dps.pl home O serwisie www.dps.pl Prezentacja Domu Pomocy Spolecznej
       
Domy Pomocy Spolecznej prawo organizacje radar mieszkancy recenzje oferty świat extra
 

wstecz

 

Miłosierdzie gminy - o sytuacji w lublinieckim DPS

(aut. Marek Świercz, Dziennik Zachodni 4.01.2006; dps.pl 28.01.2006)

 

Są miasta, gdzie na miejsce w domu pomocy społecznej czeka po kilkadziesiąt osób. Jednak są też DPS-y, które od miesięcy mają wolne miejsca. Przykładem może być DPS Dom Kombatanta w Lublińcu, który może od razu przyjąć 19 pensjonariuszy w podeszłym wieku. Ale ponieważ ich nie ma, społecznicy myślą już o świadczeniu usług komercyjnych.

Wszystkiemu winne są obowiązujące od roku przepisy, które nakazują gminom pokrywanie znaczącej części kosztów utrzymania pensjonariuszy DPS-ów z ich terenu. Oni sami nadal przekazują na ten cel 70 proc. swoich dochodów (zwykle skromnej emerytury). Kiedyś resztę dopłacał budżet państwa, w myśl nowych przepisów musi to robić rodzina lub właściwy samorząd.

– Koszty są niebagatelne, wychodzi od 1,5 do 2 tys. złotych. Miesięcznie i nieraz przez wiele lat — mówi DZ Krystyna Kupka-Birnbaum, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach.

Akurat katowicki MOPS trzyma się zasady, by zawsze informować swoich podopiecznych o wolnych miejscach w DPS-ach w okolicznych powiatach. I zdarzało się już, że kierowano ich także do Lublińca.

– Ale ostateczna decyzja należy do osoby zainteresowanej. Nie każda chce zamieszkać poza rodzinnym miastem — mówi dyrektor Kupka-Birnbaum.

Beata Kostyra, dyrektor lublinieckiego Domu Kombatanta, od lata robi wszystko, by uzupełnić listę pensjonariuszy. Powinna mieć ich 200, ma tylko 181. Wysłała już listy do wszystkich ośrodków pomocy społecznej w Polsce, do organizacji kombatanckich, do większych parafii na Śląsku. Teraz myśli już o listach do śląskich szpitali. - Zwrócimy się też do starostwa o zgodę na uruchomienie działalności komercyjnej. Bo pustostan oznacza dla nas wymierne straty finansowe — mówi Kostyra.

Sytuacja wygląda na absurdalną: są chętni i wolne miejsca, ale nadal są kolejki w jednych, a pustostany w drugich ośrodkach. Zdaniem dyrektor Kostyry, to uboczny skutek przepisów przerzucających odpowiedzialność finansową na gminy. Bo rodziny zwykle nie stać na to, by dołożyć do utrzymania dziadka czy babci, a i gmina postawiona przed takim wyborem zaczyna kalkulować. Bo można wybrnąć z kłopotu znacznie taniej, na przykład podsyłając starszej osobie wolontariusza albo siostrę PCK, by podała leki, zrobiła zakupy i ugotowała obiad.

- Wszystko niby działa, ale co z jakością życia takiej osoby? W DPS-ie może liczyć nie tylko na opiekę, ale też na życie społeczne, rozrywki, kontakty towarzyskie — mówi Kostyra.

Znamienne jest to, że w czasie obowiązywania starych przepisów tylko w woj. śląskim na miejsce w DPS-ach czekało kilkaset osób. Gdy przepisy się zmieniły, liczba tych osób gwałtownie zmalała. Problem sam się rozwiązał?


Ankieta

Czy nosiciele HIV powinni być standardowo przyjmowani do DPS?

Nie
Tak
Tak, tylko do placówek specjalnie przygotowanych
Nie mam zdania




© I-business group 2000
Webmaster