|
wstecz
Łódzki duszpasterz niesłyszących
pomagał wręczyć łapówkę
(aut. J. Bilińska, K. Pastuszko,
S. Jastrzębowski ;Dziennik Łódzki - Wiadomości; 5.10.2002, DPS Forum
- 9.10.2002)
Ksiądz, który kochał zbyt wielu
W łódzkich parafiach połączył węzłem małżeńskim 500 par, udzielił
chrztu ponad 2000 dzieci, pochował ponad 1500 osób. Na pielgrzymkach
było z nim kilkadziesiąt tysięcy osób. Znają go niemal wszyscy najważniejsi
ludzie w tym mieście. Znają go też jego parafianie, a przede wszystkim
niesłyszący, których jest duszpasterzem.
Za opiekę nad nimi, akcje charytatywne na rzecz potrzebujących
czytelnicy, słuchacze i telewidzowie nagrodzili go zaszczytnym tytułem
Łodzianina Roku 2001. Nikt nie miał wątpliwości, że to słuszny wybór.
Wszyscy wiedzieli, że ksiądz Piotr jest człowiekiem, który nigdy
nie odmawia pomocy.
Od kilku dni media piszą o nim ksiądz Piotr T., po tym jak prokuratura
postawiła mu zarzut pomocy przy wręczeniu łapówki
O jedną pomoc za dużo?
W minioną sobotę ksiądz Piotr został zatrzymany przez oficerów
Centralnego Biura Śledczego. Przez sześć godzin składał wyjaśnienia.
Postawiono mu zarzut pomocy przy wręczeniu łapówki przez rodzinę
biznesmenów G. aresztowanemu i zawieszonemu obecnie szefowi Izby
Skarbowej Lechowi M.
Ksiądz znał państwa G. od dwóch lat. Ci wiele razy wspomagali jego
podopiecznych. W ramach wdzięczności poznał ich z dyrektorem izby.
Ksiądz Piotr złożył obszerne wyjaśnienia i przyznał się do stawianego
zarzutu. Dzięki temu prokuratura nie wystąpiła do sądu z wnioskiem
o tymczasowe aresztowanie. Zabrano mu jednak paszport i nakazano
wpłacenie 40 tysięcy zł kaucji. Nie miał takiej kwoty. Brakowało
mu 15 tysięcy złotych.
Pomoc obiecała Kuria Archidiecezji Łódzkiej. Nie było jednak takiej
potrzeby. Brakujące pieniądze zebrali przyjaciele księdza. Od lat
mogli liczyć na jego pomoc, teraz czas przyszedł na nich.
Nie zostawimy go w potrzebie - deklarują.
Pytają jednocześnie, jak mogło dojść do takiej sytuacji? Dlaczego
nie przewidział, o co chodziło państwu G., kiedy prosili o kontakt
z szefem skarbówki?
Koledzy z miasta
Od tygodnia wszyscy mówią o księdzu Piotrze. Wielu zaczęło żałować
tej znajomości. Jego życiorys jest dzisiaj przez nich wnikliwie
analizowany. W czasie spotkań przerzucają się pikantnymi szczegółami
na ten temat.
Dla niektórych, jak twierdzą, było szokiem, że ksiądz, podobnie
jak z nimi, utrzymywał kontakty z ludźmi ze świata przestępczego.
Inni nie widzą w tym żadnych rewelacji, wiedzieli, że Piotr urodził
się i wychowywał przy Piotrkowskiej.
Z czasów dzieciństwa pochodzi duża część jego znajomości z tak
zwanymi chłopcami z miasta. Z niektórymi po prostu bawił się na
podwórku. Później ich drogi się rozeszły, ale ksiądz nie wypierał
się tych znajomości.
To mogło budzić zdziwienie wielu osób. Kilku kryminalistów powiedziało
o nim na przesłuchaniach kapelan naszego pionu. Trudno dziś dociec,
czy w tym stwierdzeniu było więcej ironii, czy szacunku.
Ksiądz Piotr pochował na przykład zastrzelonego w Wigilię 1997
roku Ireneusza J. ps. Gruby Irek jednego z szefów łódzkiego półświatka.
Na pogrzebie zebrała się cała śmietanka z województwa i nie mniej
tajniaków, którzy pilnie obserwowali obecnych.
W 1999 roku, na krótko przed zatrzymaniem bossów łódzkiej mafii,
w telewizji wyemitowano reportaż z pielgrzymki do Ziemi Świętej,
zorganizowanej przez księdza Piotra. Obok księdza krzyż niósł Krzysztof
Jędrzejczak, ps. Jędrzej, obecnie najbardziej poszukiwany przestępca
w Polsce, który uciekł w maju z własnego procesu z Sądu Okręgowego
w Łodzi.
