|
Domy pomocy społecznej w sejmie
- retrospektywa subiektywna
część druga - lata 2000 - 2002 - zobacz...
Polski parlament zajmuje się wszystkim
- z reguły nie tym, co akurat społeczeństwu wydaje się najważniejsze.
Kto jednak powiedział, że społeczeństwo ma rację. Gdzieś w zalewie
spraw o narodowym znaczeniu - pośród wielkości napisów ostrzegawczych
na pudełkach papierosów, definiowania pornografii, skracania i wydłużania
kar dla mniej sprytnych przestępców, po nieprzespanych nocach i
dniach, delegaci narodu zadają pytania innym delegatom narodu, na
które ci ostatni z przymusu odpowiadają. Nazwano to interpelacjami
poselskimi, a ich ilość ma świadczyć, że wybór społeczeństwa przy
urnie był słuszny.
Domy pomocy społecznej pojawiają się
w interpelacjach niezbyt często - ostatecznie ani ich mieszkańcy,
ani pracownicy do przebojowych nie należą. Dla świętego spokoju
lewica pyta prawicę ze złośliwością swojego przewodniczącego, a
prawica odpowiada z wrodzonym sobie wdziękiem i inteligencją. Gdy
zmienia się układ rządzący - opozycja, pytający wymieniają się rolami
z odpowiadającymi i rytuał trwa dla dobra niemrawego narodu.
W roku 1998 < interpelacja 654 > poseł
Sergiej Plewa pytał o sytuację domów pomocy w województwie białostockim.
Stwierdzał, że koszt utrzymania w placówkach prywatnych wynosi połowę
kosztu utrzymania w placówce państwowej. Kolejka oczekujących była
wówczas spora, a "(...) obie placówki (prywatne) działają bardzo
prężnie. Terminy przyjęć pensjonariuszy nie są tak długie jak w
przypadku państwowych domów pomocy". Lekki lęk budzi zależność
między prężnością działania placówki prywatnej a długością kolejki
oczekujących na przyjęcie ludzi starych i cierpiących (o takich
pan Plewa mówił). Być może ludzie bali się niskiej stawki dofinansowania,
być może starsi nie przepadali za prężnymi placówkami, a być może
miejsca zwalniały się szybko - z przyczyn naturalnych, oczywiście.
Pomijając wątpliwości, posłowi chodziło o wysokość dofinansowania
placówek z budżetu. Domy państwowe dostawały wtedy średnio 1300
złotych, dwa domy prywatne po 600-650 złotych na mieszkańca. Potrzebny
był pilnie dom dla osób chorych psychicznie, a nie chciano zwiększyć
dotacji, które umożliwiłyby przyjęcie większej liczby potrzebujących
do domów prywatnych. Zaczęto natomiast budowę nowej placówki opiekuńczej.
Ciekawe, jaka jest dzisiaj sytuacja na Białostocczyźnie - w końcu
ostatnie dwa lata zmienić mogły bardzo wiele...
W maju roku 2000, posłowie Witold Gintowt
- Dziewałtowski i Jerzy Czepułkowski zwrócili się do szefa naszego
resortu z problemem znanym nam wszystkim - średnie kwoty dotacji
na jednego mieszkańca w różnych województwach nie są jednakowe
i nie jest to zbyt sprawiedliwe. Wyszli z założenia, że równość
gwarantuje Konstytucja RP, a stosowanie najwyższych dotacji dla
najbogatszych województw nijak się do tej równości odnosi. "W
ten sposób np. w woj. pomorskim stawka dla jednego pensjonariusza
wynosi 1520 zł, a w jednym z biedniejszych województw, jakim jest
woj. warmińsko-mazurskie, 1181 zł rocznie. Różnica sięga prawie
50%" - żalą się posłowie. Na koniec interpelacji zadają szereg
pytań :
-
"Czy
nie została naruszona konstytucyjna zasada równości praw obywatelskich?
- Czy
rzeczywiście domy pomocy społecznej działają w aglomeracjach o
najwyższych kosztach utrzymania?
- Czym
wytłumaczyć fakt, że dom pomocy społecznej np. w Tczewie otrzymuje
na pensjonariusza 1520 zł, a w Elblągu 1181 zł?
