| wstecz
Problem z kaplicą w bytomskim DPS
(aut. Witold Gałązka, Gazeta
Wyborcza 8.11.2004; DPS Forum 11.11.2004)
Władze Bytomia chcą zlikwidować kaplicę w Domu Pomocy Społecznej
Proboszcz Czesław Tepper jest w szoku, bo kierowniczka należącego
do miasta Domu Pomocy Społecznej dla upośledzonych psychicznie w
Bytomiu zapowiedziała mu, że zlikwiduje w gmachu kaplicę. - To mi
przypomina czasy stalinowskie... - ocenia werbista.
Na mszę do jadalni
Proboszcz Czesław Tepper jest w szoku, bo kierowniczka należącego
do miasta Domu Pomocy Społecznej dla upośledzonych psychicznie w
Bytomiu zapowiedziała mu, że zlikwiduje w gmachu kaplicę. - To mi
przypomina czasy stalinowskie... - ocenia werbista
Miejsce modlitwy 160 podopiecznych, spowiedzi, odprawiania mszy
świętej, przyjmowania komunii i kontemplacji przed Najświętszym
Sakramentem ukrytym w tabernakulum ma 124 lata i 132 m kw. Właśnie
przestronność kaplicy sprawiła, że dyrekcja domu chce przerobić
ją na pokoje mieszkalne dla pensjonariuszy. - Do końca 2006 r. straż
pożarna kazała nam wykonać program naprawczy tak, żeby w ośrodku
było bezpiecznie - usprawiedliwia się Jolanta Torbus, szefowa DPS
przy ul. Dworcowej 7 w centrum miasta.
Chorzy psychicznie ludzie śpią tu nawet w kilkunastoosobowych pokojach.
Jednak co najmniej połowa z nich regularnie korzysta z posługi religijnej,
którą w kaplicy sprawują za darmo ojcowie werbiści ze Wzgórza św.
Małgorzaty. - Doświadczenie duszpasterza w szpitalach i takich domach
mówi mi, że już samo przyjście do kaplicy, chwila modlitwy, kontakt
z duchownym, choćby pogłaskanie chorego przez księdza, działa podobnie
jak pomoc psychologa czy terapeuty - ocenia ks. Wiesław Grześkowiak,
rektor przełożony bytomskiego zgromadzenia werbistów.
Jakie zmiany planuje kierownictwo DPS? Dużo mniejsze pomieszczenie
na kapliczkę znajdzie się na trzecim piętrze. Ludzi na wózkach można
będzie tam wnosić na rękach. Tymczasem mszę świętą ksiądz odprawi
na dole w jadalni. Przy stołach ludzie będą się też spowiadać, bo
zniknie obecny konfesjonał. - Starsi spowiadają się bardzo głośno.
Nie będzie warunków do zachowania tajemnicy. Jak mam odprawić mszę
o siódmej, skoro o ósmej w jadalni już jest śniadanie? - pyta ks.
Tepper. - A szaty liturgiczne, a naczynia i sprzęty? Hostię mam
kłaść na zatłuszczonej śniadaniowej ceracie?
Pomysł zlikwidowania starej kaplicy, w której modliło się też wielu
mieszkańców śródmieścia, wzburzył wierzących bytomian. Na ostatniej
sesji radny Piotr Koj z prawicy zażądał wyjaśnień od prezydenta
Krzysztofa Wójcika z SLD. Koj uważa, że miasto zamierza pogwałcić
konkordat zawarty między Rzeczpospolitą a Watykanem, bo w umowie
zawarowano nienaruszalność miejsc kultu religijnego i cmentarzy.
- Po namyśle wstrzymaliśmy wszelkie działania do czasu aż uzgodnimy
je z kurią biskupią w Gliwicach. Kaplicę konsekrowano w 1880 r.
i to władze kościelne muszą zgodzić się na zmiany - przyznała wczoraj
Torbus.
Komentuje ks. prof. Remigiusz Sobański:
Czy zamiar usunięcia kaplicy podpada pod przepisy prawa kościelnego?
Zdecydowanie tak. Chodzi tu o autonomię sacrum, czyli miejsca świętego.
Każdy może zrobić sobie prywatny ołtarzyk, ale kościół, kaplica
i cmentarz to miejsca kultu Boga, które zostały ściśle wyznaczone
przez właściwego ordynariusza [biskupa - przyp. red.] w akcie erekcyjnym
i po wtóre przez "benedictio", czyli poświęcenie miejsca.
Samowolne naruszenie przestrzeni kaplicy to przestępstwo kościelne
zniszczenia miejsca świętego. Muszę przyznać, że w przeciwieństwie
do profanacji Najświętszego Sakramentu, prawo kanoniczne nie zna
na to sankcji. Natomiast prawnie i zwyczajowo zawsze zmiany budowlane
odbywają się tak, że władze świeckie proszą proboszcza, czyli gospodarza
miejsca, o uzgodnienie, a ten wysyła kapłana, który zatwierdza plan
przebudowy. W gmachach publicznych takie przenosiny są oczywiście
nieraz konieczne, ale nie wyobrażam sobie, by władze świeckie nie
zdawały sobie sprawy z powagi sacrum.
|