Obok Jędrzeja po ulicach Jerozolimy kroczył pielgrzym Tadeusz
M., ps. Tato skazany w ubiegłym miesiącu w procesie łódzkiej ośmiornicy
na dziesięć lat więzienia.
Nazwisko księdza Piotra znajdowało się w kilku telefonach komórkowych
zatrzymanych w czerwcu 1999 roku członków łódzkiej ośmiornicy.
To byli moi koledzy z podwórka. Dawałem im śluby, chrzciłem dzieci.
Niektórym na stare lata udzielałem bierzmowania. Jestem księdzem,
to moja powinność. Kiedy zabierałem ich na pielgrzymkę, w Łodzi
uchodzili za szanowanych biznesmenów opowiada ksiądz Piotr.
Przebił mury ciszy
Jeszcze w seminarium nauczył się języka migowego. Dzięki temu resztę
swojego życia kapłańskiego poświęcił niesłyszącym.
Chciałem robić coś dobrego dla innych wspomina. Moim powołaniem
stało się przebijanie murów między światem ciszy i ludzi słyszących.
Moja rodzinna parafia to kościół Podwyższenia Świętego Krzyża. Tu
uczyłem się religii, tutaj odprawiam msze święte i pomagam wiernym
po dziś dzień.
Po uzyskaniu magisterium w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim trafił
do parafii w Witoni, a potem w Piotrkowie Trybunalskim. Do Łodzi
przyjechał w 1991 roku.
Rozpoczął pracę duszpasterską w parafii, jednocześnie prowadził
katechezy w Specjalnym Ośrodku dla Dzieci Niesłyszących przy ul.
Krzywickiego.
Co dzień spotykał się z rodzinami niesłyszących i ich problemami.
W końcu nikt nie musiał mu już opowiadać, że nie ma za co kupić
dzieciom kurtek na zimę, książek, zapłacić za obiad w szkole.
Ksiądz Piotr wszystko potrafił załatwić. Wyjazd w góry lub nad
morze to dla kieszeni niesłyszących i często niepracujących rodziców
było nierealne marzenie. Ale nie dla księdza. Otwierał serca i portfele
wielu ludzi jednym spojrzeniem.
Od ośmiu lat dzieci spędzają wakacje letnie w Trzęsaczu, a zimowe
w Białym Dunajcu. Wkrótce otwarte zostanie budowane z jego inicjatywy
Centrum Pomocy Niesłyszącym, w którym trzy tysiące dzieci znajdzie
pomoc specjalistyczną. Pieniądze na centrum ksiądz Piotr zbierał
ponad rok. Pomogło mu wiele osób.
Przekroczył granice?
Nikt nie umie podać liczby osób, którym ksiądz pomógł. Ilu ludzi
przez dwadzieścia lat chodziło z nim w pielgrzymkach do Częstochowy,
ile zabrał do Rzymu i Ziemi Świętej. Ilu osobom pomógł przetrwać
trudne życiowe chwile.
Nikt nie potrafi wymienić także wszystkich ludzi, z jakimi utrzymuje
kontakty. Nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego doszło do zatrzymania
księdza Piotra.
Żeby pomagać ludziom, czasami trzeba wejść w mysią dziurę, aby
załatwić pieniądze. Piotr to potrafi jak nikt z nas. Może przekroczył
granicę, której nie powinien mówi jeden z jego kolegów księży.
Ksiądz Piotr był jednym z niewielu łódzkich duchownych, który dobre
kontakty miał niemal ze wszystkimi. To politycy od prawa do lewa,
biznesmeni więksi i mniejsi, artyści i dziennikarze. Wszyscy przez
lata pomagali mu organizować pomoc dla jego podopiecznych. Od tygodnia
nie potrafią dojść do siebie. Piotr przesłuchiwany przez Centralne
Biuro Śledcze? Zarzuty? To niemożliwe!
Chciał zrobić za dużo dobrego dla wszystkich. Bez różnicy kto,
kim był. I ludzie wykorzystali jego dobroduszność i naiwność mówi
jeden z przyjaciół księdza.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Tak można było zawsze
powiedzieć o księdzu Piotrze. Dzisiaj to on poznaje, ilu naprawdę
miał przyjaciół.
J. Bilińska, K. Pastuszko, S. Jastrzębowski - Dziennik
Łódzki - Wiadomości
|