|
wstecz
Zakład Opiekuńczo - Leczniczy -
Kto przygarnie chorych ?
(aut. Danuta Pawlicka; Gazeta
Poznańska 27.05.2004; DPS Forum 2.06.2004)
Dla 23 pensjonariuszy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Owińskach
nie ma kontraktu z funduszem. Dług z tego powodu przekroczył już
140 tys. zł.
Sporządziliśmy listę 23 chorych, którzy żyją na kredyt, powiększając
z każdym dniem zadłużenie. Rodziny są powiadomione o tej sytuacji,
ale żaden pensjonariusz nie został zabrany mówi Kazimierz Górzny,
kierownik opiekuńczo-leczniczej placówki, w której przebywa 60 chorych.
Tylko dla części z nich - 37 osób - fundusz daje pieniądze. Pozostali
są na łasce dyrekcji i sponsorów.
Sytuacja beznadziejna
Ani jeden chory z "czarnej listy", na której są nazwiska
23 osób, nie ma bliskich chętnych (lub zdolnych) do zabrania go
na swój garnuszek. Matka Tomasza przekroczyła 80 lat i sama jest
w zakładzie. Kazimierz nie ma żadnej rodziny. Ojciec Jerzego cierpi
na podobne, psychiczne schorzenie. Sądowy opiekun Marka odmawia
mu dachu nad głową. O Lucjana nikt nie pyta, bo jego rodzina ma
inne zmartwienia. To tylko część "rodzinnego stanu" pensjonariuszy,
których los może przesądzić o istnieniu całej placówki: A jeżeli
urzędy uznają, że należy zlikwidować zakład, a chorych rozwieźć
po innych placówkach w Polsce? zastanawia się kierownik, martwiąc
się o tych, którzy mieszkają u niego od 18. roku życia. Stąd jest
tylko jedna droga powrotu na cmentarz. Dla większości mężczyzn
to jedyny azyl i jedyne miejsce na ziemi, w którym są bezpieczni.
Nastolatkowie przychodzą z lekkim upośledzeniem. Kiedy zaczynają
im siwieć skronie, ich stan określa się często już jako upośledzenie
głębokie (zdolni są tylko do wykonywania prostych poleceń). Najstarszy
chory ma 86 lat. W lutym tego roku 70-letni mężczyzna trafił tutaj
bez żadnego dokumentu. Pierwszy raz wyrobiono mu więc dowód, odtworzono
akt urodzenia, nadając imiona rodziców, które z uporem podawał.
Skąd jednak przyszedł? Ile ma naprawdę lat? Kim jest jego matka?
Na te pytania nikt nie pozna już odpowiedzi. On także znalazł się
na liście pensjonariuszy żyjących na kredyt.
Co dalej?
Powiadomiliśmy o tym nie tylko rodziny, ale również starostę,
marszałka i prezydenta Poznania, mając nadzieję, że każdy weźmie
"swoich" ludzi. Nie wszyscy nawet odpowiedzieli mówi
Irena Błońska, dyrektor Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego przy ul.
Mogileńskiej w Poznaniu, który odpowiada za to, co się dzieje w
placówce w Owińskach. ZUS zajął nasze konta, a lada dzień zostaniemy
bez prądu i wody, bo nie płacimy za nie rachunków. Dyrektor I. Błońska
pokazuje gruby segregator korespondencji, jaka krąży pomiędzy nią,
a WOW NFZ. Jeszcze nie ogłosiła oferty o "sprzedaży 23 pensjonariuszy".
Nabywca musiałby też uregulować dług wraz z odsetkami (ponad 140
tys. zł). Ma jednak zamiar zwołać nadzwyczajne spotkanie związkowców,
wielkopolskich polityków i władze regionu: Poinformuję ich o naruszeniu
ustawy przez fundusz, który bezprawnie zabrał 5 mln zł z puli przeznaczonej
na opiekę moich chorych i oddał te pieniądze szpitalom. Ja dostaję
tylko odpowiedzi, że nie ma pieniędzy.
Przez 7 lat nie kupiliśmy ani jednej pościeli, ani jednego ręcznika.
Niedawno dostaliśmy zwierzęta do hodowli, więc je sprzedamy, żeby
coś kupić na wyposażenie. Prosimy o pomoc firmy i osoby prywatne,
ale żebraniem nie wyżywimy dłużej 23 osób żali się kierownik K.
Górzny.
Zlikwidować i zagęścić?
Nikt nawet nie dopuszcza myśli, że ktoś z urzędników mógłby podjąć
decyzję o likwidacji ośrodka w Owińskach. Z pozycji urzędu można
jednak uznać, że 60 pacjentów upchnie się po kilkunastu innych placówkach.
Więźniowie potrafią się bronić, więc krzyczą, że upychanie ludzi
po celach jest sprzeczne z przepisami i dzisiaj się buntują. Pensjonariusze
Owińsk tej świadomości nie mają. Na razie wszyscy, także żyjący
na kredyt, dostają równe porcje mięsa i ziemniaków.
|