|
wstecz
Decyzje pokontrolne prezydenta Łodzi
(aut. Małgorzata kozerawska, Gazeta
Wyborcza 28.02.2003; DPS Forum 3.03.2003)
Dwie wychowawczynie muszą szukać nowej
pracy, a dyrektorka dostała tylko naganę z wpisaniem do akt. Taką
decyzję podjął wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński po zapoznaniu
się z wynikami kontroli w Domu Dziecka nr 5 przy ul. Małachowskiego.
A wszystko to po publikacjach w "Gazecie", które wstrząsnęły
całą Polską. W kilkutygodniowym śledztwie ustaliliśmy, że w Domu
Dziecka nr 5 w Łodzi od lata 2002 r. powtarzały się patologiczne
zachowania wychowanków wobec kilkuletnich maluchów. Chłopcy w wieku
10-12 lat zmuszali najmłodsze dzieci, aby brały do buzi ich genitalia.
Jeden ze średniaków regularnie molestował malca, z którym mieszkał
w pokoju. Personel wiedział o tym, ale nie reagował. Wreszcie 17
listopada 2002 r. nie wytrzymali najstarsi wychowankowie i ukarali
molestujących, bijąc ich pasem. Przywódca samosądu, 19-letni niepełnosprawny
Piotr Yasin, został za to wyrzucony do schroniska dla bezdomnych,
pozostali otrzymali nagany.
Dyrekcja bagatelizowała wydarzenia i ograniczała je do jednego
epizodu. Regionalny konsultant ds. seksuologii, dr Aleksandra Robacha,
nie miała jednak wątpliwości: - "Branie do buzi" i pobicie
to zachowania z tej samej kategorii przemocy. Mamy tu do czynienia
z falą charakterystyczną dla środowisk zamkniętych, jak wojsko czy
więzienie.
Publikacja wywołała natychmiastowy odzew. Resort gospodarki i pracy
zlecił przeprowadzenie kontroli przez nadzór wojewody. Także rzecznik
praw dziecka wysłał swoich wizytatorów. - Nie słyszałem o równie
drastycznym przypadku. Kadra zachowała się bardzo nieprofesjonalnie
- mówił Paweł Jaros.
W sprawie łódzkiego domu dziecka i zjawiska fali przewodnicząca
sejmowej komisji sprawiedliwości Katarzyna Piekarska wystąpiła z
interpelacją do Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej
Niebawem kontrolerów do Łodzi przyśle NIK.
Po sześciu tygodniach od publikacji wiceprezydent Łodzi Karol Chądzyński
podjął decyzje personalne. Choć kontrole rzecznika praw dziecka
i z nadzoru wojewódzkiego potwierdziły w pełni zjawiska opisane
przez "Gazetę", Chądzyński odniósł się tylko do faktów
z nocy 17 listopada 2002 r.
Dyrektor Bożena Radzikowska otrzymała naganę z wpisaniem do akt
"za brak nadzoru nad prawidłowością przebiegu pracy nauczycieli
pełniących tej nocy dyżur". - To prawda, że dyrektor odpowiada
za kadrę. Ale jeśli kadra nie informowała pani dyrektor o nieobyczajnych
zachowaniach dzieci, to nie można jej bardziej surowo ukarać. Tym
bardziej że wcześniej miała dobrą opinię - wyjaśnił Chądzyński.
Dwie wychowawczynie, które miały dyżur w dniu samosądu, muszą szukać
nowej pracy. Chądzyński: - Zostaną zwolnione za brak informacji
i przyzwolenie, by najstarsi wychowankowie wzięli sprawy w swoje
ręce.
Naganę z wpisaniem do akt dostaną wychowawczyni z nocnej zmiany
i dozorca.
- Zwróciłem też uwagę pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej,
że w chwili ujawnienia przez prasę patologicznych zachowań zamiast
przyczynić się do naprawy karygodnej sytuacji, oceniali chłopaka,
który o wszystkim doniósł prasie. On nie był w porządku, ale brudne
mydło też pierze - powiedział prezydent Chądzyński.
Małgorzata Kozerawska
Źródło
|