|
wstecz
Rząd zabija moje dzieci! - przypadek
z Chełma Śląskiego
(aut. Przemysław Malisz - Trybuna
Śląska 17.01.2003; DPS Forum 24.01.2003)
dalszy
ciąg sprawy...
Anna Kloska z Chełma Śląskiego wychowuje
siedmioletniego Roberta i czternastoletniego Piotrka. Chłopcy nie
są zdolni do samodzielnej egzystencji. Matka nie pracuje, by czuwać
przy nich dzień i noc. Jedynym źródłem jej utrzymania jest zasiłek
rodzinny. Kilka dni temu obniżono go o połowę. Teraz na każdego
z chłopców pani Anna dostanie tylko 350 zł. To nie wystarczy, by
chłopcy, wymagający specjalistycznego leczenia i rehabilitacji,
mogli przeżyć.
- Jedyna alternatywa, jaka mi została, to zacząć żebrać,
albo odkręcić gaz. Bezsensowne przepisy polskiego prawa socjalnego
zabijają moje dzieci - mówi przez łzy.
Sytuację Anny Kloski z Chełma Śląskiego, matki wychowującej dwójkę
niepełnosprawnych dzieci, przedstawialiśmy naszym Czytelnikom już
kilkakrotnie. Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia życzyliśmy
pani Annie, aby rok 2003 był dla niej łaskawszy. Jednak już pierwsze
dni stycznia zamiast poprawy, przyniosły drastyczne pogorszenie
położenia jej rodziny.
Mama czuwa dniem i nocą
Pani Anna jest matką siedmioletniego Roberta i czternastoletniego
Piotrka. Chłopcy są od urodzenia kalekami, nie są zdolni do samodzielnej
egzystencji. Niezbędna jest więc stała opieka pielęgnacyjna. Pani
Anna, mając na uwadze dobro synów, zdecydowała, że zrezygnuje z
pracy, by czuwać przy nich w dzień i w nocy. Otrzymywany z opieki
społecznej zasiłek jest niewystarczający, dlatego zdesperowana matka
starała się o wcześniejszą emeryturę. Niestety, zmieniające się
prawo odebrało jej tę szansę. Na domiar złego okazało się, że państwo
faworyzuje adoptowane dzieci niepełnosprawne, przyznając im o wiele
większe wsparcie finansowe od tych, które są wychowywane przez ich
biologicznych rodziców.
Świetna kondycja kasy
Miesięczny koszt leczenia Roberta i Piotrka wynosi od trzech do
czterech tysięcy złotych. Zasiłek z opieki i renta męża w najlepszym
razie wystarczają na pokrycie połowy tej sumy. Dotychczas drugą
połowę refundowała Śląska Regionalna Kasa Chorych. Gdy pani Kloska
usłyszała po raz pierwszy o planach reformy służby zdrowia, nie
wiedziała co ma o tym myśleć. Niepokój w pani Annie wzbudziła dopiero
wypowiedź ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego, który stwierdził,
że Śląska Kasa Chorych w porównaniu z innymi kasami jest w świetnej
kondycji i należy ograniczyć jej dotacje.
Nieodczuwalne zmiany?
Kilka dni temu pani Kloska otrzymała pismo, w którym powiadomiono
ją, że z powodu złej sytuacji materialnej Śląskiej Kasy, kwota refundowana
została obniżona o połowę i wynosi 700 zł. Dla pani Anny ta wiadomość
była ciosem w plecy. Nie dość, że już dotąd nie potrafiła związać
końca z końcem, to jeszcze odebrano jej ostatni grosz na leczenie
synów. Kiedy starała się dowiedzieć dlaczego kasa tak ją potraktowała,
usłyszała, że cięcia wynikają z "przyczyn obiektywnych".
- Ja i moje dzieci nie rozumiemy o jakich przyczynach obiektywnych
jest mowa, wiem natomiast, że teraz moi chłopcy będą pozbawieni
wszelkich świadczeń, co uniemożliwi ich leczenie. Jestem bezsilna,
jedyne co mogę, to patrzeć jak leżą i umierają - mówi zrozpaczona
matka. Lekarze współczują
Nawet lekarze w przychodni, do której pani Kloska chodzi z dziećmi
są zdumieni decyzją kasy chorych.
Doskonale wiedzą, że bez pieniędzy na leki, stan zdrowia chłopców
ulegnie radykalnemu pogorszeniu. Do niedawna pani Anna często rezygnowała
z kupna nowych ubrań, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczała na
komponenty medyczne. Teraz jej sytuacja finansowa jest na tyle fatalna,
że nawet takie posunięcia na nic się zdadzą. Pani Kloska nie kryje
urazy do rządu, który swą postawą ignoruje położenie rodzin wychowujących
niepełnosprawne dzieci.
Przemysław Malisz - Trybuna Śląska
|