|
wstecz
Mieszkańcy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego
w Krakowie zmuszeni do wyprowadzki
(aut. Michał Olszewski, Gazeta
Wyborcza 18.11.2003; DPS Forum 20.11.2003)
Dramatyczna niespodzianka spotkała kilkudziesięciu mieszkańców
Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego przy ul. Wielickiej 267 w Krakowie.
Muszą się wyprowadzić, bo są zbyt sprawni. Niektórzy z nich spędzili
w zakładzie 15 lat.
Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza nowe zasady opłacania świadczeń
w instytucjach, które zajmują się opieką nad osobami obłożnie chorymi.
Dotychczas tacy pacjenci mogli przebywać w ZOL-ach bezterminowo,
a NFZ pokrywał koszty ich pobytu. Teraz Fundusz ustalił, że najdłuższy
pobyt może trwać sześć miesięcy. Po tym czasie każdy pacjent musi
przejść weryfikację według tzw. skali Barthel (ocenia umiejętność
wykonywania 10 prostych czynności życia codziennego). Jeżeli uzyska
więcej niż 40 punktów na 100 możliwych, oznacza to, że nie jest
obłożnie chory. Za koszty leczenia i pobytu takiej osoby NFZ nie
zapłaci.
Zbyt sprawni
O nowym rozporządzeniu wiedzą już mieszkańcy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego
"Wielicka 267", położonego na tyłach szpitala dziecięcego
w Prokocimiu. Przeszli nawet wstępną weryfikację. Są przerażeni.
- Okazało się, że jestem zbyt sprawny, bo nie leżę i potrafię zakrzątnąć
się wokół siebie - mówi jeden z długoletnich mieszkańców zakładu
(nie chciał ujawnić personaliów, bo boi się, że spowoduje to automatyczną
wyprowadzkę). - Są tu osoby, które mieszkają po 15 lat. I nagle
dyrektor mówi nam, że część osób nie może tu zostać. Dokąd mamy
iść?
- Owszem, była taka rozmowa - przyznaje Włodzimierz Biel, dyrektor
ośrodka. - Gdybym rygorystycznie podchodził do wytycznych NFZ, to
trzeba byłoby wykwaterować 90 z 360 osób, które tu mieszkają. Mają
za dużo punktów. Niektóre zameldowane są na pobyt na stały, inne
nie mają nawet rodzin. A najgorsze, że bardzo wiele przekroczyło
granicę zaledwie o kilka punktów.
Dyrektor Biel przyznaje, że decyzje, które będzie musiał podjąć,
spędzają mu sen z oczu, chociaż NFZ kieruje się rachunkiem ekonomicznym
i nie chce płacić za zdrowe osoby. - Owszem, część mieszkańców nie
jest obłożnie chora. Ale ekonomia to nie wszystko. Znam tych ludzi
i wiem, że nie są w wieku, w którym wskazane są przeprowadzki. Niestety,
nie mam wyjścia. W innym przypadku ośrodek trzeba będzie zamknąć.
Pieniądze z rent i emerytur wszystkich mieszkańców pokrywają niecałe
20 procent rocznego budżetu "Wielickiej 267" - rozkłada
ręce.
Nieprzyjemna decyzja
Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z częścią mieszkańców zakładu.
Dyrekcja obiecuje, że nikt nie zostanie bez pomocy. Dyrektor Biel
powiadomił już o sytuacji wiceprezydent Krakowa Stanisławę Urbaniak,
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i Wydział Spraw Społecznych UMK.
- Na razie czekamy na oficjalne wprowadzenie punktacji. Prawdopodobnie
przekwalifikujemy siedem osób. To nieprzyjemna decyzja, ale niezależna
od nas - mówi pani wiceprezydent.
Przygotować do przeprowadzki
- Wysłałem do oddziału NFZ prośbę o wprowadzenie okresu przejściowego,
dzięki któremu nasi mieszkańcy mieliby trochę czasu, żeby oswoić
się z decyzją - dodaje dyrektor Biel. - Nie ma też się co oszukiwać:
niektóre osoby, które minimalnie przekroczyły granicę 40 punktów,
już wkrótce znajdą się poniżej niej, dlatego przeprowadzki nie mają
sensu.
Pracownicy NFZ również czują niezręczność sytuacji. W nieoficjalnych
rozmowach zaznaczają, że rozumieją obawy starszych osób. - Fundusz
płaci za leczenie osób chorych. Fundusz nie realizuje zadań opieki
społecznej - zaznacza jednak Barbara Grzybek-Korgól, rzecznik małopolskiego
oddziału NFZ.
- A co z tymi, którzy przekroczyli próg 40 punktów minimalnie?
- pytamy.
- Zawsze w takich sytuacjach rodzą się wątpliwości, zawsze są przypadki
graniczne. Postaramy się, by przejście w nowy system odbyło się
stopniowo, tak, by uniknąć sytuacji niekorzystnych dla mieszkańców
zakładu przy Wielickiej - deklaruje rzecznik NFZ.
- Dyrekcja próbuje przekonywać, że na przeprowadzce świat się nie
kończy, że w DPS-ach będzie nam lepiej, bo tam organizują wycieczki,
są zajęcia rekreacyjne - opowiada anonimowo mieszkaniec placówki.
- A mnie to nie interesuje. Chcę dożyć swoich dni tutaj.
Dla Gazety Maria Gdula-Argasińska, dyrektor Domu Pomocy
Społecznej "Krakowska":
Przeprowadzka starszej osoby, która mieszkała w jednym domu
np. 10 lat, zżyła się z personelem, jest trudnym do wyobrażenia
dramatem. To rozpaczliwe wyjście. Nasz dom jest specyficzny, ponieważ
przebywają tu osoby chore psychicznie. Niemniej gdyby pojawiła się
konieczność przyjęcia dotychczasowych mieszkańców ZOL-u przy Wielickiej,
nie odmówiłabym. Inni nam też pomogli.
Piotr Zieliński, dyrektor DPS Seniora Naftowca przy ulicy
Kluzeka:
Taka przeprowadzka zazwyczaj niekorzystnie odbija się na formie
psychicznej i fizycznej starszej osoby. Nie powinniśmy zapominać,
że instytucje jak nasza czy Wielicka 267 to dla mieszkańców domy,
a nie hotele, i przerzucanie ich z jednego miejsca w drugie budzi
wątpliwości. U nas stosujemy praktykę, że nawet jeżeli stan zdrowia
mieszkańca się pogarsza, to nie oddajemy go do hospicjum, nie staramy
się go pozbyć. Niech dożywa swoich dni tutaj. |