|
wstecz
Kaleki chłopak nie może doczekać
się odszkodowania
(aut. Marzena Szwaczko, Gazeta
Wyborcza 5.02.2003; DPS Forum 9.02.2003)
Tomek spędza życie wbity w dziecinny
wózek inwalidzki, bo inny nie zmieściłby się w drzwiach jego domu.
Jest ofiarą wypadku drogowego, 100-procentowym - jak mówią lekarze
- kaleką. Ale jest też ofiarą firmy ubezpieczeniowej, która zamiast
odszkodowania przysłała mu "krzepiący" list.
Życie dwudziestoletniego Tomka zmieniło się w piekło dwa i pół
roku temu. W sierpniu 2000 r. w Narwi prowadzony przez Białorusina
mercedes wymusił pierwszeństwo i uderzył w motor, którym jechał
Tomek. Chłopak ze stłuczeniem pnia mózgu i krwiakiem trafił na oddział
intensywnej terapii do szpitala w Hajnówce. Do października był
w stanie śpiączki. Przeszedł dwustronną trepanację czaszki, pięć
operacji nóg.
To był koszmar
- On nie mówił, nie mógł nic sam zrobić, trzeba go było uczyć jeść
i pić - opowiada matka Tomka. - Wszystkie stawy poszły, nie zginał
rąk, nie siedział, był sztywny jak kłoda. W wyniku uszkodzenia nerwu
środkowego co chwila zlewał się potem. Lekarz, gdy zobaczył zdjęcia
jego nóg, powiedział, że nie podejmie się takiej operacji. To był
koszmar, lekarze stwierdzili 100 proc. utraty zdrowia.
Teraz Tomek nadal jest przykuty do wózka, uwięziony we własnym
domu. Nadal nie panuje nad odruchami, ma trudności w mówieniu, niedowidzi,
rzadko udaje mu się stanąć o własnych siłach.
Sprawca wypadku został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu,
Tomek - na dożywotnie leczenie, rehabilitację i ciągły ból fizyczny.
Cały ciężar opieki nad nim spadł na barki rodziców.
Opiekuńcze skrzydła ubezpieczyciela
Za usunięcie skutków wypadku odpowiada firma ubezpieczająca sprawcę.
W tym przypadku jest to CIGNA STU SA, w której Białorusin wykupił
OC. Sprawą "zajął się" oddział lubelski towarzystwa. To
jego zadaniem było przeprowadzenie likwidacji szkody, co oznacza,
że - prócz rekompensaty za zniszczony kompletnie motor - chłopak
powinien dostać odszkodowanie adekwatne do stopnia utraty zdrowia.
Zgodnie z prawem towarzystwo ma na to 30 dni.
Na wypłatę 1200 zł za motor czekał osiem miesięcy. Pierwszą zaliczkę
na poczet odszkodowania - 5 tys. zł - dostał po ponad roku od wypadku,
w październiku 2001 r. Monity i prośby rodziców o kolejne pieniądze,
niezbędne do życia ich synowi, zdały się na niewiele - firma stale
coś obiecywała, zwodziła, zapowiadała nawet, że ktoś wpadnie do
Narwi. Na obietnicach się skończyło.
W sierpniu 2002 r. zdeterminowani rodzice zwrócili się o pomoc
do białostockiego oddziału Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w
Wypadkach i Kolizjach Drogowych "Alter Ego".
- Ci ludzie zostali pozostawieni kompletnie samym sobie z ich nieszczęściem
- mówi Andrzej Jaworski, dyrektor oddziału regionalnego Alter Ego.
- Sami płacili za wszystko - lekarstwa, rehabilitację. My zebraliśmy
całą dokumentację medyczną, odpowiednie zaświadczenia, zbadaliśmy
sytuację finansową Tomka, jego stan psychofizyczny i skierowaliśmy
go na badania do współpracujących z nami specjalistów z listy biegłych
sądowych. To oni opisali w opinii związki przyczynowo-skutkowe stanu
zdrowia mężczyzny z wypadkiem i ocenili stopień utraty zdrowia.
