| wstecz
Delfinarium na Śląsku - na razie
mrzonka

(aut. Grażyna Kuźnik, Dziennik
Zachodni 27.01.2006; dps.pl 6.02.2006)
Wizja delfinarium krąży po województwie
Czy można zarobić na cudzych delfinach, które pływają w moskiewskim
basenie? Prawdopodobnie tak, bo Górnośląskie Centrum Delfinoterapii
już od kilku lat podpiera się tymi zwierzakami, zbierając cegiełki
na budowę ośrodka na Śląsku. Kłopot w tym, że Centrum wciąż jest
tylko pięknym snem, który pewnego dnia przyśnił się Aleksandrze
Piaścik z Katowic.
Delfiny pływają od gminy do gminy naszego regionu. Jest dużo szumu,
wyznaczania terenu, angażują się różne służby i media. Czeladź,
Dąbrowa Górnicza, Chorzów, a ostatnio Tarnowskie Góry przeżywają
kolejno delfinową gorączkę.
Piaścik udziela wywiadów, opowiadając o okazach z Rosji, które
tylko czekają, żeby je zabrać na Śląsk. Wszystko jest dogadane.
Informuje, kto do basenu wsypie pierwszą tonę soli, a kto przetnie
wstęgi. Padają nazwiska: Pudzianowski, Jędrzejczak, Korzeniowski,
Kusznierewicz. Zapewnia, że dobiegają końca rozmowy z bankiem o
pożyczkę, który da tyle ile trzeba. I zaprasza firmy do współpracy.
Gminy są zaszczycone zainteresowaniem takiej organizatorki, a potem
bardzo rozczarowane. Gdy mowa o konkretach, GCD znika.
Nie mam pojęcia, co nimi kieruje zastanawia się Wojciech Mikołajec,
sekretarz Pszczyny.
Popieramy piękną ideę
Wielbiciele delfinów znikają z życia gmin tylko na chwilę. Pomysł
odradza się gdzie indziej. W tym czasie jednak na stronie internetowej
GCD żyje wirtualną inwestycją, obiecując konkretne korzyści za datki:
nazwanie delfina wybranym imieniem, reklamę na budynku delfinarium
i na flagach przed wejściem. GCD zajmuje się nawet biletami, zapewniając
zniżki wszystkim kupującym towary u sponsorów.
GCD zapewnia, że wie już nawet, jakie firmy będą dostarczać delfinom
ryby. To brzmi wiarygodnie. Na dole tych opowieści numer konta.
Strony ozdabiają urocze pyski delfinów.
Czy można im się oprzeć?
Firma MG Biurozak z Krakowa figuruje w internecie jako jeden ze
sponsorów przyszłego delfinarium. Tyle że w Czeladzi, co jest wiadomością
mocno zwietrzałą...
Biurozak pisze: "Ośrodek ma działać w Czeladzi przy ogromnym
centrum rozrywkowo-handlowym M1. Będzie tu działał hotel, restauracja,
pizzeria, gabinety lekarskie, wypożyczalnia sprzętu nurkowego i
kiosk z pamiątkami. Koszt inwestycji wynosi 24,5 mln zł. Do rozpoczęcia
i zakończenia budowy brakuje jeszcze 4,5 mln zł. Jeszcze możesz
dołączyć do grona sponsorów."
Szczegóły budowy tego centrum znam tylko z relacji pani Piaścik
zaznacza ostrożnie prezes Arkadiusz Mikler. Mają piękną ideę.
Zwrócili się do nas o poparcie, więc popieramy, bo kto może być
przeciw delfinom? Ale już od pół roku nie mamy z GCD kontaktu. Twierdzili,
że potrzebują 4 mln złotych, wtedy na pewno dostaną kredyt i dotację
na inwestycję. Szukają pieniędzy, są bez kapitału. Od nas nic nie
dostali. Gdy przyszło do podpisywania umowy, byliśmy ostrożni. Tyle
że jesteśmy na ich stronie, a oni na naszej.
Gmina w Czeladzi słyszała, że delfiny miały się u nich pojawić.
Niestety, nic z tego nie wyszło, bo inwestorzy przepadli jak kamień
w wodę. A szkoda, miejsce jest przecież odpowiednie.
Pieniądze skądś
Dąbrowa Górnicza miała jednak lepszy atut brzeg zbiornika Pogoria
IV, czyste wody i ładne widoki. Akurat ma tu powstać nowoczesne
nurkowisko.
Kiedy pani Piaścik zgłosiła się do nas z pomysłem budowy delfinarium,
bardzo się ucieszyłem mówi Wiesław Dudziak z Centrum Działalności
Ratowniczej "Cederius". Zgodnie z jej planami miał tu
powstać cały kompleks brzegowy z delfinarium. Trudno o lepsze połączenie
z nurkowiskiem, byliśmy pod wrażeniem. Plan wspaniały. Odbyły się
jednak tylko dwie rozmowy z panią Piaścik i niestety, nie doszło
do konkretów.
