| wstecz
Nielegalny dom pomocy w Straszowicach
(aut.Renata Grochal, Gazeta
Wyborcza 30.09.2009, dps.pl 10.10.2005)
Straszowice - co dalej ? - przeczytaj...
W Straszowicach pod Wołowem (Dolnośląskie) przez kilka lat działał
nielegalny dom spokojnej starości. Pensjonariusze nie mieli stałej
opieki medycznej. Niedawno wkroczyła tam policja...
Najpierw był anonimowy telefon do Wydziału Opieki Społecznej Dolnośląskiego
Urzędu Wojewódzkiego. Paweł Czuma, jego rzecznik: - Mężczyzna opowiedział,
że w tym domu maltretuje się pensjonariuszy, są straszne warunki
sanitarne, a ludzie są przetrzymywani wbrew własnej woli.
Na miejsce pojechał prokurator, pracownicy opieki społecznej i
policjanci.
Ryszard Ossowski, zastępca prokuratora rejonowego w Wołowie: -
Zastaliśmy dziewięcioro pensjonariuszy w podeszłym wieku, zniedołężniałych.
Kilkoro z nich w ogóle nie rusza się z łóżka. Wyglądali, jakby byli
na środkach psychotropowych. Brakowało jakiejkolwiek dokumentacji
medycznej. Leki ordynował im prawdopodobnie sam właściciel, z wykształcenia
inżynier ekonomiki rolnictwa.
W pokoju właściciela posesji prokurator znalazł trzy worki na śmieci
wypełnione lekami psychotropowymi.
W domu nie było żadnej pielęgniarki ani kucharki, a jedynie brat
szefa i jego konkubina. Brat stwierdził, że przyjechał odpocząć,
a kobieta zapewniała, że nie zajmuje się domem.
Małgorzata Siuba z opieki społecznej: - Przez kilka godzin próbowaliśmy
skontaktować się z człowiekiem prowadzącym ten dom. Najpierw mówił,
że miał awarię samochodu. Ale gdy policjanci po niego pojechali,
to go nie było. Później w rozmowie telefonicznej powiedział, że
jest już we Wrocławiu i nie może przyjechać.
Dlatego prokurator zdecydował, że trzeba przewieźć pensjonariuszy
do szpitala.
Jerzy Sawko, ordynator oddziału wewnętrznego szpitala w Wołowie:
- To są ludzie cierpiący na demencję starczą i chorobę Alzheimera.
Kontakt z nimi jest utrudniony. Niektórzy nie mówią. Są wyniszczeni,
niedożywieni. Ale mogły to spowodować choroby, bo tacy ludzie często
nie chcą jeść. Gdy do nas przyjechali, byli dość czyści, bez odleżyn.
Jeden miał zapalenie płuc. Już wcześniej był naszym pacjentem. Ale
rodzina zabrała go ze szpitala, twierdząc, że może brać leki w domu
spokojnej starości.
- Co z nimi teraz będzie? - pytamy.
- Pewnie zabiorą ich rodziny - mówi doktor Sawko.
Ale kilku krewnych pensjonariuszy straszowickiego domu było już
w prokuraturze z pretensjami, że interwencja nie była potrzebna.
Dariusz Bogaczyk, którego ojciec od trzech lat mieszkał w Straszowicach:
- W tym domu były naprawdę lepsze warunki niż w większości placówek
państwowych. A na miejsce w państwowym domu opieki czeka się trzy
lata. W Straszowicach każdy z pensjonariuszy miał swój pokój, na
piętrach były łazienki przystosowane dla niepełnosprawnych. Raz
w miesiącu przychodził tam lekarz. Pielęgniarki chyba nie było.
Ojciec prawie nie mówi, więc nie wiem, czy miał jakieś uwagi do
opieki.
Dariusz Bogaczyk płacił miesięcznie około 1500 zł za pobyt ojca
w domu spokojnej starości. Ale placówki w Straszowicach nie ma w
specjalnym rejestrze w urzędzie wojewódzkim. Ma za to swoją stronę
w internecie, na której oferuje opiekę nad starszymi osobami. -
Ten dom działał nielegalnie - mówi Paweł Czuma z DUW. - Żeby się
zarejestrować, trzeba spełniać określone warunki, zatrudniać personel
medyczny i innych pracowników.
W piątek prokurator postawił szefowi placówki Dariuszowi T. zarzut
narażenia dziewięciu pensjonariuszy na utratę zdrowia. Mężczyzna
nie przyznał się do winy. Wyjaśnienia złoży dopiero po konsultacji
z adwokatem. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
Wcześniej, w latach 2001-2003, prowadził w Straszowicach rodzinny
dom dziecka. Wychowywał czworo dzieci. Ale jego małżeństwo się rozpadło
i dzieci trafiły do innych rodzin. Dariusz T. zapewnia, że pensjonariusze
mieli dobrą opiekę. Nie zarejestrował domu opieki, bo prowadzi stowarzyszenie
i nie wiedział, że powinien zarejestrować też dom seniora. - Na
co dzień pensjonariuszami zajmują się członkowie mojego stowarzyszenia
- mówi. - Jest wśród nich pielęgniarka. Mamy też lekarza rodzinnego,
który przyjeżdża na wezwanie. W środę też byli dwaj opiekunowie
- mój brat i jego konkubina. Ale policja i prokurator tak ich sterroryzowali,
że bali się przyznać, że zajmują się pensjonariuszami.
Straszowice - co dalej ? - przeczytaj...
|