|
wstecz
Dać każdemu, byle nie Kościołowi
?
(aut. Artur Łukasiewicz, Gazeta
Wyborcza 25 - 26.03.2003; DPS Forum 1.04.2003)
Diecezja nie kupi za symboliczną złotówkę
ziemi na os. Kaszubskim, bo radni lewicy powiedzieli "nie".
Kościół planował tam wybudowanie ośrodka dla dzieci specjalnej troski
i charytatywnej stołówki
Już w czerwcu ub. r. diecezja zielonogórsko-gorzowska zwróciła
się do władz miasta o sprzedaż 1,3 ha ziemi, nieopodal kościoła
pw. Miłosierdzia Bożego i domu księży emerytów na osiedlu Kaszubskim.
Wówczas projekt sprzedaży gruntu z 99-procentową bonifikatą Zarząd
Miasta kierowany przez Zygmunta Listowskiego zaakceptował. Projekt
nie trafił jednak przed jesiennymi wyborami do Rady Miejskiej. Pomysłem
radni zajęli się wczoraj. Tym razem lewica, która ma większość głosów
w Radzie Miejskiej, zmieniła zdanie. Kościół planował wybudowanie
na os. Kaszubskim ośrodka m.in. z poradnią dla dzieci uzależnionych
i dotkniętych patologiami w rodzinach oraz charytatywną stołówką.
Wczoraj dyskusja radnych przerodziła się w gorącą debatę z wątkiem
religijnym w tle. Władysław Kościelniak ujawnił, że wcześniej do
skrytek trafiły ulotki jednej z partii antyklerykalnych. - Rozsyłał
je sam przewodniczący Rady Lesław Batkowski. Mogliśmy przeczytać
tam niewybredne groźby pisane niewybrednym językiem. Nie rozumiem,
czy komukolwiek Kościół ze swoją inicjatywą zagraża - mówił Kościelniak.
Wtórowali mu radni prawicy. Apelowali do lewicy o zaniechanie dyscypliny
partyjnej, odwoływali się do sumień. - Macie pozamykane oczy i pozatykane
uszy. Jestem matką dziecka niepełnosprawnego. Czuję potrzeby ludzi,
którym należy pomóc - prosiła radna Bożenna Bukiewicz.
- To jest granie na sentymentalnych nutach, odwoływanie się do
uczuć i emocji. A trzeba merytorycznie, pokazać wstępną koncepcję
i kto to będzie prowadził - odpowiadał Stanisław Domaszewicz. Uczuciowe
apele prawicy radna Jadwiga Błoch nazwała "mistrzostwem świata
w manipulacji".
Radny Zbigniew Mikulewicz: - Na komisji w Radzie głosowałem przeciw
przekazaniu ziemi. Miałem wątpliwości. Teraz wierzę w jedno, ksiądz
Herrmann i biskup Dyczkowski dają gwarancję, że powstanie ten ośrodek,
a nie coś innego - tłumaczył Mikulewicz. Jego apele też jednak trafiały
w próżnię.
Lewica twardo pozostała przy swoim "nie". Po głosowaniu
dziennikarze oblegli księdza Konrada Herrmanna, który obserwował
debatę. - Nie mogę się obrażać. Przeżyłem gorsze czasy za komuny.
Jednak jak uczył mnie biskup Pluta, należy rozmawiać z każdym. Nadal
będę rozmawiał, nie będę nikogo odrzucał. Jest mi tylko przykro,
ten opór i upór był bez uzasadnienia.
- Dlaczego właściwie lewica powiedziała "nie"? - pytam
radnego Romana Fileckiego (SLD).
- Trzeba skonczyć z rozdawnictwem. Jak chcą stołówki otwierać,
niech robią to przy kościołach, a nie przychodzą po następne prezenty.
Na os. Pomorskim jest dom księży emerytów, niech tam otworzą jadłodajnie
dla dzieci - odpowiada Filecki.