- Czemu
nie zastosowano kryterium rzeczywistych kosztów utrzymania, co
mogłoby się stać przyczynkiem do eliminowania bądź ograniczenia
działalności placówek ˝najdroższych˝ oraz motywacją dla pensjonariuszy
do poszukiwania ˝tańszych˝ dps-ów na terenie całego kraju?"
Pytania są niestety retoryczne - niezależnie
bowiem od ówczesnej odpowiedzi ministra, różnice pozostały, a wzmacnia
je jeszcze sytuacja finansowa konkretnych powiatów, które dokładają
(lub nie) pewne kwoty z własnych dochodów. Warto zresztą pamiętać,
że różnice w dotacjach od dziesięciolecia skłócają ze sobą poszczególne
domy, a przecież niewielka solidarność środowiska jest władzy na
rękę. Na marginesie, wyobraźmy sobie ową motywację pensjonariusza
do poszukiwania "tańszego" dps-u na terenie całego kraju... A gdzie
realnie istniejąca rejonizacja (bo płatności spoza własnego województwa
są niewygodne), gdzie bliskość rodziny czy znajomych, gdzie logika
poszukiwania po prostu miejsca o najwyższym standardzie...
Ministerstwo nie pozostawiało pytań posłów
bez odpowiedzi. Sekretarz stanu w MPiPS (pan Janusz Gałęziak) udzielał
w listopadzie 1998 roku odpowiedzi na interpelację pani poseł Danuty
Ciborowskiej (w sprawie dotacji - a jakże...). Odpowiedź pozwoliła
przede wszystkim dowiedzieć się czym jest dom pomocy
i co się w nim robić powinno. Dowiedzmy się więc i my... ".Domy
pomocy społecznej mogą być prowadzone przez różne podmioty, m.in.
administrację rządową, samorządową, organizacje pozarządowe jak
również przez osoby fizyczne. Do domów pomocy społecznej kierowane
są osoby o znacznej niepełnosprawności, które ze względu na wiek,
sytuację życiową, warunki rodzinne, mieszkaniowe kwalifikują się
do tej formy pomocy. Art. 20 ustawy z dnia 29 listopada o pomocy
społecznej (DzU z 1998 r. nr 64, poz. 414) mówi, że domy pomocy
społecznej zapewniają całodobową opiekę oraz zaspokajają niezbędne
potrzeby bytowe, zdrowotne, edukacyjne, społeczne i religijne na
poziomie obowiązującego standardu."
W dalszej części dowiadujemy się, że
mieszkańcom dps-ów zasiłek pielęgnacyjny przysługiwać nie powinien,
bo są pielęgnowane kompleksowo przez personel placówki. Odpowiedź
na pytanie pani Ciborowskiej pojawia się w przeddzień reformy administracyjnej.
Ministerstwo, głosem swojego urzędnika mówiło więc dobitnie: "zgodnie
z projektowanymi zmianami zasad finansowania środki będą naliczane
i przekazywane powiatom z uwzględnieniem indywidualnych mieszkańców
domów pomocy społecznej, a nie jak do tej pory placówek, czyli jednostek
organizacyjnych pomocy społecznej." Już wiemy, że od 1999 roku
liczyć się miał konkretny człowiek, a nie placówka. Jak to miałoby
funkcjonować, do dziś się nie dowiedzieliśmy... Pan sekretarz wspomina
o przygotowaniach do uaktualnienia Ustawy o pomocy społecznej, tak
aby brane były pod uwagę "między innymi takie rozwiązania, które
będą optymalne z punktu widzenia interesu mieszkańca domu pomocy
społecznej i finansów publicznych w świetle zaspokojenia wszystkich
podstawowych potrzeb mieszkańców domów pomocy społecznej i z tego
punktu widzenia konieczne jest rozwiązanie kwestii związanych z
zasiłkami pielęgnacyjnymi dla osób korzystających z całodobowego
wsparcia, niezależnie od podmiotu finansującego i prowadzącego dom".
Jak należy rozumieć, dzisiaj interesy konkretnych mieszkańców dps-ów
już są brane pod uwagę i są na tyle optymalne, że nie będziemy niczego
w bliskiej perspektywie poprawiać...