Nie wiadomo dlaczego Pogoria się nie spodobała. Do dzisiaj Piaścik
jest tutaj wielkim znakiem zapytania. Aleksandra Piaścik zaprzecza,
że rozmawiała na temat centrum delfinoterapii z Czeladzią i Dąbrową
Górniczą, i że w ogóle były plany budowania tam ośrodka.
Mam dość kłamstw na mój temat, proszę się nami nie interesować
denerwuje się organizatorka. Centrum Delfinoterapii to tylko
nasza sprawa i nie muszę nikomu się tłumaczyć.
Dla urzędników jest milsza. Każdy, kto w magistracie rozmawiał
z Aleksandrą Piaścik, dobrze wie, że potrafi przekonywać do swoich
pomysłów. Gminy, które dotąd w ogóle nie myślały o delfinach, nagle
ich zapragnęły. I szukały najlepszych terenów na budowę ośrodka.
Pani Ola sprawdzała oferty i starannie przebierała w propozycjach.
Jeśli jakaś działka jej się nie podobała, urzędnicy proponowali
inną. Nie chcieli stracić tak świetnej okazji. O możliwości finansowe
nikt nie pytał, bo na tym etapie rozmów nie wypada.
W ogóle pytanie o finanse wytrąca panią Olę z równowagi.
Pieniądze? Będę miała. Skądś. Co was to obchodzi! ucina rozmowę.
Delfiny w zoo
Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie przyjął, że osoba
występująca z taką inicjatywą ma środki na inwestycje. Bo przecież
bez kilku milionów przy duszy do takiego pomysłu nikt się nie zabiera.
Na świecie jest mało delfinariów, bo to ogromny wydatek nie tylko
w budowie, ale również w utrzymaniu. Trzeba produkować morską wodę,
dbać o kondycję zwierząt i odpowiedni klimat.
Piaścik nie wygląda na bizneswoman, park jednak wskazał jej dwa
miejsca inwestycji. Upierała się, żeby delfinarium stanęło w ogrodzie
zoologicznym. Miała wizję trzech basenów i tłumów zwiedzających.
Podobno omówiła już sprawę transportu delfinów z Moskwy do Chorzowa,
gonił ją czas. Budowa miała ruszyć w maju ubiegłego roku.
Dyrektor zoo był zachwycony tym pomysłem, argumenty przemówiły
mu do wyobraźni. Ale entuzjastą był tylko na początku wyjaśnia
Andrzej Włoszek, prezes WPKiW. Potem okazało się, że ten ośrodek
ma cele komercyjne, nie rekreacyjne. Odmówiliśmy jej lokalizacji.
Zresztą koszty całego przedsięwzięcia były ogromne. Skąd pieniądze?
Nie wiadomo. Zastanawiałem się, czy to nie są tylko pobożne życzenia
tej pani, czy nie chce nas w jakiś sposób wykorzystać. Na siłę chciała
mieć naszą zgodę.
Jednak na wszelki wypadek park podsunął inny teren na ulicy
Złotej. 1,2 ha po ośrodku Bambino, z dobrym dojazdem i mediami.
GCM, ku zdziwieniu prezesa, nie przyjął tej oferty.
Słyszałem później, że GCM domaga się od nas zwrotu pieniędzy
za rzekomo poniesione koszty. To absurdalne. Do oficjalnych roszczeń
jednak nie doszło. Kontakt się urwał i słyszeliśmy, że te delfiny
płyną z jednego miasta do drugiego dodaje z lekkim uśmiechem prezes
Włoszek.
Piaścik skarżyła się w prasie, że wydała już 50 tys. zł na umieszczenie
centrum na mapie parku, projekty przeniesienia istniejących tam
budynków i przebudowy dróg. Do stycznia 2005 miała złożyć wniosek
o dotację z Unii Europejskiej. Liczyła na 32 proc. wartości inwestycji.
Delfiny po 600 tys. zł miała kupić sama, bo Unia takich zakupów
nie finansuje. Miała też dołożyć z własnych środków ok. 12 mln.
O dotacji UE nic nie słychać do dzisiaj. Podobnie jak o bankowych
kredytach.
List prezydenta
Pani Ola zaczęła teraz rozmowy o delfinach z Pszczyną. Prasa rozpisała
się o zachwyconych samorządowcach. Miały być tłumy zagranicznych
turystów, sława, pieniądze... Delfiny i pałac to piękne połączenie.
W dodatku w centrum miało być 80 nowych miejsc pracy.