Na tej podstawie Alter Ego już we wrześniu wystąpiło do ubezpieczalni
o wypłatę ponad 200 tys. zł zadośćuczynienia, rent - wyrównawczej,
na zwiększone potrzeby, opiekę i przystosowania zawodowego, a także
zwrot kosztów zmian adaptacyjnych w mieszkaniu.
Po pierwszych interwencjach stowarzyszenia w październiku na konto
Tomka wpłynęło 10 tys. - w sumie CIGNA jak dotąd zapłaciła mu jedynie
17 tys. zł tytułem odszkodowania.
Alter Ego nie ustępowało, naciskało, by ktoś z firmy pofatygował
się do Narwi i przyjrzał się faktycznej sytuacji ofiary wypadku.
Album na święta
Wreszcie po blisko trzech latach, w grudniu minionego roku, u Tomka
pojawiło się dwóch przedstawicieli firmy. Co oczekujący na finansowe
wsparcie chłopiec dostał "na Gwiazdkę" od CIGNY ? Kuriozalny
list: "Łącząc się z Panem w bólu i cierpieniach (...) pragnę
Panu życzyć powrotu do zdrowia i radości życia. Przepraszam za tak
długą procedurę likwidacji i tylko częściowe sukcesywne przekazywanie
bezspornych świadczeń (...). Pozwalam sobie przekazać na Pana ręce
album KENIA będący efektem pasji Pana Tomasza Gudzowatego [udziałowca
CIGNY - przyp. red.] - jaką jest fotografia zwierząt i przyrody
Afryki. Serdecznie i gorąco pozdrawiam". Potem są świąteczne
życzenia, pod którymi podpisał się dyrektor oddziału lubelskiego
Andrzej Bukowski. Przedstawiciel obiecał, że pieniądze wpłyną w
ciągu tygodnia. Nie wpłynęły.
- Zaczęła się zabawa w głuchy telefon - mówi Andrzej Jaworski.
- Wreszcie skierowaliśmy sprawę do zarządu. Po miesiącu dostaliśmy
informację, że zarząd podjął decyzję o wypłacie Tomkowi 33 tys.
zł. To ciągle kropla w morzu potrzeb. Te pieniądze i tak nie zwrócą
mu utraconego zdrowia. To proteza jego życia.
Mówi Piotr Kaczanowski, członek zarządu Towarzystwa CIGNA STU SA
w Warszawie:
Osobiście objąłem nadzór nad tą sprawą i będą ją monitorował na
bieżąco. Wystawiłem też bardzo krytyczną opinię na temat postępowania
w tej sprawie oddziału lubelskiego. Opieszałość, z jaką ją załatwiał,
jest niedopuszczalna. Ten młody człowiek już dawno powinien otrzymać
dużo większe pieniądze - biorąc pod uwagę rozmiar jego krzywdy i
naszą niewątpliwą odpowiedzialność gwarancyjną. Dlatego też podjąłem
decyzję o natychmiastowym wypłaceniu mu 33 tys. zł tytułem kolejnej
zaliczki na poczet zadośćuczynienia. Te 50 tys. zł - w sumie - jest
w mojej ocenie absolutnie bezsporne i niezbędne, by pan Tomasz mógł
wracać do w miarę normalnego życia. Zresztą ta sprawa nie zamknie
się po dwóch czy trzech latach. Jak długo będą pojawiały się koszta
- sprzętu rehabilitacyjnego, lekarstw, dowozów itp., tak długo będziemy
te roszczenia realizować. Oddział lubelski dostał bardzo szczegółowe
wytyczne, z których co tydzień ma składać sprawozdanie. Dostał też
polecenie ustalenia podstaw do renty.
Jaka będzie ostateczna wysokość zadośćuczynienia - będzie wiadomo
dopiero wyjaśnieniu wszystkich okoliczności. Nie ulega wątpliwości,
że winę za spowodowanie wypadku ponosi nasz ubezpieczony, ale musimy
brać pod uwagę wszystkie okoliczności, w tym ewentualne przyczynienie
się poszkodowanego np. poprzez zbyt dużą szybkość.
aut. Marzena Szwaczko
Gazeta Wyborcza
|