Pan Gałęziak dodaje jeszcze jedną optymistyczną
konkluzję : "obecnie nie ma przeszkód prawnych, które uniemożliwiają
udzielanie przez wojewodę wsparcia finansowego samorządowym domom
pomocy społecznej, które znajdują się w trudnej sytuacji, w miarę
posiadanych środków budżetowych". Strach pomyśleć, co by było,
gdyby nie to ostatnie stwierdzenie - wojewoda ma wspierać dps-y
w miarę posiadanych środków finansowych, ale problem znika na
szczęście, bo takowych środków nie ma lub są kroplą w morzu potrzeb...
Część pytań w ostatnich latach dotyczyła
opieki medycznej w domach pomocy społecznej.
We wrześniu 1999 roku spytał o to poseł Zdzisław Kałamaga. Szydło
z worka wyszło już nie pierwszy raz - w tym momencie odpowiedzialność
za problemy dps-ów przejęła pani minister Franciszka Cegielska -
minister zdrowia i opieki społecznej. Placówki opiekuńcze znalazły
się chwilowo (ale nie pierwszy raz) w sąsiednim resorcie. Ministerstwo
Zdrowia było jednak dobrze poinformowane i skore do pełnej odpowiedzi.
Padły słowa o zasadniczym wręcz znaczeniu - "zgodnie z nowelizacją
ustawy o pomocy społecznej dotychczasowe zobowiązanie domu pomocy
społecznej do zaspokajania niezbędnych potrzeb zdrowotnych mieszkańców
domów zastąpiono zobowiązaniem do umożliwienia mieszkańcom do korzystania
ze świadczeń przysługującym im z tytułu powszechnego ubezpieczenia
zdrowotnego - art. 20 ust. 3 i 3a Ustawy z dnia 29 listopada 1990
r. o pomocy społecznej (Dz.U. z 1998 r. nr 64, poz. 414 z późn.
zm.)". Oznaczało to umożliwienie dostępu do usług medycznych,
a nie zapewnienie tychże usług. Tym ostatnim powinny się zająć
zakłady opieki zdrowotnej, mające zawarte umowy z kasą chorych.
To była mała rewolucja wyznaczająca kierunek na tzw. "odmedycznienie"
ośrodków opiekuńczych. Mimo to domy pomocy społecznej "mogą i
powinny nadal zatrudniać pielęgniarki jako pracowników domu celem
zapewnienia usług opiekuńczych na dotychczasowym poziomie, o czym
stanowi przepis art. 55a ust. 2 ustawy o pomocy społecznej".
Że "mogą" to jasne, ale czy powinny ? Nie zawsze praca pielęgniarek
pomaga osiągnąć cel, jakim jest zapewnienie usług opiekuńczych...
Tę wątpliwość jeszcze bardziej wzmacniają nowelizacje z września
2000 roku, gdzie rola usług medycznych traktowana jest jeszcze bardziej
enigmatycznie.
Co z lekami ? Dyskusje w naszym
środowisku trwały, a gdzieniegdzie jeszcze trwają, a przecież dom:
"pokrywa opłaty ryczałtowe i częściową odpłatność do wysokości
limitu ceny, przewidziane w przepisach o powszechnym ubezpieczeniu
zdrowotnym. Dom może również pokryć wydatki ponoszone na niezbędne
usługi pielęgnacyjne w zakresie wykraczającym poza uprawnienia wynikające
z przepisów o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym". Dom pokrywa
te koszty, a nie jego mieszkaniec, ale dom ma z reguły za mało pieniędzy.
Gdyby pieniądze miał, mógłby nawet pokryć koszt dodatkowych usług
pielęgnacyjnych. Łatwo jest mówić, gdy nie reprezentuje się resortu,
który za daną dziedzinę odpowiada... Wtedy też jasno powiedziano,
ze sam dps "nie może być podmiotem do zawarcia umowy o świadczenie
usług zdrowotnych z kasą chorych (nie spełnia wymagań określonych
w ustawie(...))". Odetchnęliśmy z ulgą, choć niektórzy uważają
do dziś, że to nasza strata...
