łucja ma 78 lat i najniższą emeryturę. Mieszka sama. Syn kilkanaście
lat temu zabrał oszczędności i wyjechał do USA. Córka zginęła w
wypadku. Łucja kładzie się spać razem z kurami, żeby zaoszczędzić
na świetle. Wstaje o szóstej rano, idzie do sklepu po chleb (najtańszy
- baltonowski) i mleko w butelce. Raz na dwa tygodnie kupuje roślinną
margarynę, raz na tydzień kilka topionych serków. Na obiady chodzi
do baru mlecznego albo do ośrodka pomocy społecznej. Ubrania dostaje
z Polskiego Czerwonego Krzyża. Najgorzej jest z lekami. - Od lat
cierpię na nadciśnienie, ale leki są strasznie drogie. Chodzę na
Stadion Dziesięciolecia. Tam kosztują trzy razy taniej - przyznaje
staruszka.
Najniższa emerytura - 552,63 złotych
Dodatek pielęgnacyjny do emerytury/renty - 141,70 złotych
Najniższa renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy - 425,09
złotych
Najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy - 552,63
złotych
Chociaż Łucja klepie biedę, cieszy się, że nie dotknęła jej żadna
ciężka choroba i nie spędzi ostatnich chwil życia w starczej umieralni.
A tak było z jej bliską przyjaciółką - Danusią. Osteoporoza i ciężki
udar mózgu przykuły ją do łóżka w wieku 67 lat. Samotna wdowa przez
całe życie wychowywała dwie córki. - Wszystko im oddawała, nawet
jak już przeszła na emeryturę. Sprzedała swoje piękne mieszkanie,
żeby odciążyć ich od kredytu na samochód. Zamieszkała z nimi, spała
na łóżku polowym w kuchni, zajmowała się wnukami.
Kiedy Danusia zachorowała i potrzebowała drogich leków, córka rozłożyła
ręce, mówiąc, że nie starczy im na wakacje. - Wyglądała jak upiór,
chuda, wsparta na kulach. Serce mi się krajało z bólu, dawałam jej
parę złotych, ale nie starczało nawet na jedną tabletkę - wzdycha
Łucja.
A potem Danusia dostała udaru mózgu. W szpitalu ledwo ją odratowali.
Odzyskała przytomność, ale lewostronny paraliż pozostał. Córka odwiedziła
ją dopiero po trzech dniach i od razu poinformowała, że załatwiła
jej miejsce w placówce. Danusia myślała, że chodzi o jakiś ośrodek
rehabilitacyjny. Dopiero kilka godzin później dowiedziała się od
pielęgniarki, że przewożą ją do hospicjum. - Kompletnie się załamała.
Straciła sens życia. Osoby, na które przez całe życie liczyła, bo
one mogły liczyć na nią, dały jej kopniaka. Już nic jej nie trzymało
na tym świecie. To było jedno z najbiedniejszych hospicjów. Jedzenie
jak dla psa, nieświeża pościel i całodobowe leżenie w samotności.
Danusia wpadła w depresję, nic jej nie cieszyło. Któregoś dnia,
jak zwykle przyniosłam jej trochę kompotu. Wchodzę do sali, a tam
salowa zdejmuje pościel.
Według profesora Brunona Synaka, wiceprezesa Polskiego
Towarzystwa Gerontologicznego, w ciągu 35 lat pogorszył się stan
zdrowia emeryta. System ochrony zdrowia nie nadąża za postępującym
starzeniem się społeczeństwa.
Ale starość, chociaż jest bolesna, nie musi oznaczać końca prawdziwego
życia. Według filozofii chińskiej, to właśnie starość jest najlepszym
okresem na rozwój duchowy. Dawno temu stary człowiek zajmował najwyższe
stanowisko w Chinach. Pełnił rolę mędrca duchowego, do którego wszyscy
zwracali się po poradę.
Współcześni staruszkowie dzielą się na dwie grupy: na tych, którzy
nie wierzą, że coś jeszcze im się od życia należy oraz na tych,
którzy dopiero na emeryturze mogą robić to, o czym zawsze marzyli.
We Francji, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie podróżują do egzotycznych
krajów, biorą udział w ekstremalnych wyprawach, żenią się, adoptują
dzieci, uczestniczą w zawodach sportowych i olimpiadach. W Polsce
podstawowym ograniczeniem są pieniądze. Naszych staruszków nie stać
na drogie wycieczki. Tylko 10 procent z nich prowadzi w miarę aktywne
życie - zapisuje się na kursy fotografii, do Polskiego Związku Działkowców,
do klubu seniora albo na Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Starsza osoba pozbawiona kontaktu z drugą osobą, odrzucona
przez bliskich, zamyka się w sobie. Przestaje walczyć. W grupie
starych osób jest największy procent samobójców. Najwięcej staruszków
zabija się w USA (stanowią 19 procent samobójców).
Pozostali ograniczają się do oglądania telewizji, chodzenia do
kościoła i lekarza. Jak wyjaśnia w książce "Ludzie starzy w
warunkach transformacji ustrojowej" profesor Brunon Synak,
aby starość była wypełniona życiem, starsza osoba musi mieć poczucie
użyteczności i przynależności. Musi tkwić w nurcie życia rodzinnego
i społecznego, a nie znajdować się na marginesie. Dlatego zgodnie
z twierdzeniem japońskiego myśliciela - Daisaku Ikedy - "Trzeba
ludziom starym dać powód do dalszego życia".
|