|
wstecz
Trudna sytuacja w kieleckich Domach
Pomocy Społecznej
(aut. Anna Roży, Gazeta
Wyborcza 25.05.2004; DPS Forum 2.06.2004)
W kolejce do kieleckich domów pomocy społecznej czeka już prawie
100 osób i wciąż się ona zwiększa. Tymczasem wolnych miejsc nie
można zająć, ponieważ kończą się pieniądze na współfinansowanie
pobytu mieszkańców przez gminę.
Pani Pelagia ma 90 lat, pochowała już męża i córkę. Jest sama,
trzy razy w tygodniu odwiedza ją opiekunka. Przeszła operację kręgosłupa
i z każdym dniem jest jej trudniej. O sobie mówi, że nie lubi się
skarżyć, ale złożyła wniosek o miejsce w DPS. - Coraz bardziej zaczynam
się obawiać swojej samotności, ze zdrowiem też mam coraz więcej
problemów - mówi.
Ona i inne osoby samotne, które wymagają stałej 24-godzinnej opieki,
w najbliższym czasie nie mogą jednak liczyć na przyjęcie do DPS.
Na przeszkodzie stoi brak pieniędzy. - Są wolne miejsca, ale nie
możemy ludzi kierować, bo nie ma kto za ich pobyt zapłacić - mówił
w poniedziałek dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie Marek
Scelina do radnych z komisji gospodarki komunalnej.
Problem z opłatami za pobyt w DPS pojawił się po wejściu w życie
zmienionej ustawy o pomocy społecznej. Do 1 stycznia pokrywali je
częściowo sami mieszkańcy, którym potrącano 70 proc. renty lub emerytury,
a resztę dokładał budżet państwa. Teraz mieszkańcy nadal płacą swoją
część, ale resztę ma dołożyć gmina. Utrzymanie jednego mieszkańca
DPS w Kielcach kosztuje średnio ok. 1700 zł. - Renty i emerytury
są zwykle niskie. Nawet jeśli pobrane zostanie 700 złotych, to trzeba
dopłacić jeszcze tysiąc. Może to zrobić rodzina, ale wiele osób
jest samotnych i nie ma kto za nich zapłacić. Nam kończą się już
pieniądze - mówi Magdalena Gościniewicz z MOPR.
Dyrektor MOPR poprosił radnych o przekazanie na dopłaty 552 tys.
zł z budżetu miasta. - Obawiam się, że może dojść do takiej sytuacji,
że osoby potrzebujące całodobowej pomocy nadal będą skazane na samotność,
bo nie będzie ich stać na pobyt w DPS-ach, a u nas będą wolne miejsca.
W tej chwili już moglibyśmy przyjąć kilka osób - mówi Krzysztof
Kamiński, dyrektor DPS przy ulicy Jagiellońskiej. - W ubiegłym roku
do maja do DPS-ów skierowaliśmy 60 osób, w tym zaledwie 9 - podkreśla
Scelina.
W sześciu kieleckich DPS-ach jest 791 miejsc, w tym kilkanaście
wolnych. |