Rok 2000 (odpowiedź pani minister pochodzi
- przypomnijmy - z końca roku 1999) zapowiadał się promiennie i
sielankowo: "nie powinno być trudności w zapewnieniu opieki medycznej
pensjonariuszom domów pomocy społecznej z braku chęci podjęcia pracy
w domach pomocy społecznej przez lekarzy (...). Wszystkie kasy chorych
zwiększyły stawkę kapitacyjną za objęcie opieką lekarza podstawowej
opieki zdrowotnej podopiecznych domów pomocy społecznej, a na 2000
r. podstawowa stawka kapitacyjna jest zwiększona trzykrotnie. Zwiększenie
stawki kapitacyjnej na osobę, na miesiąc, stanowi wystarczającą
motywację dla lekarzy, aby objąć opieką pacjentów z domów pomocy
społecznej." Fajerwerkiem końcowej tej - co by nie sądzić -
konkretnej i wyczerpującej wypowiedzi jest powołanie się na art.
55a Ustawy o pomocy społecznej, "który stanowi, iż poziom
usług świadczonych przez dom pomocy społecznej w zakresie zaspokojenia
potrzeb bytowych, opiekuńczych osobom przebywającym w takim domu
nie może ulec obniżeniu po dniu 1 stycznia 1999 r.". Pozostaje
nam dzisiaj rozejrzeć się z niedowierzaniem...
Posłanka Izabella Sierakowska również
zajęła czas pani minister Franiszce Cegielskiej, która koniec roku
1999 < interpelacja nr 2831 doczekała odpowiedzi 30.12.1999 roku)
spędziła na analizowaniu sytuacji w DPS w Matczynie (woj.
lubelskie). Odpowiedź rozpoczyna długi wstęp o ogólnych ramach zaspokajania
potrzeb zdrowotnych mieszkańców domów pomocy. Dalej czytamy o zwolnieniu
dps-ów z obowiązku zapewniania etatów lekarzom ("na przykład
lekarze wybrani przez mieszkańców domu lub z ich upoważnienia przez
dyrektora placówki na podstawie uprawnienia określonego w art. 60
ustawy z dnia 6 lutego 1997 r. o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym
(Dz.U. z 1997 r. nr 28, poz. 153, z późn. zm.) muszą bądź pozostawać
w stosunku pracy z zakładem opieki zdrowotnej, który to zakład zawarł
umowę z kasą chorych o świadczenie usług, bądź mieć zawartą umowę
bezpośrednio z kasą chorych na udzielanie świadczeń w ramach indywidualnej
praktyki lub w ramach prowadzonej działalności gospodarczej"),
ale i o utrzymaniu obowiązku domów do zapewnienia całodobowej opieki
mieszkańcom i zaspokajania ich niezbędnych potrzeb bytowych i społecznych.
Potem pani minister słowo w słowo powtarza swoją odpowiedź odnośnie
odpłatności za leki i relacji dps - kasa chorych. Komputer pomaga
: druga część odpowiedzi niczym nie różni się od drugiej części
odpowiedzi dla pana posła Kałamagi. Posłowie są uparci i pytają
ciągle o to samo... Naturalnie o DPS w Matczynie nie usłyszeliśmy
ani słowa...
W lipcu 2000 za sprawy wzięła się osobiście
pani sekretarz Joanna Staręga-Piasek , sekretarz stanu w naszym
własnym resorcie. Odpowiadała na interpelację poseł Anny Bańkowskiej,
która wskazywała na trudności w realizacji programów naprawczych
opracowanych przez dps-y. Pani sekretarz zapowiedziała rozporządzenie,
które poznaliśmy we wrześniu 2000 roku, określające standardy usług
i typy domów. Najważniejszym dla nas elementem odpowiedzi jest przekonanie,
że tzw. "problem roku 2006" w zasadzie nie
istnieje. "Nie podzielam obaw pani poseł wyrażonych w interpelacji,
że niejako automatycznie likwidacji będą mogły ulegać te domy, które
do 2006 r. nie zapewnią mieszkańcom wszystkich usług na poziomie
określonym w ˝Standardzie obowiązujących podstawowych usług świadczonych
przez domy pomocy społecznej˝. Prawo nie przewiduje automatyzmu
w tej kwestii." Pocieszeni i rozgrzeszeni mamy zająć się realizacją
programów naprawczych w takim zakresie, na ile pozwalają warunki.
Pewności, co przyniesie rok 2006 nie ma jednak nikt...
