|
wstecz
"Tam nawet krzesła są pożyczone..."
- o WTZ w Katowicach
(aut. Monika Krężel, Trybuna
Śląska 7.02.2003, DPS Forum 12.02.2003)
Specjalna troska
Ojciec 21-letniego Sebastiana Popławskiego przyszedł do naszej
redakcji. Sebastian chodzi na warsztaty przy ul. Francuskiej 29
w Katowicach, zdobył wiele nagród w konkursach plastycznych. Aniołka
wykonanego z ceramiki wysłał nawet Jolancie Kwaśniewskiej. Pani
prezydentowa odpisała na list, dodając, że aniołek stoi w jej pokoju.
Pożyczone krzesła
- Warsztaty działają tam od czterech miesięcy, ale sytuacja jest
trudna. My malujemy pokoje, tam nawet krzesła są pożyczone - mówi
Stanisław Popławski. - A przecież jak firmy wymieniają sprzęt, to
może któraś przekazałaby nam ten stary?
Wychowawcy proszą o wszystko: stoliki, regały, krzesła. Dzisiaj
ojcowie sami malują pracownie, a mamy podrzucają wędliny czy ser
na kanapki.
Rodzice pomagają jak mogą. Jak dzieci pieką, gotują albo przygotowują
kanapki, to przynoszą z domu produkty. Ojcowie robią drobne naprawy,
mamy sprzątają. - Rodzice też mają niestety, trudną sytuację, większość
utrzymuje się z renty - mówi Stanisław Popławski.
W pomieszczeniach są stoliki i regały przekazane przez biblioteki,
jeden ze sklepów podarował farby. Gdy dzieci wyjechały w góry, miejscowy
gospodarz przyniósł im cały worek mąki.
Muszą mieć zawód
Uczestnicy warsztatów mają od 18 do 34 lat. Codziennie grupa około
20 osób przebywa na warsztatach terapeutycznych. Wszyscy z upośledzeniem
umiarkowanym. Skończyli szkoły specjalne, ale nie mogą uczestniczyć
w warsztatach terapii zajęciowej, gdzie pracuje się z dziećmi głęboko
upośledzonymi. Nie trafiają też do zawodowych szkół specjalnych,
gdzie uczą się dzieci z upośledzeniem lekkim.
- Można powiedzieć, że są w zawieszeniu. Po skończeniu szkoły nie
mają szans na znalezienie pracy, ale nie biorą też udziału w warsztatach
terapii zajęciowej. Tymczasem trzeba z nimi pracować, żeby nie zapomnieli
tego, czego wcześniej się nauczyli. Oni nie mogą siedzieć bezczynnie
w domu. Dzisiaj 30 procent absolwentów podstawowych szkół specjalnych
ma właśnie upośledzenie umiarkowane - wyjaśnia Sylwia Lich, prowadząca
zajęcia z rysunku i ceramiki. - Chcemy, by wyspecjalizowali się
w określonym zawodzie, na przykład ceramika. Mogliby pracować na
stanowiskach chronionych.
Teraz olimpiada
Warsztaty wraz z pracownią rehabilitacyjną prowadzi Stowarzyszenie
Wspomagania Twórczości i Rozwoju Osób Niepełnosprawnych "Unikat".
Młodzież ma zajęcia w pracowniach: komputerowej, rysunku, rękodzieła,
fotograficznej, grafiki. Młodzi ćwiczą czytanie i pisanie, uczą
się podliczać rachunki, załatwiać sprawy na poczcie. Rodzice korzystają
też z darmowej pomocy prawnej i socjalnej, bo czasami nie wiedzą,
jak załatwić urzędową sprawę.
Pracownia rehabilitacyjna i warsztaty terapeutyczne są finansowane
przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i PFRON. Pieniądze wystarczają
na zapłatę za czynsz, media, pensje dla wychowawców, zakup materiałów
na zajęcia. Nie ma na remonty, meble, wyjazdy dzieci na konkursy.
Tymczasem młodzież ma niesamowite zdolności, ich prace trafiają
na wystawy.
- Teraz chcemy wysłać sześć osób od nas na olimpiadę do Konina.
Prace będą oceniane w trzech kategoriach: rysunek, ceramika i haft.
Ale koszt wyjazdu jednej osoby to 250 złotych - wylicza Sylwia Lich.
- Staramy się teraz zebrać tę sumę.
Prace uczestników terapii znalazły się w specjalnym katalogu. Można
go było wydać dzięki dotacji z Fundacji Batorego. - Prosimy o każdą
pomoc, bo przyda się naprawdę wszystko. Jak startowaliśmy 10 lat
temu z pracownią przy ul. Kotlarza, to mieszkańcy przychodzili do
nas nawet z pojedynczymi krzesłami - opowiada Sylwia Lich.
Monika Krężel
Trybuna Śląska
|