| wstecz
Straszowice - co dalej ?
(aut. Anna Skowron, Gazeta
Wyborcza 12.10.2005; dps.pl 13.10.2005)
Przeczytaj pierwszy artykuł na temat sytuacji
w Straszowicach...
Co dalej z pacjentami zamkniętego domu spokojnej starości w Straszowicach
Po zamknięciu domu opieki przez prokuratora dziewięciu pensjonariuszy
trafiło na oddział wewnętrzny szpitala w Wołowie. Jednego z nich
rodzina już zabrała do domu, kolejny zmarł po przebytym udarze.
Wszyscy mieli wskazania do leczenia szpitalnego.
- Pensjonariusz straszowickiego ośrodka, który zmarł w szpitalu,
był w podeszłym wieku, po udarze - mówi Piotr Laska, dyrektor powiatowego
zespołu opieki zdrowotnej w Wołowie. Lekarze przebadali wszystkich
pensjonariuszy. - To ludzie starsi, bardzo schorowani, niektórzy
z problemami psychicznymi i chorobą Alzheimera. Niektórzy nie mówią,
więc kontakt z nimi jest utrudniony. Jeden miał zapalenie płuc.
Bez wątpienia opieka lekarska "z doskoku" tym pacjentom
nie wystarczy. Wymagają całodobowego nadzoru pielęgniarsko-opiekuńczego
- mówi dyrektor Laska. I podkreśla: - To na rodzinach ciąży obowiązek
sprawdzenia, w jakich warunkach będą przebywać ich bliscy.
Tymczasem w domu seniora Oaza w Straszowicach pielęgniarka przyjeżdżała
do pacjentów na wezwanie, a lekarz odwiedzał ich raz w miesiącu.
O wyżywienie dbały też rodziny chorych. - Przywozili ciasta, czasami
jakieś warzywa - mówi Dariusz T., szef placówki. Obiady były gotowane
na miejscu.
- Stała opieka medyczna to dodatkowe koszty. Nie udałoby się jej
zorganizować dla tak małej liczby osób za te pieniądze [pobyt kosztował
od 1 do 1,4 tys. zł - red.] - twierdzi Dariusz T.
Tymczasem przy wołowskim szpitalu, do którego trafili pensjonariusze,
działa zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy. Miesięczny pobyt kosztuje
1,2 tys. zł. Cena obejmuje nie tylko wyżywienie i całodobową specjalistyczną
opiekę, ale też pieluchy dla tych pacjentów, którzy ich potrzebują.Dariusz
T., szef Oazy: - Rodziny wiedziały, na jakie warunki mogą liczyć
ich bliscy. Niczego przed nimi nie ukrywaliśmy. Zresztą nie prowadziliśmy
typowego domu opieki, tylko dom pobytu - dodaje. Rzeczywiście, kilku
krewnych pensjonariuszy straszowickiego domu zgłosiło się już do
prokuratury. Uważają, że ich bliskim nie działa się krzywda, a interwencja
była zbędna.
Innego zdania był prokurator, który pod koniec września wkroczył
do straszowickiego ośrodka z policją i zdecydował o przewiezieniu
pensjonariuszy do szpitala w Wołowie. Okazało się, że placówka nie
była zarejestrowana w specjalnym spisie prowadzonym przez Urząd
Wojewódzki. Żeby uzyskać wpis na tę listę, zakład opieki musi spełniać
określone standardy, zatrudniać personel medyczny i innych pracowników.
Dom seniora w Straszowicach tych warunków nie spełniał.
Dariusz T. mówi, że pensjonariuszami zajmowali się członkowie jego
Stowarzyszenia Pomocy Ludziom Starym "Oaza" i wolontariusze:
- Pomagaliśmy ludziom przewlekle chorym i niedołężnym, którzy mają
problemy z samodzielnym funkcjonowaniem w społeczeństwie, a w najbliższym
czasie nie mają szans na miejsce w państwowym domu opieki - tłumaczy.
- Ci ludzie byli ze sobą związani i przyzwyczajeni do opiekunów
- podkreśla.
Prokurator postawił szefowi placówki zarzut narażenia dziewięciu
pensjonariuszy na utratę zdrowia. Dariusz T. prawdopodobnie nie
powróci do prowadzenia domu seniora. - Nie ma sensu tego odbudowywać
- mówi.
Po zakończeniu leczenia w wołowskim szpitalu pacjenci będą wypisywani
do domów. Odbiorą ich rodziny.
Przeczytaj pierwszy artykuł na temat sytuacji
w Straszowicach... |