|
wstecz
Konflikt w schronisku dla kobiet
w ciąży "Betlejem"
(aut. Marcin Gąsiorowski / ZOE/
MJG, Gazeta Wrocławska
25 - 26.02.2003, DPS Forum 26.02.2003)
materiał o zakończeniu
konfliktu
Ciężka atmosfera. Wyzwiska. Zawiadomienie
o popełnieniu przestępstwa. Tak rozwija się konflikt w schronisku
dla kobiet w ciąży Betlejem. Dziś problem będzie próbował rozwiązać
Władysław Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i pomocy społecznej
urzędu miejskiego.
Miękinia. Wioska obok Wrocławiem. Na niewielkim ryneczku, tuż przy
urzędzie gminy i kościele stoi niebieski budynek. Należy do Fundacji
Betlejem. Mieszka w nim obecnie 15 kobiet i 13 dzieci. Dla nich
nad budynkiem otworzyło się oko cyklonu...
Wszyscy za darmo
Fundacja Betlejem powstała 12 lat temu. Jej założycielem i szefem
jest dr Jacek Mazurkiewicz. W organizacji pracuje kilka osób, wszyscy
za darmo, to wolontariusze. Fundacja utrzymuje się z dotacji dwóch
gmin, Wrocławia i Miękini i darów. Każda gmina daje po 30 tys. złotych.
Pieniądze dzielone są między dwie placówki, we Wrocławiu, przy ul.
Kołłątaja i w Miękini. W tamtym roku przewinęły się przez nie 357
osób. Można wyliczyć więc, że dzienne utrzymanie jednej osoby wynosi
3 złote i 21 groszy. Jak przyznaje Jacek Mazurkiewicz, kobiety w
fundacji rzeczywiście muszą przestrzegać regulaminu. Czy jest on
restrykcyjny? - Dziewczyny z Wrocławia muszą opiekować się pomnikiem
Bohaterów Getta mówi. - Co sprowadza się do zebrania kilku papierków.
Na terenie schronisk nie można też palić papierosów. A w Miękini?
Trzeba posprzątać, w lecie uprawiać kawałek ziemi. Psom dać żreć.
Kropla wody
Konflikt rozpoczął się w środę. Wtedy do fundacji przyszły paczki
z darami. Zaczęto je dzielić. Część kobiet była niezadowolona z
podziału, skończyło się przyjazdem dziennikarzy telewizji. I ogromną
awanturą. Padły ciężkie słowa, także ordynarne. Jak mówią kobiety,
dzielenie darów było tylko kroplą, która przelała wiadro. - Do tej
pory nic nie mówiłyśmy, bo bałyśmy się doktora. Wczoraj odwiedziliśmy
schronisko. Ładny budynek, zadbane podwórko. W środku duża izba
z wieloma łóżkami. Przed telewizorem zgromadzone kilkanaście dzieci.
Hałas, drobne bijatyki, próbujące nad wszystkim zapanować matki.
- Doktor Mazurkiewicz wprowadził nieżyciowy regulamin, którego każe
przestrzegać. A my się doktora boimy, nie chce nas słuchać. Tu się
nie da wytrzymać wtórują Anna Filimowska i Małgorzata Dryja. Wszystkie
te zarzuty zostały publicznie powtórzone, także w naszej gazecie.
Dla ich dobra Jacek Mazurkiewicz zwołał wczoraj konferencję. Odpowiadał
na zarzuty. Nie da się ukryć, że ma on wybuchowy temperament, jest
osobą kontrowersyjną, a w dodatku całą sprawą jest poruszony. -
Nie prowadzę żadnej indoktrynacji przekonywał dziennikarzy. -
Jeżeli widzę, że dziecko jest bite, wtedy reaguję. Czy to się komuś
podoba, czy nie. A regulaminu trzeba przestrzegać, dla dobra matek
i dzieci. Dr Mazurkiewicz, chce przenieść trzy kobiety najbardziej
niezadowolone do Wrocławia.
Władysław Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i opieki społecznej
: Wczoraj spotkałem się z grupą kobiet wysłuchałem ich skarg
na sposób zarządzania schroniskiem. Dziś spotkam się z dr Jackiem
Mazurkiewiczem i wysłucham jego relacji. Myślę, że nadszedł czas,
aby rozwinąć działalność placówki, która dziś jest zwykłym schroniskiem.
Mamy ofertę, aby zaproponować tym kobiet inne zajęcia, które pomogą
im wrócić do normalnego życia.
Marcin Gąsiorowski
Źródło
WROCŁAW/MIĘKINIA - Jesteśmy gnębione psychicznie.
Wciąż wprowadzane są nowe zakazy. Czujemy się jak w więzieniu -
skarżą się kobiety ze schroniska w Miękinii pod Wrocławiem.
Ośrodek prowadzony jest przez Fundację Schronisko Matek Ciężarnych
"Betlejem". Jest w nim 30 miejsc dla kobiet z dziećmi
i samotnych matek. Szefem jest dr Jacek Mazurkiewicz, którego panie
oskarżają o złe traktowanie. - Chce na nas wymusić, byśmy się
stąd wyniosły. Jesteśmy traktowane jak margines społeczny. A przecież
przez to, że nie mamy gdzie mieszkać, wcale nie jesteśmy gorsze
od innych - tłumaczą. Dziś o godz. 12 w siedzibie takiego samego
schroniska we Wrocławiu przy ul. Kołłątaja pojawi się oskarżany
dyr. Mazurkiewicz. Ma odpowiedzieć na wszystkie pytania dziennikarzy.
Tymczasem kobiety w Miękini będą czekały tego dnia na wizytę Władysława
Sidorowicza, dyrektora departamentu spraw społecznych wrocławskiego
urzędu miejskiego. - Obiecał, że przyjedzie i zajmie się naszą
sprawą - mówią kobiety.
(aut. ZOE) - Gazeta Wrocławska 25.02.2003
Źródło
WROCŁAW - Cieszę się, że fundacja
potraktowała naszą ofertę jako wsparcie, nie ingerencję - mówi Władysław
Sidorowicz, dyr. departamentu zdrowia i opieki społecznej.
Do tej pory schronisko dla kobiet ciężarnych było azylem dla ciężarnych
kobiet. Wyrzucone z domu, czy uciekające przed brutalnym mężem mogły
liczyć na ciepłą strawę i własny kąt. - Kilkanaście lat temu było
to rozwiązanie pionierskie i wystarczające - powiedział Władysław
Sidorowicz, dyr. Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Urzędu
Miejskiego we Wrocławiu. - Dziś już nie wystarcza. Przypomnijmy.
Wczoraj opisaliśmy konflikt w schronisku dla kobiet ciężarnych w
Miękinii. Kobiety twierdzą, że Jacek Mazurkiewicz, szef fundacji
Betlejem, stworzył rygorystyczny, nieżyciowy regulamin, którego
każe przestrzegać. W dodatku zdarza się, że obraża pensjonariuszki.
Sam Jacek Mazurkiewicz zaprzecza zarzutom. - Że panie muszą nakarmić
psy, czy wysprzątać dom - zgadzam się. Ale czy to rygor? - pytał.
Dyrektor Sidorowicz pojechał przedwczoraj do Miękinii, a wczoraj
rozmawiał z dr Mazurkiewiczem. - Udało nam się dojść do porozumienia
- powiedział dyrektor. W schronisku ma powstać samorząd, który będzie
partnerem dla szefostwa fundacji. Ma też powstać nowy regulamin.
(MJG) - Gazeta Wrocławska 26.02.2003
Źródło
|