|
wstecz
Alchemia futbolu - Seni Cup 2003
(aut. Jarosław Żubka,
Medi 4/2003; DPS Forum 16.10.2003)
| << początek
tekstu |
< poprzednia
strona |
|
Część 1/2
Jeszcze kilka wieków temu zastanawiano
się co wokół czego się kręci: Ziemia wokół Słońca, czy na odwrót.
Dzisiaj bez specjalistycznych narzędzi, można stwierdzić, że tak
naprawdę wszystko kręci się dookoła futbolu, i to kręci się coraz
szybciej. Taki wniosek nasuwa się obserwatorowi zaledwie dwa wieki
po wymyśleniu tej prostej gry.
Zakończyły się rozgrywki Ogólnopolskiej
Ligi Piłki Nożnej Seni Cup 2003. Organizowana przez Stowarzyszenie
Dom Pod Słońcem oraz Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych
S.A. impreza kierowana jest do osób niepełnosprawnych intelektualnie
- mieszkańców Domów Pomocy Społecznej. W sześciu Turniejach Kwalifikacyjnych
IV edycji Seni Cup udział wzięły 72 drużyny, z których najlepsza
dwudziestka spotkała się w finale rozgrywek w Brodnicy.
Piłka nożna potrafi wstrzymać Ziemię
na czas ważnego meczu - ulice wyludniają się, firmy przestają pracować,
a czas kurczy się do dziewięćdziesięciu ważnych minut piłkarskiego
pojedynku. Ale futbol nie tylko rządzi prawami fizyki. Święte wojny
czy futbolowe raje - określenia, którymi operują sprawozdawcy
sportowi - przywodzą na myśl sferę sacrum, stanowiącą przerwanie
monotonii codzienności i nadającą życiu dodatkowego smaku. Jednakże
śledząc rozgrywki Ogólnopolskiej Ligi Piłki Nożnej Osób Niepełnosprawnych
Seni Cup można stwierdzić, że za sprawą jej uczestników futbol zyskał
nową jakość i kilka wymiarów kryjących się pod jasnymi zasadami
gry i suchymi rezultatami spotkań. Bo Seni Cup to nie tylko rywalizacja
drużyn w grupach, ale przede wszystkim dwa dni piłkarskiego święta
i zabawy, tworzonych przez niezwykłych uczestników.
Szlak czwartej już edycji Turnieju Seni Cup 2003, rozpoczął się
w Moskwie i wiódł przez Kwidzyn (Pomorskie), Trzciankę (Wielkopolskie),
Krasnystaw (Lubelskie), Dębice (Podkarpackie), by dotrzeć na wielki
finał do Brodnicy (Kujawsko-Pomorskie). Cele ciągle te same: popularyzowanie
piłki nożnej wśród osób z upośledzeniem umysłowym, integracja osób
niepełnosprawnych ze społeczeństwem na zasadach akceptacji i szacunku,
uświadomienie społeczeństwu predyspozycji osób upośledzonych do
uczestnictwa w normalnym życiu. Turniej rosyjski rozegrany 8 i 9
maja wyłonił dwójkę finalistów, którymi okazali się: Rehabilitacyjne
Centrum dla Inwalidów z Moskwy oraz moskiewski Internat 16.
Kilka dni później Seni Cup przeniósł się na turniej kwalifikacyjny
do Kwidzyna. Na ładnym kompleksie sportowym miejscowego Ośrodka
Sportu i Rekreacji stawiło się 12 drużyn, które zgodnie z obowiązującą
procedurą zostały w wyniku gier wstępnych podzielone na trzy grupy
odzwierciedlające sprawność i umiejętności uczestników. W grupach
tych faktycznie uwidoczniły się trzy różne wymiary futbolu.
Grupę A - najbardziej zaangażowaną pod względem sportowym - charakteryzowała
w pierwszej kolejności chęć osiągania najlepszych rezultatów.
Grupa B - tworzona przez drużyny o średnim poziomie sprawności
-to przejaw rywalizacji z pierwiastkiem zabawy.
Natomiast grupę C najtrudniej zdefiniować. Skupiająca zawodników
o najbardziej ograniczonych umiejętnościach, stanowiła absolutny
piłkarski fenomen - alchemię futbolu.
