| wstecz
Konflikt w opolskim DPS dla Kombatantów
(aut. Jakub Sobik, Gazeta
Wyborcza 13.06.2004; DPS Forum 14.06.2004)
- Dyrektor traktował mnie lekceważąco, a potem niesłusznie wyrzucił
z pracy - mówi Helena Kleppert o Leszku Krzyżanowskim, dyrektorze
Domu Pomocy Społecznej dla Kombatantów, który zwolnił też kilkunastu
innych pracowników, którzy wcześniej wstawili się za poprzednią
dyrektorką. Dyrektor zaprzecza zarzutom.
- Pracowałam na stanowisku dietetyka, ale kiedy wróciłam po chorobie
do pracy, dyrektor kazał mi pracować w kuchni. Przyniosłam zaświadczenie
od lekarza, że nie mogę dźwigać ciężkich rzeczy, więc mnie zwolnił
- opowiada pani Helena. - Nie ma też żadnego szacunku dla innych.
Na przykład, gdy pod moją nieobecność kazał przenieść moje biuro
do innego pomieszczenia, przy przenoszeniu biurka wysypały się moje
prywatne rzeczy, a torebki musiałam gdzieś szukać na korytarzu -
mówi pani Helena.
Na jej stanowisku pracuje już inna osoba.
- Ponieważ musimy obniżać koszty, nie mogłem sobie pozwolić na
zatrudnianie osoby tylko od układania menu. Musi ona też wziąć na
siebie inne obowiązki - i kucharki, i obowiązki kierownika sekcji
żywienia. I takim obowiązkom sprostała nowo przyjęta pracownica
- tłumaczy Krzyżanowski. - Co do przeprowadzki, była ona z nią uzgodniona.
Na pewno też nie traktowałem nikogo z pogardą. Najwyżej egzekwowałem
od pracowników ich rzetelną pracę - dodaje.
Będą się sądzić
Od przyjścia Krzyżanowskiego do DPS zwolnionych zostało lub odeszło
z własnej woli 15 osób. Wszyscy oni bronili poprzedniej dyrektorki
Barbary Bednarz przed zarzutami kontroli z Urzędu Miasta, byli m.in
podpisani pod listem do prezydenta miasta w tej sprawie. Większość
z nich twierdzi, że zwolnienia mają z nią ścisły związek. - Nawet
ci, którzy odeszli z własnej inicjatywy, tak naprawdę zostali do
tego zmuszeni. Panuje tam bowiem atmosfera szantażu i zastraszania.
Ciekawe, że wszyscy, co odeszli, wspierali poprzednią dyrektorkę
- mówi jedna ze zwolnionych osób, pragnąca zachować anonimowość.
Cztery spośród zwolnionych osób założyły w sądzie pracy sprawę
o niesłuszne zwolnienie.
Dyrektor nie zgadza się z zarzutami byłych pracowników. - W pierwszej
kolejności zostały zwolnione osoby w wieku emerytalnym, które pracując,
jednocześnie pobierały emeryturę. A że zwolnienia musiały nastąpić,
to uznałem, że lepiej zwolnić je niż młodych. Niektóre osoby nie
wypełniały też dobrze swoich obowiązków. Nie rozumiały, że organizacja
się zmienia i dostają jakieś inne nowe zadania - tłumaczy. - A o
liście do prezydenta nie miałem pojęcia, oceniałem pracowników wyłącznie
merytorycznie. Zresztą nawet związki zawodowe ich nie broniły.
Szefem związku zawodowego w DPS przy ul. Chmielowickiej jest Małgorzata
Sagan, która jednocześnie piastuje stanowisko kierowniczki sekcji
opiekunek pokojowych i pielęgniarek. - Ja nie mieszam się do pracy
związków - ucina Krzyżanowski.
Sagan natomiast uważa: - Żadna ze zwolnionych osób nie zwróciła
się do nas o opinię, więc ich nie wydaliśmy.
Mimo zwolnień kilka nowych osób zostało zatrudnionych w DPS. -
Do nowych zadań stojących przed nami. Zresztą część z nich jest
tu tylko na stażach i robotach publicznych, za co płaci urząd pracy
- tłumaczy dyrektor.
Jak w zegarku
Zadowoleni z nowego dyrektora są natomiast pensjonariusze domu.
- Nic mi tu nie brakuje, a wszystko chodzi jak w zegarku. Pan dyrektor
jest dla wszystkich bardzo miły i uczynny, z załatwieniem czegokolwiek
nie ma żadnego kłopotu - mówi Aleksander Nawrot.
- Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Jest czysto, dostajemy
wszystko na czas, obsługa doskonała - dodaje Krystyna Abramowicz.
Zdecydowana większość pytanych przez nas mieszkańców domu jest podobnego
zdania. |