Pani sekretarz sugeruje również, ze poza
zmianami wprowadzonymi w klasyfikacji domów we wrześniu 2000 "zakłada
się dalsze różnicowanie standardów w zależności od rodzaju i stopnia
niepełnosprawności osób przebywających w tych domach". Wreszcie
wiemy, że przyszłość nie będzie nudna. "Nie przewiduję wprowadzenia
˝kategorii˝ w ramach tego samego typu domu pomocy społecznej,
gdyż konsekwencją uwzględnienia w regulacjach prawnych propozycji
zawartej w drugim pytaniu pani poseł Anny Bańkowskiej byłoby m.in.
kierowanie większej kwoty środków publicznych na świadczenia pomocy
społecznej do osób o wyższych dochodach, a mniejszej do osób o dochodach
niższych". Zaletą futurologicznych elementów wypowiedzi pani
sekretarz jest ujawnienie kierunku prac w ministerstwie. Pomoc społeczna
(i nie tylko ona) dowiaduje się o wszystkim wtedy, gdy na dyskusję
jest już za późno. Tym razem uchylono rąbka tajemnic przyszłości,
ale pozostaje pytanie, na ile wypowiedź pani Staręgi - Piasek reprezentuje
kierunek prac naszych władz, a na ile jej własne poglądy...
Wróćmy na chwilę do problemów
opieki medycznej
serwowanej mniej lub bardziej wytrwale przez domy pomocy.
Okazuje się, że zaprzątało to głowy naszych zapracowanych parlamentarzystów
bardziej niż cokolwiek innego. Aktywnością wykazała się ponownie
pani poseł Anna Bańkowska. A odpowiedź przyszła od naszego 'przyszywanego"
szefa, czyli Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. Minister
Wojciech Maksymowicz odpowiadał < interpelacja 1288 > jeszcze w
lutym 1999 roku. Zaczął od swoich preferencji - "w zakresie podstawowej
opieki zdrowotnej, również w takich placówkach, jak domy pomocy
społecznej, preferuje się zaspokajanie potrzeb zdrowotnych przez
lekarzy rodzinnych - lekarzy powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego,
którzy zawrą umowę z kasą chorych na świadczenia wykonywane w terenie,
gdzie usytuowany jest określony dom pomocy społecznej." Nie
do odgadnięcia pozostaje ponownie sposób, w jaki jedno ministerstwo
chciało realizować własne preferencje w placówkach podlegających
innemu resortowi. A może są to te słynne "uzgodnienia międzyresortowe"?
Zbliżała się reforma wszystkiego i poczyniono pewne uzgodnienia:
"w trakcie uzgodnień przeprowadzonych z pełnomocnikiem do spraw
osób niepełnosprawnych ustalono, że domy pomocy społecznej będą
pokrywać koszty zatrudnienia pielęgniarek, a lekarza pracującego
na obszarze, gdzie znajduje się dom pomocy społecznej, będzie wybierał
w imieniu pensjonariuszy dyrektor domu pomocy społecznej." Uzgadniano
więc z tymi, którzy tak naprawdę o losach domów pomocy społecznej
nie decydują. Nie wypadało dopraszać się udziału w tych dyskusjach
naszych przedstawicieli. Ktoś w końcu wiedział lepiej...
Dla lekarzy zatrudnionych w domach pomocy
zostawała też otwarta furtka : "Umowy dotyczące tylko wystawiania
recept mogą zawrzeć (z kasą chorych) wszyscy lekarze zatrudnieni
w domu pomocy społecznej." Później okazało się, że nie tylko
o recepty chodzi... Na zakończenie, po analizie istniejących przepisów,
pan minister Maksymowicz dochodzi do wniosku, mogącego zwalić z
nóg najwytrwalszych legalistów - "domy pomocy społecznej mają
obowiązek zapewnić swoim podopiecznym finansowanie świadczeń zdrowotnych,
których nie zapewnia im system powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego".
Zwaleni z nóg pracownicy dps-ów poczołgali się do najbliższych gabinetów
prywatnych, by zorientować się, na co jeszcze można wydać pieniądze.
Obowiązek rzecz święta...
Pan minister Maksymowicz okazuje się
specem od znajdywania uniwersalnych odpowiedzi na różne pytania.
W tym samym lutym został zapytany (zapytanie nr 290) o opiekę
medyczną nad obłożnie chorymi mieszkańcami domów pomocy społecznej.