Tutaj wygrywały uczucia i emocje, a solą gry wcale nie byt zdobyty
gol, tylko kopnięcie piłki. Obserwując spotkania w grupach, można
stwierdzić, że czerpanie z gry pozytywnych emocji i radości jest
tym większe im niższa jest grupa, w której startują zespoły. Radość
drużyny Chełmna z każdego zagrania rozmiękczyłaby serce najbardziej
wytrawnych piłkarskich taktyków, a euforia, którą wywołał wśród
zawodników puchar Burmistrza Kwidzyna Dla Najsympatyczniejszej
Drużyny porównać można z radością jaką daje Puchar Świata. Obrona
drużyny Mrągowa, z rozmarzonym Zygusiem na czele, dzielna bramkarka
Asia z Chełmna, niezwykle towarzyski Krystian, jak i wiele innych
mniej lub bardziej ujawniających się osobowości to bohaterowie kwidzyńskiego
Seni Cup, których wyjątkowość przysłania niepełnosprawność. Turniej
Seni Cup nie wtajemniczonym zwiastował coś naprawdę wyjątkowego,
bo chyba wyjątkową można nazwać sytuację, kiedy jedna z drużyn strzela
sobie gola samobójczego po to, by sprawić rywalom frajdę. Osoby,
które nie miały okazji obserwować rozgrywek Seni Cup należy uświadomić,
że obok drużyn uprawiających futbol radosny do rywalizacji stają
zespoły imponujące umiejętnościami czysto piłkarskimi.
Niektóre pojedynki można podawać jako przykłady gry z polotem,
mądrością taktyczną oraz ogromnym zaangażowaniem, ale zawsze fair
- przepraszający uścisk dłoni po faulu na przeciwniku stał się normą
na każdym turnieju. O wysokim poziomie prezentowanym przez zawodników
może świadczyć drużyna organizatorów, która rozgrywając podczas
każdego turnieju kwalifikacyjnego mecze towarzyskie z Gwiazdami
imprezy, nie raz otrzymała solidną lekcję futbolu. Turnieje kwalifikacyjne
posiadały swoją specyfikę i fantastyczne momenty. Po Kwidzynie mieszkańcy
Domów Pomocy Społecznej spotkali się 23-24 maja w Trzciance. Tutaj
sportową gwiazdą była drużyna z Jaromina, od której profesjonalnego
podejścia mogliby uczyć się piłkarze zawodowi. Podczas tradycyjnego
wieczoru integracyjnego przy grillu i muzyce była okazja do rozmowy
z mistrzami. Kapitan zespołu Sylwester Helwig, powiedział krótko:
Chcemy wygrać i zdobyć puchar! - podkreślił, by po chwili dodać:
Seni Cup to fajna impreza. Można spotkać się ze znajomymi, poznać
nowych ludzi... no i pobawić się przy muzyce. Dobrymi wrażeniami
oprócz zawodników dzielili się również opiekunowie: Seni Cup jest
dla naszych podopiecznych przełamaniem barier, docieraniem do nich.
Oni się otwierają, czują się bardziej potrzebni. Nie wstydzą się
w tym gronie, że są w jakiś sposób inni. Wszyscy opiekunowie bardzo
pozytywnie oceniają tę imprezę. Seni Cup organizacyjnie wygląda
po prostu super zapewniał Filip Perliński z Domu Pomocy Społecznej
w Dębnie. Przysłuchujący się rozmowie Marek - obrońca drużyny ze
Skwierzyny - zagaił: My to wszyscy lubimy sport. W piłkę gramy często
w siatkówkę. Ja lubię Górnika Zabrze. l muzykę rockową lubię. l
jeszcze tańczyć... Po czym zniknął w grupie osób bawiących się przy
muzyce, by za chwilę wziąć udział w konkursie przeciągania liny
organizowanym przez zespół Toruniacy.
Następnego dnia wszyscy dzielnie walczyli o przepustki do finału.
Kapitan Jaromina dotrzymał słowa - wygrali swoją grupę, zabierając
ze sobą na turniej finałowy Barcin, Gębice i Gorzów Wielkopolski.
Po trzcianeckiej imprezie Seni Cup musiał się mocno wybić, by przeskoczyć
aż do Krasnegostawu. Władze tego niewielkiego miasteczka, niezwykle
przychylne Ogólnopolskiej Lidze Seni Cup, czyniły wszystko, by uczestnicy
i organizatorzy imprezy wyjechali z jak najlepszymi wrażeniami.
| << początek
tekstu |
< poprzednia
strona |
|
|