|
wstecz
Płock: Czy DPS opustoszeją ?
(aut. Arkadiusz Adamkowski, Gazeta
Wyborcza 19.07.2004; DPS Forum 27.07.2004)
Czy DPS opustoszeją?
Ludzie niepełnosprawni, przewlekle chorzy nie są kierowani do Domów
Pomocy Społecznej - alarmują w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie
w Płocku. I tłumaczą: - Gminy nie chcą się obciążać dodatkowymi
kosztami.
Najkrótsza definicja podopiecznych Domów Pomocy Społecznej: wszyscy
ci, którzy ze względu na stan zdrowia, stopień niepełnosprawności
albo wiek wymagają całodobowej opieki, a ani gmina, ani najbliższa
rodzina nie są jej w stanie zapewnić.
Do końca ub.r. o skierowaniach do DPS decydowały powiaty. Mieszkaniec
domu płacił za pobyt, ale tylko do 70 proc. swojego dochodu. W powiecie
płockim ziemskim, gdzie w sześciu DPS takich ludzi jest 740, było
to średnio 350 zł miesięcznie. Ponieważ jednak pełen koszt pobytu
był znacznie wyższy (przeciętnie 1,5 tys. zł), resztę z urzędu dopłacał
budżet państwa.
Ale oto zmieniła się Ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego,
a razem z nią Ustawa o pomocy społecznej.
Na jej mocy dotychczasowe dotacje z budżetu państwa zniknęły. Opłacenie
kosztów rozkłada się teraz na samych mieszkańców (dalej do 70 proc.
dochodu) i rodzinę - ale też do pewnej granicy. Resztę musi dopłacić
gmina, która swojemu mieszkańcowi wydała decyzję kierującą do DPS.
Często są to znaczne kwoty, bo wielu z mieszkańców i ich bliskich
nie ma żadnych dochodów: czy to emerytury, czy renty.
Efekt? - Pod koniec ub.r. w naszych rejestrach mieliśmy 180 osób
z kwalifikacjami oczekujących już tylko na wolne miejsce - twierdzi
dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Płocku Natalia
Kalinowska-Witek. - Po zmianie przepisów ich dokumentację musieliśmy
przekazać gminom. Proszę zgadnąć, ilu spośród tych osób skierowały
do DPS? Ani jednej!
Jest jedynie osiem skierowań, ale dotyczących zupełnie nowych przypadków
[zwykle tylko w pierwszym półroczu każdego roku było ich ok. pół
setki - red.]. Co ciekawe, aż sześć spośród nich to takie, w których
gmina nie musi płacić ani grosza, bo kandydaci mają zamożne rodziny
i to one sfinansują pobyt w DPS. - Konkluzja? Gminy nie wysyłają
ludzi do DPS, bo nie chcą ponosić dodatkowych kosztów - komentuje
Kalinowska-Witek. Dodaje, że zmiany w ustawie uderzyły przede wszystkim
w najbiedniejszych.
- Nieoficjalnie wiem, że wiele polskich gmin zawarło pakt i specjalnie
nie wysyła ludzi do DPS. To swoisty szantaż i próba wymuszenia kolejnych
zmian w ustawie - uzupełnia szefowa PCPR. Według niej nowe przepisy
biją też w powiaty. - Bo to one w dalszym ciągu prowadzą DPS - tłumaczy.
- Jeśli zabraknie nowych mieszkańców, nie będzie pieniędzy, a co
za tym idzie, trzeba będzie zwalniać pracowników, a niektóre domy
likwidować, bo nie będzie nas stać na ich utrzymanie. W powiecie
płockim taka groźba w pierwszej kolejności wisi nad domami w Koszelewie,
Brwilnie i Wyszogrodzie, gdzie bardzo dużo jest ludzi przewlekle
somatycznie chorych i w podeszłym wieku. Naprawdę szkoda, gdyby
tak się stało, bo później już tych domów nie odtworzymy.
Barbara Kucharska - wicedyrektorka wydziału polityki
społecznej Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego:
- Taka była intencja ustawodawcy, aby pomoc była udzielana jak
najbliżej miejsca zamieszkania. Umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej
miało być ostatecznością. Do tej pory część ludzi była do niego
kierowana, choć usługi opiekuńcze mogliby mieć zapewnione na miejscu.
Nie wyobrażam sobie jednak, aby skierowania nie dostały osoby, które
naprawdę go potrzebują, tak nie postępują służby socjalne. Gminy
nie dostały na ten cel dodatkowych pieniędzy? Tak, to prawda, ale
rok budżetowy przecież trwa, można te środki wygospodarować.
Krystyna Gajewska - szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy
Społecznej w Zawidzu Kościelnym
- Dopłacanie do pobytu w DPS jest dla gmin olbrzymim wydatkiem.
Jeśli potencjalny podopieczny i jego rodzina są biedni, to miesięcznie
jego pobyt w DPS może nas kosztować nawet ok. 1,5 tys. zł. Dla porównania:
rocznie na wszystkie zasiłki celowe mamy 50 tys. zł. Dlatego każdemu,
zamiast kierować do DPS, wolelibyśmy zapewnić 4-, a nawet 8-godzinne
usługi opiekuńcze w prywatnych domach. Jeśli tacy się do nas zgłoszą,
będziemy im to sugerować. Wydamy wtedy zdecydowanie mniej.
Izabela Żuchowska - wicedyrektorka miejskiego Ośrodka
Pomocy Społecznej w Płocku:
- Nie da się ukryć: zrobiło się nieciekawie. Na szczęście sam Płock
wyasygnował pewną kwotę i zapewnił, że będzie refundował pobyt swoich
mieszkańców w DPS. Trudno jednak porównywać z dużym miastem niezamożne
gminy wiejskie. Nie zazdroszczę powiatowi ziemskiemu, w niedalekiej
perspektywie jego Domy Pomocy Społecznej rzeczywiście mogą zacząć
świecić pustkami. |