**********
Kościół planował wybudować na osiedlu Kaszubskim ośrodek dla dzieci
specjalnej troski i charytatywną stołówkę. Zwrócił się do miasta
o sprzedaż 1,3 hektara ziemi za symboliczną złotówkę. Radni lewicy,
którzy maja w Radzie Miejskiej większość, powiedzieli "nie".
Artur Łukasiewicz: Jak księża odebrali wiadomość o odmowie radnych?
Kuria spodziewała się takiego stanowczego odrzucenia?
Ks. Andrzej Draguła, rzecznik prasowy kurii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej:
- W odmowie radnych najciekawsze jest to, że wielu z nich było w
poprzedniej Radzie Miasta i poprzednim Zarządzie, a jak wiadomo,
projekt uchwały z czerwca ub. roku przewidywał odpowiedź pozytywną,
a więc sprzedaż na warunkach wnioskodawcy. Moim zdaniem wskazuje
to na racje ideologiczne, a nie merytoryczne odmowy. Gdy Rada była
politycznym zapleczem lewicowego prezydenta, gotowa była ziemię
sprzedać Kościołowi, gdy jest wobec prawicowego prezydenta w opozycji,
pokazuje, "kto tu rządzi". Tylko trudno nie postawić sobie
pytania, przeciwko komu skierowana jest odmowa? Kościołowi jako
takiemu, jako instytucji ta ziemia nie jest potrzebna, tam nie miała
powstać kolejna np. plebania, ale ośrodek charytatywno-opiekuńczy.
Decyzja uderza więc w tych, którzy z charytatywnej pomocy Kościoła
mogliby skorzystać. Trudno się zgodzić z argumentacją niektórych
członków Rady, że tej pomocy mamy w mieście aż nadto. Margines biedy
i nieszczęścia raczej się powiększa, a nie pomniejsza.
Zielonogórska lewica ustami Stanisława Domaszewicza tłumaczyła,
że przyklaśnie rzetelnemu inwestorowi. Za takiego w tym przypadku
nie uznali Kościoła. Dlaczego?- Nie wiem, na jakiej podstawie radny
Domaszewicz twierdzi, że Kościół nie jest rzetelnym inwestorem.
Czy ma jakieś zastrzeżenia wobec rzetelności inwestycji kościelnych
w Zielonej Górze? Jest na pewno inwestorem specyficznym, bo pieniądze,
jakie ma, pochodzą od ofiarodawców. Stan majątkowy wiernych rzutuje
na jego zdolność inwestycyjną. Pozwolę sobie na złośliwość, ale
ciekaw jestem, jak radni lewicowi oceniają rzetelność inwestorów,
którzy mieli wkroczyć do Zielonej Góry dzięki kontraktom podjętym
za poprzedniej kadencji. Wystarczy wspomnieć plany dotyczące placu
przy ul. Dąbrówki. Rozumiem, że w ich ocenie są rzetelniejsi od
Kościoła...
Tłumaczyli, że Kościół nie przedstawił koncepcji, szczegółów inwestycji.
Pojawiło się u lewicowych radnych podejrzenie niemal, że chodzi
o wyłudzenie ziemi. Może jakaś wina leży też po stronie Kościoła?
- Zgadzam się, że Kościół nie przedstawił szczegółów planu zagospodarowania
działki. Takich szczegółów dzisiaj jeszcze nie ma. Ewangelia mówi,
że kto chce postawić wieżę, musi obliczyć wydatki, by nie naraził
się na śmieszność. Kształt inwestycji uzależniony jest od możliwości
finansowych. Trudno się zgodzić z zarzutem o wyłudzenie ziemi. Prawo
daje jasne gwarancje, co ma się stać w przypadku niewywiązania się
nabywcy z umowy. Radni zachowali się moim zdaniem jak pies ogrodnika,
co to sam nie zje, a drugiemu nie da. Podejrzewam, że wyjaśnienie
decyzji jest jedno: można dać każdemu, byleby nie Kościołowi.
aut. Artur Łukasiewicz ; Gazeta Wyborcza |