|
wstecz
Ciepły kąt u boromeuszek
(Dziennik Zachodni, 11.07.2001,
aut. Jacek Derek)
65 pensjonariuszek mieszka pod opieką
sióstr boromeuszek w Domu Pomocy Społecznej dla Dorosłych w Tarnowskich
Górach. Pod dachem ponad 100-letniego budynku przy ulicy Gliwickiej
swój dom mają osoby samotne i chore, których życie byłoby jedną
wielką klęską, gdyby nie troskliwe ręce sióstr, pielęgniarek i lekarzy.
- Opiekujemy się osobami cierpiącymi
na choroby psychiczne i chorobę Alzheimera - mówi 70-letnia siostra
Norberta. Najmłodsza z pensjonariuszek ma 32 lata, najstarsza prawie
100 lat. Niektóre mieszkają tutaj od kilku lat, a inne nawet od
1945 roku, jak np. pani Gertruda Szewczyk, której rodzice zmarli
w czasie wojny.
Wiele kobiet żyłoby na skraju nędzy lub
w warunkach urągających ludzkiej godności. Są tu przecież osoby
opuszczone przez rodziny, ubogie - jednym słowem takie, których
los nie rozpieszczał, a dodatkowo skazał jeszcze na nieuleczalne
choroby psychiczne. Jednak wystarczy kilka godzin spędzonych wśród
podopiecznych boromeuszek, aby się przekonać, że nie panuje tu atmosfera
przygnębienia.
Personel uwija się jak może, a zdrowe
pensjonariuszki pomagają chorym przy najprostszych życiowych czynnościach.
Wszystkie otrzymują posiłki i mają całodzienną opiekę. 2-, 3-osobowe
pokoje są przestronne i jest tu wiele domowego ciepła. W czasie
wolnym, w miarę możliwości, każda mieszkanka może wykonać jakąś
pożyteczną pracę. Dawniej na terenie Domu Pomocy była hafciarnia.
Skubano także pierze. Dziś jednak na tę pracę nie ma zbyt wielkiego
zapotrzebowania na rynku.
Stanisława Tokarz ma jednak kołowrotek,
przędzie na nim wełnę - wyrabia z niej czapki i szaliki.
- Zawsze chciałam być w zakonie - mówi
siostra Norberta. - Tutaj, z ludźmi chorymi i pozbawionymi opieki,
znajduję swoje szczęście. Gdybym jeszcze raz się miała urodzić,
znów wybrałabym zakon. Jestem w Tarnowskich Górach od 34 lat i nie
żałuję mojego powołania.
|