|
wstecz
Niska cena matki
(aut.Danuta Pawlicka; Gazeta Poznańska
10.03.2003; DPS Forum 12.03.2003)
Błażej ma porażenie mózgowe i ciężką
postać padaczki. Chłopiec dostaje od państwa 418 zł comiesięcznej
pomocy. Gdyby był w zakładzie, państwowe wsparcie byłoby pięcioktrotnie
wyższe!
Z opieki społecznej dostaję na syna 418 zł, ale gdybym go
oddała do zakładu opiekuńczego, państwo dawałoby na Błażeja ponad
2000 zł miesięcznie! - żali się Anna Krenc z Lubonia pod
Poznaniem.
Matka od urodzenia dziecka nie przepracowała ani jednego dnia.
I nie podejmie żadnej pracy ze względu na stan chłopca, który wymaga
całodobowej opieki. - Wszystkie matki takich dzieci karane są finansowo
przez państwo za swoje bezgraniczne poświęcenie - mówi Anna Nowak,
prezes Stowarzyszenia na rzecz Dzieci i Młodzieży z Mózgowym Porażeniem
Dziecięcym, matka niepełnosprawnej córki.
Miłość bez granic
Nic nie wskazywało na to, że noworodek, którego matką była Alina
Krenc, obciążony jest wadą wrodzoną. Położnik uznał go za stuprocentowo
zdrowe dziecko: - Dopiero, gdy miał rok, zaczęłam obserować niepokojące
objawy. Wtedy dowiedziałam się, że syn ma porażenie mózgowe - wspomina
pani Alina, dla której w jednej chwili świat legł w gruzach. - Musieliśmy
ułożyć sobie tak życie, aby już do końca było w nim miejsce dla
Błażeja. Nigdy nie stanie się samodzielny, nie ożeni i nie wyprowadzi
z domu, jak inne dzieci - opowiada matka, która pogodziła się z
ograniczeniami wynikającymi z niepełnosprawności dziecka. W podobnej
sytuacji jest każda kobieta, która tak jak Alina Krenc, nigdy nie
myślała o oddaniu dziecka w obce ręce: - Kiedyś namawiano mnie,
abym wywiozła Błażeja do Lisówek koło Poznania, gdzie jest zakład.
Nie mogłam tego słuchać. Wyszłam z sali - opowiada mieszkanka podpoznańskiego
Lubonia. W podobnej sytuacji jest Wanda C. z Pleszewa. Jej 15-letnia
córka urodziła się z przepukliną oponowo-rdzeniową. Ma taki sam
zasiłek - 418 zł, który - co zdarza się wcale nierzadko - wypłacany
jest w ratach. Według tego samego klucza traktuje się dziesiątki
innych dzieci i ich rodziny. Mieszkają w Czempiniu, Pobiedziskach,
Pile, Kole. Błażej ma pełną rodzinę. Beatka, Liliana, Piotruś, Karolina
zdane są na siły tylko matki. Maciek, kiedy umarła mama, pozostał
sam z ojcem i teraz on wcielił się w jej rolę.
Co ich czeka?
- Błażej niebawem skończy 18 lat i wtedy mój zasiłek zosatnie zamieniony
na rentę dla niego. Kwota jest taka sama, niby to samo, ale różnica
kolosalna - mówi Alina Krenc.
Póki odbiorcą pieniędzy jest ona, płacone są - na jej konto - składki
ZUS. Z chwilą zmiany tytułu wypłat, matka zostaje pozbawiona wszystkiego!
Nic jej nie przysługuje. Do pracy nie pójdzie, bo dzieciak nadal
potrzebuje jej jak dawniej. Nie dostanie nigdy emerytury, a na rentę
jest za... zdrowa. Na nią i jej dziecko pracuje mąż taksówkarz.
Dlatego nie ma go w domu całymi dniami.
Z wiekiem dzieci przybywa problemów i zmartwień, często też chorób.
Brakuje pieniędzy na wszystko. Także na rehabilitację, bez której
dzieciak zamienia się w roślinę. Nawet jeżeli któreś ukończy szkołę
życia w wieku 21 lat, nigdy nie opuści rodzinnego domu. Przed rokiem
pozbawiono matki możliwości przejścia na emeryturę po 20 latach
najbardziej oddanej służby, jaką matka pełni przy swoim kalekim
dziecku. W ostatnim czasie podwyższono pułap dochodów, od jakich
należy się pomoc finansowa państwa. Może więc na nią liczyć mniej
osób wychowujących niepełnosprawne dzieci.
- Mój ksiądz niedawno mi powiedział: my będziemy stali w kolejce,
a panią wpuszczą do nieba bez czekania. To moja jedyna dzisiaj nadzieja
- mówi gorzko Alina Krenc.
Anna Nowak - prezes Stowarzyszenia na rzecz Dzieci i Młodzieży
z Porażeniem Mózgowym:
Rodzina zastępcza na każde dziecko - zdrowe! - dostaje od państwa
1100 zł. Matka biologiczna opiekująca się swoim niepełnosprawnym
otrzymuje 418 zł, ale gdyby je oddała do zakładu, wtedy państwo
będzie płaciło na to samo dziecko ponad 2 000 zł miesięcznie.
Gdzie te zakłady?
Katarzyna C., matka chłopca, który nie wstaje, nie chodzi i wymaga
karmienia, próbowała umieścić dziecko na tydzień, aby pójść na operację
do szpitala. W poznańskicm zgromadzeniu s.s. Serafitek na miejsce
czeka się długo, ale przyjmowane są tylko dziewczynki. W poznańskim
hostelu usłyszała, że przyjmują tylko dzieci chodzące. Wskazano
jej miejsce pod... Bydgoszczą, więc na razie zrezygnowała z leczenia.
Danuta Pawlicka - Gazeta
Poznańska
|