|
wstecz
Kto nadzorował wychowawców z "Rodziny
Nadziei"?
(aut. Justyna Lulkiewicz,Dorota
Abramowicz; Dziennik Bałtycki
20.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)
zobacz też:
- W Gdańsku bili ? (aut.
DJA, JUL; Dziennik Bałtycki 21.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)
- Kto nadzorował wychowawców z "Rodziny Nadziei"? (aut.
Justyna Lulkiewicz,Dorota Abramowicz; Dziennik Bałtycki 20.06.2003;
DPS Forum 25.07.2003)
- Plama na honorze fundacji
(aut. Justyna Lulkiewicz, Dorota Abramowicz; Dziennik Bałtycki
18.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)
Nasz artykuł "Raport z bicia" wywołał burzę komentarzy
i gorących reakcji urzędników oraz Czytelników. A było na co reagować.
W ostatnią środę napisałyśmy o bulwersującym "Zeszycie Raportów",
wypełnianym przez wychowawców oliwskiej placówki "Rodziny Nadziei".
Zapiski opiekunów 24 dzieci, przebywających w domu przy ul. Grottgera
mówiło o stosowaniu wobec niepokornych wychowanków kar cielesnych.
Były to nie tylko klapsy, ale także wykręcanie rąk, bicie pasem
po gołej pupie, przewracanie dziecka na podłogę. Sprawę ujawniła
mama jednego z podopiecznych, która odkryła na rękach synka siniaki.
Okazało się, że powyższe "metody wychowawcze" stosowali
pan Piotr (student) oraz niepracujący od 12 czerwca w placówce pan
Tomasz, absolwent socjologii.
- Znam ten dom - zadzwonił do redakcji proszący o anonimowość Czytelnik.
- Podstawowym błędem jest nazywanie go Rodzinnym Domem Dziecka.
Przy tej liczbie wychowanków, którymi nie opiekuje się nawet małżeństwo,
tylko przypadkowo dobrani wychowawcy, ta nazwa jest nadużyciem.
To zwykły dom dziecka. O biciu nic nie mogę powiedzieć, za to wiem,
że wydawano tam dzieciom polecenia typu "zamknijcie mordy"
. Tę sprawę należy wyjaśnić do końca...
Od metod wychowawczych stosowanych w oliwskiej placówce odcina
się także gdański Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Jego ostatnia
kontrola w domu przy ul. Grottgera wykazała jesienią ubiegłego roku
tylko "brak ewidencji darów uzyskanych od sponsorów".
- Jesteśmy zbulwersowani - twierdzi rzecznik MOPS, Sylwia Ressel.
- Nie jest to nasza placówka, lecz niepubliczna. Na mocy porozumienia
zawartego między fundacją a gminą, Urząd Miejski przekazuje fundacji
dotację na 24 dzieci umieszczonych w Rodzinnym Domu Dziecka. MOPS
ma tylko nadzór finansowo-administracyjny nad tym domem. Nadzór
wychowawczo-pedagogiczny sprawuje Pomorski Urząd Wojewódzki. Tymczasem
od Urszuli Burtowicz, inspektora z Wydziału Polityki Społecznej
UW słyszymy, że fundacji powinien przyglądać się... MOPS. To on
otrzymuje z dotacji rządowych środki finansowe przekazywane przez
prezydenta Pawła Adamowicza na działalność domu dziecka i w dodatku
ma wykształconą kadrę pedagogiczną.
W ubiegłym roku inspektorzy z Urzędu Wojewódzkiego trzykrotnie
kontrolowali placówkę w Oliwie.
- Nie rozmawialiśmy z dziećmi, bo nie było podstawy, by je przepytywać
- mówi insp. Burtowicz. - Mieliśmy jednak zastrzeżenia do kadry
pedagogicznej. Zgodnie z ustawą wychowawcy muszą mieć wyższe wykształcenie.
W końcu są to trudne dzieci, wymagające specyficznych umiejętności
dydaktycznych. Okazało się, że pracują tam ludzie nieprzygotowani
do zawodu. Pozostawiliśmy zalecenie pokontrolne, by personel podniósł
swe kwalifikacje... Na to usłyszeliśmy, że wychowawcy rozpoczynają
studia.
W tym roku dom przy ul. Grottgera nie był już kontrolowany. Za
to inspektorzy z UW odwiedzili placówkę "Rodziny Nadziei"
w Wejherowie. Tam również kadra nie spełniała wymogów określonych
przez prawo.
W środę Urząd Wojewódzki poprosił prezesa Grzegorza Foppke o wyjaśnienie
zarzutów postawionych w "Dzienniku Bałtyckim".
Tego samego dnia pozostawiony przez nas w komisarcie przy ul. Kaprów
"Zeszyt Raportów" wraz z materiałami zebranymi przez policjantów
został przekazany Prokuraturze Rejonowej Gdańsk - Północ.
- Decyzję o ewentualnym postawieniu zarzutów podejmie prokurator
- mówi rzecznik prasowy KMP, Marta Grzegorowska. - Wcześniej jednak
na pewno w obecności psychologa zostaną przesłuchane dzieci, przebywające
w tej placówce. |