| wstecz
Dom dla Chłopców przy Jasnej Górze
(aut. Irena Bazan, Dziennik
Zachodni 18.03.2005; DPS Forum 25.03.2005)
Niech będzie jak w domu
Ciasne sale, jadalnia, w której posiłki spożywane są w małych grupach,
bo dla wszystkich brakuje miejsca przy stole, świetlica, która służy
jednocześnie za salę telewizyjną i pracownię zajęć technicznych,
a w której brakuje miejsca dla całej grupy tak dzisiaj wygląda
życie w Domu dla Chłopców znajdującym się w pobliżu Jasnej Góry.
Siostrom Wynagrodzicielkom Najświętszego Oblicza, które opiekują
się upośledzonymi umysłowo dziećmi, marzą się przytulne sypialnie,
przestronne korytarze i sala gimnastyczna z pomieszczeniem do rehabilitacji.
Opiekunki chłopców robią wszystko co w ich mocy, a nawet więcej,
by poprawić warunki życia swoich podopiecznych.
W maju ubiegłego roku rozpoczęłyśmy budowę nowego domu opowiada
siostra przełożona Lucyna Kałuża. Dzięki pomocy dobrych ludzi
udało nam się doprowadzić budowę do stanu surowego, zdążyłyśmy położyć
dach nad nowym domem. W części budynku pojawiły się już okna, do
zakwaterowania tam chłopców droga jednak jeszcze daleka. Jeżeli
udałoby nam się zebrać w miarę szybko pieniądze na wykończenie budowy,
to za dwa lata nasze dzieci mogłyby wreszcie mieszkać w normalnych
warunkach. Z zebraniem odpowiedniej sumy mamy jednak olbrzymie problemy.
Jak opowiadają siostry zdane są praktycznie jedynie na siebie.
Jeżdżą, proszą o datki, sprzedają upominkicegiełki wykonane przez
wychowanków. W budowę najbardziej zaangażowana jest siostra Honorata
Jaworska. Z bagażem wypełnionym rzeczami wykonanymi przez chłopców
siostra pokonuje miesięcznie setki kilometrów, po całej Polsce szuka
ludzi, którzy zechcą wesprzeć zakon, a przede wszystkim pomóc dzieciom.
Sprzedaję cegiełki na rzecz naszego domu. Są to rzeczy wykonane
przez naszych wychowanków rysunki, okolicznościowe karty, obrazki
malowane na szkle opowiada siostra Honorata. Jadę wszędzie,
gdzie tylko mogę znaleźć pomoc. Niestety, to przykre, ale tu w Częstochowie
jest najgorzej, brakuje sponsorów, a i władze miejskie nie kwapią
się do pomocy. To wszystko idzie bardzo opornie, jestem tym już
zmęczona. Na każdym kroku napotykamy na trudności.
Jak opowiada siostra Honorata, dom pilnie potrzebuje wsparcia,
przyjmie od sponsorów zarówno pieniądze, jak i datki materialne.
Siostry z radością przyjmą wszystko, co może się przydać na budowie
lub przy wyposażaniu nowego domu. Potrzeby są ogromne, więc mimo
strasznego zmęczenia siostra Honorata nie przestaje jeździć po Polsce,
aby dokończyć budowę.
Trudno jest nam prowadzić tak dużą inwestycję, ale innego wyjścia
już nie było powiedziała nam siostra przełożona Lucyna Kałuża.
Dzieci nie mogą dalej żyć w takich trudnych warunkach, a poza
tym nasze istnienie było zagrożone. Nasz dom nie spełnia norm europejskich,
jest po prostu za ciasny i niedostosowany do takiej funkcji, jaką
spełnia. Dostałyśmy czas do 2006 roku, aby wybudować dla naszych
wychowanków nowy budynek. Gdybyśmy się na to nie zgodziły, nasz
dom przestałby istnieć.
W domu przy ul. bp. Kubiny przebywa obecnie 55 chłopców w wieku
8-18 lat. Są to chłopcy z lekkim lub średnim upośledzeniem umysłowym.
Jak opowiadają siostry, ich zakon stał się dla większości tych dzieci
prawdziwym domem. Wielu chłopców bowiem pochodzi z patologicznych,
zaniedbanych rodzin. Znaczna część ich rodziców ma ograniczone prawa
rodzicielskie. Trafiają tutaj po orzeczeniu sądu rodzinnego, czasami
prosto z pogotowia opiekuńczego.
Chłopcami opiekuje się 9 wychowawców, po trzech na każdą z grup.
Wśród nich są zarówno Siostry Wynagrodzicielki Najświętszego Oblicza,
jak i osoby świeckie. Nad dziećmi czuwa także lekarz i psycholog.
Zadaniem domu prowadzonego przez siostry jest przygotowanie upośledzonych
umysłowo chłopców do samodzielnego życia. W ośrodku uczą się wykonywania
wszystkich podstawowych czynności, np. przygotowania kanapek, zrobienia
herbaty.
Kolejka dzieci, które powinny się tutaj dostać, stale rośnie,
ale my nie mamy miejsca, aby przyjąć kolejnych wychowanków mówi
siostra przełożona. I tak musieliśmy ostatnio przyjąć dwóch chłopców,
nie mieli się gdzie podziać. Ale ileż można zagęszczać sypialnie?
I tak mamy już za mało miejsca i w jednej sypialni spać musi aż
16 chłopców, to nie są normalne warunki do życia.
Jak skończymy budowę będą tu prawdziwe sypialnie, w których będzie
nocować najwyżej po trzech chłopców, nareszcie znikną także kolejki
do łazienki. Teraz na 36 wychowanków przypadają cztery ubikacje
i dwa prysznice opowiada siostra Honorata. Potrzebujemy także
prawdziwej świetlicy, gdzie miejsca przy stołach wystarczyłoby dla
wszystkich i dzieci nie musiałyby siedzieć na podłodze. Nie żądamy
jakiś wymyślnych rzeczy, my po prostu chcemy, aby nasze dzieci żyły
normalnie.
|