|
wstecz
Z wizytą w dziennym Domu Pomocy
Społecznej przy al. Wolności w Częstochowie
(aut. Wioleta Bąk, Gazeta
Wyborcza 26.10.2003; DPS Forum 3.11.2003)
Podopieczni Dziennego Domu Pomocy Społecznej
przy al. Wolności
Pani Józefa nie wyobraża sobie już życia bez domu przy Wolności.
Codziennie przed południem z trudem pokonuje stare, wydeptane schody
i wchodzi do świetlicy. - Jak tu jestem, odżywam. Gdybym nie mogła
przychodzić, to u siebie bym chyba zgłupiała - sapie, zarzucając
na wieszak wysłużona kurtkę.
Dzienny Dom Pomocy Społecznej w al. Wolności 20 mieści się w starej
kamienicy, blisko tramwaju i autobusu. To ważne, bo bywalcy - a
jest ich 50-70 osób po sześćdziesiątce - mieszkają w różnych dzielnicach.
W domu grzeją kaflowe piece. Placówce przydałby się remont. W ogrzewanej
piecami-kozami stołówce łuszczy się farba, w rogach widać wilgoć.
Tutaj codziennie czeka na nich talerzyk ze śniadaniem i pożywny
obiad. - Nie ma reguł; jeżeli ktoś się gorzej czuje rano, przychodzi
na obiad, a śniadanie może zabrać. Nasi podopieczni są w wieku,
gdy zdrowie już nie dopisuje. Niektórym, gdy trzeba, nosimy jedzenie
do domów - tłumaczy kierowniczka domu Helena Kołek.
Większość podopiecznych to emeryci z tzw. starego portfela. Płacą
tylko za "wkład" do kotła: 5,10 do 8,50 zł na dzień. -
Dla niektórych to i tak bardzo wiele. Po opłaceniu czynszu i obiadów
z 700-złotowej emerytury mało zostaje - tłumaczy kierowniczka. -
A u nas jest ciepło, więc mogą oszczędzać na opale.
Dla wielu ważny jest sam fakt, że istnieje miejsce, gdzie ktoś
pomoże rozwiązać problem. Inni przychodzą, żeby wymienić poglądy,
pogadać o wnukach albo po prostu ponarzekać na zdrowie. W gronie
rówieśników łatwiej znaleźć kogoś, kto wysłucha i pocieszy. W świetlicy
można poczytać książki, wysłuchać pogadanki o cholesterolu, przygotowanej
przez pielęgniarkę Ewę, albo powspominać letnie wycieczki do Mirowa
i zaplanować wspólne wyjście do teatru.
Kiedy odwiedziliśmy dom w piątek, trwały przygotowania do popołudniowej
uroczystości z okazji Dnia Seniora. Zaprzyjaźniony cukiernik podarował
wypieki, a personel organizował potańcówkę. - Nasi podopieczni tańczyć
lubią, oj lubią - uśmiecha się kierowniczka. - Każda okazja jest
dobra, aby urządzać wieczorki taneczne: i Dzień Kobiet, i Pierwszy
Dzień Wiosny...
- Młodniejemy tu, przestajemy myśleć o troskach, tak jest wesoło
- dodaje siedząca obok pani Marysia. Teraz podopieczni domu w al.
Wolności przygotowują się do wystawy w Urzędzie Miasta. Pokażą misternie
dziergane z nici i kordonka serwetki, makatki i obrusy, kapelusz,
ozdobne butelki i kompozycje z kwiatów oraz suchych roślin. Ekspozycja
ma być otwarta w środę.
|