| wstecz
Poparzona Ola od miesiąca czeka
na ustanowienie opiekuna prawnego
(aut. Agnieszka Drabikowska; Gazeta
Wyborcza 25.08.2003; DPS Forum 1.09.2003)
Poparzona Ola z kieleckiego domu dziecka od miesiąca czeka na decyzję
sądu o ustanowieniu opiekuna prawnego. - Gdyby coś się stało i konieczny
byłby zabieg, mam związane ręce - mówi dyrektor domu dziecka.
Tragiczne losy trzyletniej Oleńki zna cała Polska. Rok temu rodzice
zostawili ją w domu bez opieki i wtedy wybuchł pożar. Od niedopałka
papierosa zapaliło się łóżeczko i sukienka, w którą była ubrana.
W ciężkim stanie trafiła do szpitala. Przez pierwsze dni lekarze
walczyli o jej życie. Udało się, ale na ciele drobnej, małej dziewczynki
zostały rozległe blizny. W listopadzie ub.r. Ola trafiła do Domu
Dziecka przy ul. Toporowskiego w Kielcach. Dyrektor placówki Zofia
Wesołowska postanowiła zrobić wszystko, aby ciało dziewczynki znów
było piękne. Poprzez media zaapelowała o pomoc dla Oli. Odzew był
ogromny - na konto dziewczynki wpłynęło prawie 2,5 miliona złotych.
Dzięki nim Ola przeszła dwie operacje plastyczne w szpitalu dziecięcym
w Krakowie-Prokocimiu.
23 lipca w kieleckim Sądzie Okręgowym zapadły ważne decyzje w życiu
Oli. Sąd nie uwzględnił apelacji jej rodziców, którzy w marcu zostali
pozbawieni praw rodzicielskich przez Sąd Rejonowy w Staszowie. Oznacza
to, że Ola już do nich nie wróci. Sześć dni później dyrektor domu
dziecka złożyła do sądu rodzinnego w Kielcach wniosek o ustanowienie
opiekuna prawnego dla Oli. Wyznaczyła Agnieszkę Bernatek, wychowawczynię
dziewczynki, która jeździ z nią na wszystkie zabiegi.
Tymczasem sąd do tej pory nie podjął decyzji w tej sprawie. - W
sądzie powiedziano mi, że jest sezon urlopowy. 17 września ma wrócić
z urlopu pani sędzia wyznaczona do tej sprawy i zapewniono mnie,
że jak najszybciej ją rozpatrzy - mówi Wesołowska.
Dziwi się, że musi to trwać tak długo. - Przecież zabierze to w
sumie pięć minut, gdy opiekun złoży przysięgę przed sądem, a sąd
wystawi dokument - podkreśla. Dodaje, że w przypadku Oli to ważne,
aby jak najszybciej miała opiekuna. - Gdyby tylko coś się stało,
konieczny byłby zabieg czy wyjazd za granicę, ja mam związane ręce.
Musi być zgoda opiekuna prawnego - tłumaczy.
Artur Adamiec, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach, nie widzi w
tym nic złego.
- Sąd musi zgromadzić całość dokumentów z akt sprawy Sądu Rejonowego
w Staszowie i Sądu Okręgowego w Kielcach. Ma wydać ważną decyzję
w życiu dziecka i musi to być decyzja przemyślana - komentuje. |