|
wstecz
Dalszy ciąg sprawy
(aut. Przemysław Malisz, Trybuna
Śląska 25.01.2003; DPS Forum 27.01.2003)
poprzedni
artykuł na ten temat...
Sytuację Anny Kloski, matki wychowującej
dwójkę niepełnosprawnych dzieci, przedstawialiśmy na łamach "Trybuny
Śląskiej" już kilkakrotnie. Jeszcze przed świętami życzyliśmy
naszej Czytelniczce, aby rok 2003 był dla niej łaskawszy. Jednak
już pierwsze dni stycznia zamiast poprawy, przyniosły drastyczne
pogorszenie położenia jej rodziny.
Pani Anna jest matką siedmioletniego Roberta i piętnastoletniego
Piotrka. Chłopcy są chorzy, nie są zdolni do samodzielnej egzystencji.
Potrzebują stałej opieki pielęgnacyjnej. Pani Anna zrezygnowała
z pracy, by czuwać przy nich w dzień i w nocy. Otrzymywany z opieki
społecznej zasiłek jest niewystarczający, dlatego zdesperowana matka
starała się o wcześniejszą emeryturę. Niestety zmieniające się prawo
odebrało jej na to szansę. Na domiar złego okazało się, że Państwo
faworyzuje adoptowane dzieci niepełnosprawne, przyznając im o wiele
większe wsparcie finansowe od tych, które są wychowywane przez ich
biologicznych rodziców. Miesięczny koszt leczenia Roberta i Piotrka
wynosi od trzech do czterech tysięcy złotych. Zasiłek z opieki i
renta męża w najlepszym razie wystarczają na pokrycie połowy tej
sumy. Dotychczas drugą połowę refundowała Śląska Regionalna Kasa
Chorych.
- Rząd wielokrotnie uspokajał, że nikt zmian w służbie zdrowia
nie odczuje negatywnie. Obietnice okazały się zwykłym kłamstwem...
- mówi pani Anna.
Kilka dni temu pani Kloska otrzymała pismo, w którym powiadomiono
ją, że z powodu złej sytuacji materialnej Śląskiej Kasy, kwota refundowana
została obniżona o połowę i wynosi 700 zł. Dla pani Anny ta wiadomość
była ciosem w plecy. Nie dość, że już wcześniej nie potrafiła związać
końca z końcem, to jeszcze odebrano jej ostatni grosz na leczenie
synów. Kiedy starała się dowiedzieć dlaczego kasa tak ją potraktowała,
usłyszała, że cięcia wynikają z "przyczyn obiektywnych".
- Ja i moje dzieci nie rozumiemy o jakich przyczynach obiektywnych
jest mowa, wiem natomiast, że teraz moi chłopcy będą pozbawieni
wszelkich świadczeń, co uniemożliwi ich leczenie. Jestem bezsilna,
jedyne co mogę, to patrzeć jak leżą i dogorywają - mówi z rozgoryczeniem.
Pani Kloska nie kryje urazy do rządu, który swą postawą ignoruje
położenie rodzin wychowujących niepełnosprawne dzieci.
- Jedyna alternatywa jaka mi pozostała, to zacząć żebrać albo odkręcić
gaz. Bezsensowne przepisy polskiego prawa socjalnego zabiją moje
dzieci - mówi przez łzy.
Przemysław Malisz - Trybuna Śląska
poprzedni
artykuł na ten temat...
Źródło
|