Odpowiedział tak samo jak wcześniej - najważniejsza jest niezmienność
stanowiska w pewnych pryncypialnych sprawach... Ministrowie wyjaśniali
zdezorientowanym posłom wszystko po kilka razy. Interpelacje były
odpowiedzią na zapotrzebowanie wyborców, a ci jacyś tacy mało rozwinięci
intelektualnie. Pytać w kółko o to samo ! Przecież już w marcu 1999
roku sam premier, ustami swego ministra - pani Teresy Kamińskiej
- tłumaczył w odpowiedzi na interpelację nr 1447 sytuację w zakresie
usług medycznych dla mieszkańców domów pomocy. Tym razem nie będziemy
nic cytować. Pani Teresa Kamińska stanowiła bowiem źródło i inspirację
dla wszystkich następców. Każda następna odpowiedź była dokładnym
powtarzaniem słów z tej konkretnej marcowej wypowiedzi. Bardzo to
budujące, że w rządzie dobiera się tak jednomyślnych współpracowników.
Nawet kropki i przecinki stawiają w tych samych miejscach. A to
ciężka praca i moc przygotowań.
Z tego serialu znowu wyłamała się pani
minister Franciszka Cegielska, która w lipcu 1999 roku < interpelacja
nr 2003 > użyła własnych słów, by odpowiedzieć posłowi Adamowi Stanisławowi
Szejnfeldowi. Szczegółowo zanalizowała znaczenie wysokości tzw.
składki kapitacyjnej, zwracając uwagę, że podmioty realizujące
świadczenia medyczne dla domów pomocy powinny każdorazowo negocjować
i uzgadniać z kasą chorych wysokość takiej stawki. Trudno powiedzieć,
czy tak właśnie się dzieje, ale wskazuje to przynajmniej sposób
rozwiązania problemu niedostatecznych usług zdrowotnych tam, gdzie
jest on zauważalny. Minister Cegielska nie pozostawiała złudzeń:
"dyrektor domu pomocy społecznej może zatrudnić lekarzy specjalistów,
którzy mają podpisane umowy z kasami chorych w formie dodatkowych
godzin lub na część etatu. Koszty związane z takimi umowami będą
musiały być poniesione ze środków domu pomocy społecznej. Lekarze
zatrudnieni przez dom pomocy społecznej w takiej właśnie formie
będą uprawnieni m.in. do kierowania na badania specjalistyczne,
których koszt pokrywać będzie kasa chorych, wystawiania recept na
leki po cenie ryczałtowej i ulgowej etc. Dyrektor domu pomocy społecznej
może zatrudnić lekarzy, którzy nie zawarli umów z kasą chorych,
ale lekarze ci nie będą mogli zlecać świadczeń, których koszt pokrywałaby
kasa chorych."
Pani minister nie twierdziła też, że
dps ma obowiązek zapewnienia usług wykraczających poza standard
wynikający z przepisów o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym -
uważała jedynie, że jest to możliwe i wskazane... Wymieniany już
pan sekretarz Janusz Gałęziak (nasze ministerstwo) zajął się w marcu
1999 roku zapytaniem posła Edwarda Maniury dotyczącym dofinansowania
domów pomocy społecznej. Jakże miło posłuchać optymistycznych
słów pana Gałęziaka - "powiat dysponuje wpływami z odpłatności
i dotacją z budżetu państwa na pokrycie kosztów utrzymania mieszkańców
domów pomocy społecznej. Jeśli natomiast koszty te są wyższe, to
powiat jest zobowiązany do ich pokrycia z własnych
środków." Z dzisiejszej perspektywy widać, że powiaty po
prostu uznały, że koszty utrzymania powinny być niższe, wtedy nic
nie dopłaci. A i tak dopłacić by nie miał z czego. Dalej omawiana
jest relacja między powiatem, z którego pochodzi mieszkaniec, a
powiatem w którym znajduje się placówka. Około 80 powiatów nie miało
bowiem własnego DPS. Wyjaśnia się też powoli przyczyna zróżnicowania
dotacji do naszych placówek w zależności od województwa. "Zróżnicowanie
sposobu rozdziału w 1999 i 2000 roku wynika z dużych dysproporcji
w poziomie kosztu utrzymania domów w poszczególnych regionach kraju
i ma na celu wymuszenie na domach o bardzo wysokich kosztach wprowadzenia
w życie programu oszczędnościowego - co wcale nie oznacza obniżenia
poziomu świadczonych usług w tych domach." Tak chciałoby to
widzieć nasze ministerstwo... Wreszcie tematyka wypowiedzi uwzględnia
inne sprawy: "osoby niepełnosprawne, także przebywające w domach
pomocy społecznej, mogą korzystać z różnych form pomocy finansowej
przeznaczonej na rehabilitację."
