| wstecz
Wrocław: oszustwa na szkodę PFRON
(aut. Marcin Rybak, Gazeta
Wyborcza 13.11.2003; DPS Forum 20.11.2003)
Śledztwo w sprawie oszustw na szkodę Funduszu Rehabilitacji Osób
Niepełnosprawnych
Staruszka sprzedała córce maszynę hafciarską za pół miliona złotych.
Urządzenie najprawdopodobniej miało wartość złomu. Pieniądze na
transakcję pochodziły z kieszeni podatników. Dokładniej z Państwowego
Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, który sfinansował
zakup, bo córka przekonała PFRON, że dzięki niemu utworzy 14 miejsc
pracy dla niepełnosprawnych. I to z najwyższą grupą inwalidzką.
Złom za pół miliona
Córka - Teresa U. - jest właścicielką niewielkiej wrocławskiej
firmy. Od dziesięciu lat ma status Zakładu Pracy Chronionej. W zamian
za ulgi podatkowe zatrudnia niepełnosprawnych.
Transakcja Teresy U. z 78-letnią matką przeprowadzona została w
grudniu 1998 roku. Były również inne zakupy finansowane przez PFRON
- w sumie na prawie dwa miliony złotych.
Transakcje bada wrocławska prokuratura. Teresa U. jest aresztowana.
Oprócz niej zarzuty przedstawiono rzeczoznawcy, który wyceniał maszynę.
Rzeczoznawca przyznał w śledztwie, że takie urządzenie widział pierwszy
raz w życiu i podał cenę, jaka pasowała Teresie U.
Jak ustaliła prokuratura, maszyna hafciarska, za którą PFRON zapłacił
pół miliona złotych, kilka lat wcześniej została sprowadzona do
Polski za 22 tysiące (w tym podatki i cło). Po dwóch latach właściciel
sprzedał ją za 4 tysiące, a nowy właściciel po jakimś czasie zezłomował.
Nie wiadomo, jak złom trafił do matki Teresy U.
Paskarskie ceny dla PFRON
Aferę wykrył Urząd Kontroli Skarbowej. Większość urządzeń Teresie
U. sprzedała firma specjalizująca się w handlu maszynami do haftowania.
Podejrzenia urzędników wzbudziły ceny. Zauważyli, że ceny urządzeń
finansowanych przez PFRON były znacznie wyższe niż ceny takich samych
maszyn sprzedawanych prywatnym odbiorcom. W jednym wypadku firma
sprzedała Teresie U. urządzenie z 205-proc. marżą.
W ostatnich dniach prokuratura postawiła kolejne zarzuty w tej
sprawie. Nowi podejrzani to dwaj wrocławscy biznesmeni. Firma Teresy
U. kupiła u nich dwie kserokopiarki. Podobnie jak w przypadku maszyn
hafciarskich, pieniądze na transakcję pochodziły z PFRON-u. Zdaniem
prokuratury cena tych urządzeń została znacznie zawyżona.
Kto to sprawdzi
- Od dziesięciu lat żadna firma nie chciała zatrudniać osób tak
ciężko poszkodowanych - chwali Teresę U. Genowefa Sikora, kierownik
Miejskiego Ośrodka Zatrudnienia i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
To właśnie do tego Ośrodka trafiły pieniądze PFRON-u i jego pracownicy
decydowali o przeznaczeniu ich na zakup urządzeń w firmie Teresy
U. - To była refundacja kosztów tworzenia miejsc pracy dla niepełnosprawnych
- wyjaśnia Genowefa Sikora. Jak mówi pani kierownik, przepisy nie
nakazują urzędnikom sprawdzania, czy owe koszty nie są przesadnie
wysokie. Wystarczy, kiedy firma zadeklaruje, że zatrudni niepełnosprawnych.
Może wtedy dostać z PFRON-u pieniądze na zakup potrzebnych urządzeń.
Urzędnicy decydujący o wypłacaniu pieniędzy nie sprawdzają, jaka
jest rzeczywista wartość urządzenia.
Tylko w niektórych przypadkach wymagana jest wycena rzeczoznawcy,
ale rzeczoznawcę powołać musi zainteresowana dotacją firma.
Babcia dla ubogich
Teresa U. nie przyznaje się do winy. Jak twierdzi, nie ma dowodów
na to, że maszyna, którą kupiła od matki, to ta sama, którą wcześniej
inna firma zezłomowała. - Teściowa kupiła tę maszynę z ogłoszenia
- przekonuje mąż pani Teresy. - Chciała założyć firmę. Nie wiem,
ile za nią zapłaciła. Może sprzedała nam ją z zyskiem.
Mąż Teresy U. uczestniczył w transakcji jako pełnomocnik staruszki.
Pieniądze trafiły na jej konto bankowe. Później - jak mówi - w kilku
ratach wybrał gotówkę i zaniósł teściowej. Co ona zrobiła z pół
milionem złotych, nie wiadomo.
- Babcia mogła trzymać te pieniądze na czarną godzinę - dodaje
wnuczek staruszki. - Babcia ubogich wspierała.
|