| wstecz
Gliwice: Szefowa uciekła z pieniędzmi
(aut. Tomasz Głogowski, Gazeta
Wyborcza 13.06.2005; dps.pl 27.06.2005)
Edyta M., szefowa Centrum Opieki nad Chorym w Gliwicach, zlikwidowała
firmę i ulotniła się ze 110 tys. zł w kieszeni. Ciężko chorzy i
niepełnosprawni są przerażeni. Boją się, że teraz opiekunki przestaną
się nimi zajmować.
Edyta M. zatrudniała ponad 50 pracownic, które pomagały w codziennych
czynnościach ponad setce chorych. Ubierały ich, myły, podawały leki
i robiły zakupy. W miniony piątek kobiety zostały wezwane do siedziby
firmy. Tam dowiedziały się, że Centrum Opieki nad Chorym zostało
zlikwidowane, a ich szefowa Edyta M. zniknęła razem ze 110 tys.
zł. - Jakby piorun w nas strzelił. W ciągu kilku minut my i nasi
podopieczni zostaliśmy na lodzie - mówi jedna z opiekunek.
Centrum Opieki nad Chorym podpisało umowę na świadczenie usług
opiekuńczych z gminą i dostawało za to ponad 2 mln zł rocznie. W
firmie od dawna nie działo się jednak najlepiej. Kobiety skarżą
się, że musiały pracować na bandyckich warunkach, za byle jakie
pieniądze, bez ubezpieczenia, na przedłużane co jakiś czas umowy-zlecenia.
Wypłaty dostawały z dużym opóźnieniem, często na raty. Bały się,
że stracą pracę, więc siedziały cicho i potulnie. Kazano im nawet
podpisać zobowiązania, że będą pracowały do końca czerwca, ale bez
wynagrodzenia.
- Pieniędzy za maj nie widziałam do tej pory. Byłam potulna, bo
nie chciałam opuszczać pani, którą się opiekuję - mówi jedna z opiekunek.
Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach postanowił wczoraj ratować
sytuację. Opiekunki zapewniono, że do końca miesiąca zostaną zatrudnione
przez OPS. Co będzie dalej? Nie wiadomo.
Chorzy są przerażeni. Małgorzata Kosmala jest przykuta do łóżka.
Mieszka wspólnie z mamą, która choruje na Alzheimera. Obie kobiety
bez opiekunki nie dadzą sobie rady. - Ktoś musi pomóc mi wstać,
posadzić mnie na łóżku, nakarmić. Na szczęście pani, która się nami
zajmuje, powiedziała, że bez względu na to, co się wydarzy, będzie
do nas przychodzić - mówi smutnym głosem pani Małgorzata.
Wielu chorych i niepełnosprawnych zastanawia się, jak gmina mogła
do tego dopuścić. - Ktoś przecież powinien kontrolować działalność
Centrum - mówi Janina Stoksik, szefowa stowarzyszenia niepełnosprawnych
SON.
Marek Jarzębowski, rzecznik magistratu, zapewnia, że chorzy nie
zostaną bez opieki. Wczoraj w magistracie trwała gorąca narada.
Ustalono, że na razie opiekunki będzie awaryjnie zatrudniał OPS.
Potem ogłoszony zostanie nowy przetarg.
Gmina sprawdzi też, dlaczego ośrodek pomocy społecznej nie alarmował
wcześniej o krytycznej sytuacji w Centrum Opieki nad Chorym. |