Wcale nie było entuzjazmu, to przesada prostuje dzisiaj Wojciech
Mikołajec, sekretarz pszczyńskiego magistratu. Był jednak pomysł
Górnośląskiego Centrum Delfinoterapii, rozmowy, plany, wyznaczyliśmy
odpowiedni teren na taki ośrodek. To wszystko wyglądało dość poważnie.
Gmina miała nadzieję, że pomysł dojdzie do skutku. Piaścik przedstawiła
mnóstwo listów intencyjnych, z poparciem nie tylko wojewody Jarzębskiego
i różnych szyszek, ale też samego prezydenta Kwaśniewskiego.
Wiadomo, że delfinarium to doskonały pomysł. Ale przecież nie
chodzi o sympatię dla delfinów, tylko o konkrety. W tych listach
nie było żadnej obietnicy pomocy finansowej przyznaje sekretarz.
Delfiny realne?
Piaścik szukała dobrego terenu do dzierżawy. Najpierw zaoferowali
jej hektar ziemi w samej Pszczynie. Trudno mieć jakieś zastrzeżenia,
ale ziemię chcieli sprzedać. Cena 750 tys. zł.
Doskonałe miejsce. Niestety, mimo wielu rozmów, GCD w ogóle nie
przystąpiło do przetargu. Pani Piaścik zniknęła. Teren kupił ktoś
inny, powstaje tam kompleks handlowo-usługowy. GCD nie wyjaśniło
przyczyn milczenia, no bo nie musiało. Jednak po pewnym czasie znowu
się do nas odezwali, pytając czy mamy działkę na delfinarium dodaje
spokojnie Mikołajec.
Działka była, ale osiem kilometrów od Pszczyny, Tańsza, bo w cenie
600 tys. złotych, za to większa 4 ha. GCD wzgardziło ofertą i
o delfinach w Pszczynie zrobiło się cicho. Nie na długo.
Najnowsza informacja o tym, że delfinarium jednak powstanie, tym
razem przy Parku Wodnym w Tarnowskich Górach, zaskoczyła mieszkańców.
Prokuratura oskarżyła niedawno cztery osoby związane z tą inwestycją
i urzędem miasta o niegospodarność. Doszło do około 11 mln strat.
Park ma ogromne długi, nie przynosi takich dochodów, jak się spodziewano.
To dla gminy worek bez. Miasto przyznało, że plany wobec tej inwestycji
były zbyt optymistyczne.
Optymizmu nie brakuje do dzisiaj. Teraz gmina uważa, że delfiny
są bardzo realne.
Z informacji, jakie posiadam, chociaż są niezbyt ścisłe, wynika,
że zainteresował się tym projektem poważny inwestor. Wszystko jest
na dobrej drodze. Pomysł jest doskonały. Jak już coś będzie wybudowane,
nie wykluczamy pomocy gminy, na przykład w dostarczaniu wody. Mam
nadzieję, że uda się nam ściągnąć delfiny. Jestem optymistą w tej
sprawie twierdzi Kazimierz Szczerbak, burmistrz Tarnowskich Gór.
Kolejne oczarowanie
Zapał Aleksandry Piaścik zrobił też dobre wrażenie na Marku Pyle,
prezesie Parku Wodnego.
Przecież ona była nawet w Moskwie w sprawie delfinów. To znaczy,
że mają jakieś środki. Podchodzą do sprawy serio. Ich dokumentacja
jest dobrze przygotowana, zrobiła na mnie wrażenie. To byłoby trzecie
delfinarium na świecie, wielka rzecz. Wybudują ośrodek na naszym
terenie, a lepszego miejsca nie ma. Sprawą zaciekawiłem naszego
lokalnego przedsiębiorcę, który się tym zajął, a ma nosa do interesów.
Już zgłosiła się do nas zagraniczna spółka, która gotowa jest inwestować
w delfinarium. Bo ziemię trzeba będzie kupić. W lutym będziemy z
tą firmą konkretnie rozmawiać. Uważam, że wiosną ruszymy z delfinami.
Gotów jestem się założyć zapewnia prezes Pyla.
I po chwili dodaje: A jeśli to bajka, to co warte jest życie
bez bajek?
Można się z tym zgodzić, pod warunkiem że bajka nie udaje prawdy
i z udawania nie czerpie zysków.
Jedno jest pewne tarnogórskiemu Parkowi Wodnemu, który ma zszarganą
opinię i byłych szefów oskarżonych o malwersacje delfiny są teraz
bardzo potrzebne. Jeśli przyjadą, to wyciągną park z długów. A jeśli
nie, to przynajmniej na jakiś czas odwrócą uwagę od utopionych w
nim pieniędzy i prokuratorskich zarzutów.
|