| wstecz
Księżniczka Anna a sprawa polska
(aut. Karol Kobos, Anna Krężlewicz,
Marta Płoskońska, Anna Błaszkiewicz, Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
- Gazeta
Wyborcza 31.01 - 3.02.2006; dps.pl 4.02.2006)
Zamieszczamy fragmenty artykułów z Gazety
Wyborczej, poświęconych wizycie brytyjskiej księżniczki Anny...
Księżniczka Anna, jedyna córka Elżbiety
II, która w środę przyleci do Warszawy, nada skwerowi na Ochocie
imię Sue Ryder - założycielki kilkudziesięciu domów dla niepełnosprawnych
w Polsce. Tymczasem z jednego z takich domów właśnie wyrzucane są
jego ostatnie schorowane pacjentki
To druga wizyta w Polsce księżniczki znanej z zamiłowania do jazdy
konnej (brytyjska sportsmenka roku 1971) i działalności charytatywnej
(od 1970 r. kieruje fundacją pomocy dzieciom Save the Children).
Księżniczka Anna (Anne Elisabeth Alice Louise) przylatuje na trzy
dni. W środę i czwartek spotka się z prezydentem Lechem Kaczyńskim
i złoży kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza, odwiedzi Muzeum Powstania
Warszawskiego, Fundację Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym "Hipoterapia".
Jednym z punktów programu jej wizyty jest uroczyste nadanie imienia
Sue Ryder skwerowi pomiędzy ulicami Reja, Krzyckiego i Dantyszka
na Ochocie.
Sue Ryder założyła w Polsce kilkadziesiąt domów dla niepełnosprawnych
i chorych, budowała je, wyposażała i oddawała Ministerstwu Zdrowia.
Do dziś działa 17.
W jednym z nich - w Konstancinie - jest teraz oddział rehabilitacji
reumatologicznej. Mieszka w nim już tylko sześć z kilkudziesięciu
kobiet, które wprowadziły się tam jako kilku- czy kilkunastoletnie
dziewczynki w latach 70. i 80. Są chore na reumatoidalne zapalenie
stawów, przeszły po kilkanaście różnych operacji stawów, nerek,
oczu, wątroby, mózgu. Niektóre nie mogą samodzielnie się poruszać,
mają problemy z chwytaniem przedmiotów.
O "dziewczynkach" Sue Ryder, jak są nazywane, zrobiło
się głośno, kiedy w listopadzie okazało się, że NFZ nie ma na nie
pieniędzy, a Instytut nie chce dokładać do ich utrzymania. Schorowane,
samotne, niesamodzielne mają się wyprowadzić do końca lutego, choć
niepisana umowa pomiędzy Sue Ryder a ministerstwem mówiła, że "dziewczynki"
będą w domach mieszkać, jak długo będzie trzeba. O tym skandalu
"Gazeta" napisała w listopadzie 2005 r.
- Pani Ryder dla nas to wybudowała i tu jest nasz dom. Jesteśmy
zrozpaczone, bo został nam miesiąc - mówi Michalina Szustakiewicz,
jedna z pacjentek.
O wizycie księżniczki w Polsce słyszały. Razem z nią przyjadą córka
i syn Sue Ryder, którzy odwiedzą dom w Konstancinie.
Pacjentki z Konstancina na uroczystość nadania imienia skwerowi
nie pojadą, bo to za daleka wyprawa, a w takie mrozy nawet te, które
się poruszają, w ogóle nie wychodzą z budynku.
Małgorzata Śmierzycka z biura prasowego ambasady Wielkiej Brytanii
wie od Fundacji Sue Ryder, że mają problemy. - Ja tę sprawę u nas
naświetlę - zapewnia "Gazetę".
Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
Córka królowej Elżbiety II, wielka znawczyni i miłośniczka koni,
odwiedziła działającą przy SGGW fundację Hipoterapia, która zajmuje
się leczeniem dzieci chorych na autyzm. Potem prof. Włodzimierz
Kluciński, dziekan wydziału medycyny weterynaryjnej SGGW, oprowadził
ją po klinice koni. To nowoczesny, otwarty półtora roku temu ośrodek
leczenia i rehabilitacji tych zwierząt. Profesor był pod wrażeniem
księżniczki Anny. - To niezwykle sympatyczna i bezpośrednia osoba,
doskonała znawczyni koni. Po liczbie pytań, które zadawała na temat
chorych zwierząt, widać, że żywo interesuje się tą problematyką
- opowiadał prof. Kluciński, który podarował jej pamiątkowy medal.
