|
wstecz
Pielęgniarki w opiece długoterminowej
(aut. Beata Malczuk, Dziennik
Wschodni 5.02.2003; DPS Forum 9.02.2003)
Siostry nie mają siły przebicia
Lubelska Regionalna Kasa Chorych faworyzuje
lekarzy z zakładów opiekuńczo-leczniczych, podlascy pacjenci pozostający
w domach nie mogą doczekać się wizyty pielęgniarki
Opieka długoterminowa nad schorowanym pacjentem to przyszłość
zawodu pielęgniarskiego. Zwłaszcza, że ogranicza się do minimum
czas pobytu pacjenta w szpitalu.
- To szansa dla zwalnianych pielęgniarek. Indywidualna praktyka
jest dla nich korzystna ekonomicznie, a troskliwa, fachowa opieka
niezbędna cierpiącym - mówi Stanisława Jakonowska-Nowicka, sekretarz
Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Lublinie. W praktyce pielęgniarki
nie mają siły przebicia. - Lubelska Regionalna Kasa Chorych od początku
faworyzuje lekarzy, uważając, że jedynie oni sprawują prawidłową
opiekę nad pacjentami, a pielęgniarki tylko im w tym pomagają. Zapomina
się o tym, że lekarz i pielęgniarka to dwa niezależne zawody. Każdy
robi swoje. Współpracują, ale na równych zasadach. Przychodnie i
lekarze rodzinni nie mogą mieć monopolu. - wyjaśnia S. Jakonowska-Nowicka.
Na terenie Międzyrzeca Podlaskiego, Terespola, Parczewa i Białej
Podlaskiej pracuje, sprawując długoterminową opiekę domową, 5 pielęgniarek.
Zarabiają około ośmiuset złotych, po odliczeniu kosztów. Ledwo wyrabiają
się z obowiązkami. Kolejka oczekujących na opiekę jest duża. - Mamy
chorą, która od maja ubiegłego roku czeka na wizyty. Niestety, kasa
chorych tak nam zmniejszyła liczbę usług w kontrakcie, że nie jesteśmy
w stanie obsługiwać wszystkich zgłaszających się - twierdzi Barbara
Soćko, pielęgniarka pracująca w ramach grupowej praktyki pielęgniarskiej.
Działający w bialskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym zakład
opiekuńczo-leczniczy, w którym mogą stale przebywać przewlekle chorzy,
ma kontrakt z LRKCH na usługi medyczne. Zatrudnia lekarzy i pielęgniarki.
O prowadzeniu podobnej placówki marzy B. Soćko. Czeka jednak na
zniesienie limitów w zawieraniu umów na tego typu usługi. - W kasie
chorych powiedziano mi, że nie dostanę kontraktu na usługi w zakładzie
pielęgnacyjno-opiekuńczym, który zamierzam otworzyć, bo już jeden
zakład działa w mieście. Ale ja wiem z doświadczenia, jak duże są
potrzeby w naszym regionie. Poza tym pacjentom należy się wybór.
To oni i ich rodziny decydują, czy chory jest pielęgnowany w domu,
czy w zakładzie - uzasadnia pielęgniarka.
- To prawda. Wzrasta zapotrzebowanie na opiekę długoterminową,
ale nie wystarcza pieniędzy na te usługi. Do trzydziestego pierwszego
marca nie zawieramy żadnych kontraktów. Nie wiadomo, na jakich zasadach
odbędą potem się negocjacje z funduszem zdrowia - słyszymy od Krystyny
Domańskiej, rzecznik LRKCH.
Beata Malczuk
Dziennik Wschodni
|