Jakie to formy ? "Jeśli dom pomocy
społecznej sprawuje opiekę nad osobami, które z uwagi na niepełnosprawność
nie mogą podjąć pracy, istnieje możliwość zorganizowania przez dps
rehabilitacji w formie warsztatu terapii zajęciowej. Mieszkańcy
domu mogą również uczestniczyć w terapii prowadzonej w warsztacie
zorganizowanym przez inną instytucję w danej miejscowości."
"Mieszkańcy domu pomocy społecznej mogą także korzystać z dofinansowania
przez Fundusz uczestnictwa w turnusach rehabilitacyjnych, umożliwiających
aktywną rehabilitację połączoną z wypoczynkiem. Zajęcia związane
z tworzeniem i funkcjonowaniem warsztatów terapii zajęciowej
oraz turnusami rehabilitacyjnymi realizowane są przez powiatowe
centrum pomocy rodzinie, przy współpracy z oddziałami Funduszu."
Oprócz tego "Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych
- poprzez terenowe oddziały - współpracuje z placówkami zajmującymi
się osobami niepełnosprawnymi w zakresie likwidacji barier architektonicznych
i komunikacyjnych oraz wyposażenia tych placówek w sprzęt konieczny
do rehabilitacji." To koniec wymienionych przez sekretarza stanu
możliwości - jak na ironię, każda zaczyna się i kończy na współpracy
z dość niemrawym PFRON-em. Ale na bezrybiu i rak ryba...
Na zakończenie odpowiedzi pani sekretarz
stanu Joanny Staręgi-Piasek na dwa pytania zadane w roku 2000. Pierwsze
< zapytanie nr 1931 > skierowane jest do pana posła Krzysztofa Jurgiela,
który interesował się sytuacją finansową domów w województwie
podlaskim. Pani Staręga-Piasek uprzejmie informuje, że "Minister
Pracy i Polityki Socjalnej nie posiada środków finansowych,
które mógłby przeznaczyć na zwiększenie dotacji w rozdziale 8611:
Domy pomocy społecznej dla jakiegokolwiek powiatu."(...)" Metoda
rozdziału dotacji z budżetu państwa (...)opiera się na wojewódzkim
średnim miesięcznym koszcie utrzymania osoby w domu pomocy społecznej
uwzględnionym do projektu budżetu na 1999 r. w projektach budżetów
wojewodów bez remontów i wydatków inwestycyjnych." Tak naprawdę
wszystko sprowadza się do tego, by problemy konkretnego domu rozwiązywał
powiat, a nie ministerstwo, które środków nie posiada. A konkretny
dom pomocy (DPS w Grajewie) "otrzymuje dotację w wysokości
1311 złotych miesięcznie na jednego mieszkańca oraz dysponuje odpłatnością
z tytułu pobytu w domu, która kształtuje się średnio na poziomie
około 250 zł, powinno w sumie dać kwotę około 1500-1600 zł miesięcznie
na jednego mieszkańca." Jeśli komuś to nie wystarcza, powinien
pamiętać, że "w kraju funkcjonują domy, które dysponują mniejszymi
środkami finansowymi i również zmuszone są do ograniczenia wydatków,
aby zaspokoić najważniejsze potrzeby." Skończyły się czasy roztkliwiania
się nad czyimiś problemami. Albo sobie radzisz, albo będziesz musiał
sobie radzić. Kołderka jest coraz krótsza...
Drugie zapytanie < nr 2525 > skierowane
przez posła Szejnfelda dotyczyło udziału osób niepełnosprawnych
zamieszkujących domy pomocy społecznej w warsztatach terapii zajęciowej.
Pani Staręga-Piasek zajmuje się tą kwestią pod koniec października
2000 roku. Wyjaśnia, że intencją zapisów o WTZ "jest wspieranie
ze środków PFRON tworzenia warsztatów terapii zajęciowej dla osób
niepełnosprawnych funkcjonujących w otwartym środowisku, a więc
osób, które nie pozostają pod opieką instytucji zobowiązanych w
świetle prawa do zapewnienia swoim podopiecznym rehabilitacji w
formie terapii zajęciowej." Mieszkaniec domu pomocy społecznej
nie może być więc głównym odbiorcą oferty warsztatów terapii.