Zgodnie ze szczegółowym planem od godz. 12.22 księżniczka Anna
miała zwiedzać Muzeum Powstania Warszawskiego. Oprowadzał ją po
nim wicedyrektor Paweł Ukielski. Dopytywała o rolę kanałów w Powstaniu.
Z niedowierzaniem przyjęła informację, że Sowieci nie pozwolili
Anglikom lądować na swoim terenie i w ten sposób przyłożyli się
do klęski Powstania. - Największe wrażenie wywarły na niej części
poświęcone terrorowi i cierpieniom ludności cywilnej. Długo oglądała
zdjęcia z Palmir - opowiadał potem dyr. Ukielski.
W tym czasie na półpiętrze muzeum czekali kombatanci, przede wszystkim
kobiety walczące w Powstaniu. Księżna podchodziła do każdej i przez
tłumaczkę dopytywała o ich losy. Znalazła też chwilę na rozmowę
z wolontariuszami. Pytała o związki z historią sprzed 60 lat. -
Mój ojciec walczył w Powstaniu - odpowiedział po angielsku Michał
Warszawski.
Karol Kobos, Anna Krężlewicz, Marta Płoskońska
Schorowane mieszkanki konstancińskiego domu Sue Ryder, którym groziła
wyprowadzka, nie muszą pakować walizek. Wczoraj ich losem zainteresowała
się brytyjska księżniczka Anna, a prezydentowa Maria Kaczyńska obiecała
osobiście zająć się sprawą.
- Gdyby Sue Ryder żyła, nie dopuściłaby do tego, żeby te biedne,
schorowane kobiety zostały wyrzucone na bruk - mówiła Maria Stolzman,
prezes polskiej fundacji, której patronuje Brytyjka. Od wczoraj
Sue Ryder jest też patronką skweru w parku Wielkopolskim na Ochocie.
Uroczystość zaszczyciła córka królowej Wielkiej Brytanii księżna
Anna.
Jej przyjazd wyraźnie zmiękczył serca urzędników Narodowego Funduszu
Zdrowia i szefów Instytutu Reumatologii, któremu podlega konstanciński
ośrodek założony przez Sue Ryder. Od lat przebywają w nim kobiety
chore na reumatoidalne zapalenie stawów.
- Żeby nie musiały się stamtąd wyprowadzić, zgodzę się na przedłużenie
kontraktu z Funduszem na warunkach, które nam zaproponował - zadeklarowała
dr Lidia Rutkowska-Sak, wicedyrektor ds. lecznictwa w Instytucie
Reumatologii. Podkreśliła, że szuka teraz innych źródeł, z których
mogłaby dofinansować oddział.
Wcześniej jego dyrektorka Janina Rudolf chciała, żeby za utrzymanie
podopiecznych NFZ płacił takie stawki jak za leczenie kliniczne.
NFZ zaproponował niższe stawki, takie jak w zakładzie opiekuńczo-leczniczym.
To dlatego umowa nie została przedłużona do tej pory i obowiązuje
tylko do końca lutego. Gdyby nie podpisano nowego kontraktu, chore
kobiety mogłyby stracić dach nad głową, chociaż miały mieszkać w
Konstancinie tak długo, jak będzie trzeba. Zapewniała im to niepisana
umowa między Ministerstwem Zdrowia a Sue Ryder.
W środę do Konstancina przyjechali jej córka i syn. Jeremy Cheshire
przez rok był tu wolontariuszem. Zaprzyjaźnił się z mieszkankami
domu i dobrze zna ich problemy. Zmartwił się, bo na spotkaniu było
już tylko pięć "dziewczynek". Cztery musiały się wyprowadzić
wiosną zeszłego roku, bo zabrakło pieniędzy na ich utrzymanie. Jedna
leży w szpitalu. - Mieszkamy razem od kilkudziesięciu lat. Jesteśmy
prawdziwą rodziną, a to jest nasz dom i bardzo chciałybyśmy tu zostać
- podkreślała Kazimiera Łuczyńska, która do Konstancina trafiła
ponad 20 lat temu. Przeszła kilkanaście operacji i dziś jeździ na
wózku inwalidzkim.
Maria Stolzman zapewniała, że nie dopuści do tego, by kobiety zostały
rozdzielone i straciły swój dom. Po wczorajszym spotkaniu na nowym
skwerze Lady Sue Ryder ma naprawdę silne wsparcie ze strony księżniczki
Anny i prezydentowej Kaczyńskiej.
Anna Błaszkiewicz, Marta Płoskońska
|