To DPS "umożliwia swoim mieszkańcom udział w terapii zajęciowej,
zapewnia pomieszczenia do terapii i rehabilitacji oraz zapewnia
organizację terapii w warsztatach terapii zajęciowej lub w pracowniach
terapii." Inaczej mówiąc - coś za coś : chcąc skierować swoich
mieszkańców do warsztatów terapii zajęciowej należy zapewnić w nich
udział uczestników spoza placówki.
Dalszą część swej odpowiedzi pani sekretarz
poświęca wprowadzonym właśnie nowym tabelom stanowisk.
Tę część przytoczymy w całości. Joanna Staręga-Piasek wyjaśnia,
że: "intencją zmian wprowadzonych rozporządzeniem Rady Ministrów
z dnia 26 lipca 2000 r. w sprawie zasad wynagradzania i wymagań
kwalifikacyjnych pracowników samorządowych zatrudnionych w jednostkach
organizacyjnych jednostek samorządu terytorialnego (Dz.U. nr 61,
poz. 708) było scalenie kilkudziesięciu dotychczasowych tabel stanowisk,
zaszeregowań i wymagań kwalifikacyjnych pracowników w taki sposób,
aby wyodrębniona została grupa stanowisk wspólnych, typowych dla
wszystkich jednostek objętych rozporządzeniem oraz stanowisk specjalistycznych,
występujących dotychczas jedynie w poszczególnych jednostkach organizacyjnych.
Zmiana ta miała na celu zmniejszenie liczby tabel stanowisk, a także
ujednolicenie zaszeregowań na takich samych stanowiskach. Tabela
stanowisk, zaszeregowań i wymagań kwalifikacyjnych pracowników,
stanowiąca załącznik nr 4 do omawianego rozporządzenia, nie zawiera
więc wszystkich stanowisk, które mogą wystąpić w poszczególnych
jednostkach w związku z zakresem działania danej jednostki czy jej
strukturą organizacyjną. Przepisy ustawy o pracownikach samorządowych,
jak również omawianego rozporządzenia, nie ograniczają zdolności
stron do zawierania układów zbiorowych pracy bądź wprowadzania przez
pracodawcę regulaminu wynagradzania w trybie i na zasadach określonych
w Kodeksie pracy. Zatem w drodze układowej bądź w regulaminie
wynagradzania można ustalić korzystniejsze rozwiązania w zakresie
warunków wynagradzania za pracę i przyznawania innych świadczeń
związanych z pracą, na przykład wprowadzić inne dodatki do wynagrodzenia,
a także dodatkowe stanowiska pracy oraz zaszeregowania i wymagania
kwalifikacyjne niezbędne do zajmowania określonego stanowiska. Własne
zasady wynagradzania, wprowadzone w drodze zbiorowego układu pracy
lub regulaminu wynagradzania, nie mogą być - w myśl art. 9 § 2 Kodeksu
pracy - mniej korzystne dla pracowników niż przepisy Kodeksu pracy
oraz innych ustaw i aktów wykonawczych i nie mogą naruszać art.
19 ustawy z dnia 19 marca 2000 r. o wynagradzaniu osób kierujących
niektórymi podmiotami prawnymi (Dz.U. nr 26, poz. 306). W uzupełnieniu
powyższych wyjaśnień pragnę zapewnić pana posła, że wszystkie napływające
opinie i uwagi, w tym dotyczące konieczności uzupełnienia tabeli
stanowisk, zostaną wnikliwie rozważone w trakcie prac nad nowelizacją
ww. rozporządzenia."
Jak wynika z naszej sondy, nie ma chyba
zbyt wielkiej możliwości manewrowania w ramach istniejących przepisów.
Gdyby można je było realnie dostosować do potrzeb konkretnych placówek,
opinia o aktualnym systemie płac byłaby znacznie bardziej korzystna.
Pocieszeniem jest fakt, że nasze ministerstwo cały czas myśli, jak
tu dostarczyć domom pomocy społecznej jeszcze bardziej doskonałe
wersje swoich rozporządzeń, tak byśmy byli jeszcze szczęśliwsi i
mogli z uśmiechem zadowolenia wykonywać naszą szczytną misję...
|
 |
|