| wstecz
Provident oferował krakowskim chorym
pożyczki oprocentowane na 65 proc.
(aut. Michał Olszewski, Gazeta
Wyborcza 28.10.2003; DPS Forum 4.11.2003)
Pożyczki oprocentowane nawet na 65 proc. oferował chorym pensjonariuszom
krakowskiego domu pomocy społecznej przedsiębiorczy pracownik firmy
Provident. Teraz mieszkańców nie stać na papierosy i leki.
O sytuacji w DPS-ie "Łanowa 43 B-D" poinformowała nas
rodzina, która opiekuje się ciężko chorym B. (nie otrzymaliśmy zgody
na ujawnienie personaliów). B. jest upośledzony umysłowo. - Niedawno
zaczął się skarżyć, że brakuje mu pieniędzy na leki i papierosy.
Pytany, zdradził, że wziął pożyczkę, którą właśnie spłaca. Okazało
się, że wydaje na to całe kieszonkowe - opowiada jego opiekun.
Z dokumentów, które opiekunowie znaleźli u B., wynika, że pożyczył
on 400 zł od firmy Provident. Zobowiązał się spłacić ją w 39 tygodniowych
ratach po 17 zł, co oznacza, że firmie odda ponad 660 zł. Oznacza
to, że wziął pożyczkę na 60 proc. W dokumentach pojawia się jednak
informacja, że stopa procentowa wynosi jedynie 15 proc. - firma
dolicza wysoką "opłatę administracyjną".
B. nie jest ubezwłasnowolniony, miał więc prawo do przeprowadzenia
transakcji. 70 proc. renty musi zgodnie z prawem oddać DPS-owi.
Dla siebie dostaje 130 zł miesięcznie. Z tego ponad połowę musi
teraz oddawać Providentowi.
Transakcję ze strony firmy podpisał Roman M. Okazuje się, że nie
jedyną.
- Owszem, 4 osoby dały się wplątać w takie pożyczki - potwierdza
Krystyna Chrobak, dyrektor DPS "Łanowa 43B-D". - Dochodziło
do nieprzyjemnych sytuacji, bo kiedy pracownik firmy przychodził
po raty, udawał, że jest przyjacielem naszych podopiecznych. Któregoś
razu musieliśmy go ścigać po schodach.
DPS "Łanowa 43 B-D" to typowy ośrodek dla ludzi niezaradnych,
odrzuconych, często z chorobami umysłowymi. Roman M. bywał w pokojach
pensjonariuszy, wiedział, że zarabiają minimalne kwoty, widział,
w jakim stanie psychicznym się znajdują. Wszędzie budził żywe zainteresowanie,
pieniądze przynosił bowiem niemal od ręki. Łatwowiernym mieszkańcom
jawił się jako ratunek.
Skontaktowałem się z osobami, które wzięły pożyczki. Pan B. (33
lata) mówi z trudem, gubi wątki, szybko zapomina o zadawanych mu
pytaniach. Cały czas wygląda na bardzo podekscytowanego. - Zadzwoniłem
na infolinię, a potem poszedłem do ich biura - relacjonuje. - Szybko
przyjechał pan M. Sympatyczny bardzo. Taki cichy. Dał pożyczkę.
Podpisywaliśmy umowę u mnie w pokoju. Zaraz przyszli koledzy, i
koleżanki też, zainteresowali się. Też wzięli.
- Obiecywał, że nie będzie kłopotów ze spłatą. Mówił, że procent
niski, że raz dwa i już będzie po spłacie - dodaje Joanna. Nie patrzy
nikomu w oczy, głowę chowa głęboko w kurtkę. Wzięła 1000 zł pożyczki
(ma wysoką rentę rodzinną). Okazało się, że musi oddać 1654 zł.
Na co wydali pieniądze? B. kupił wieżę, którą zaraz potem sprzedał,
"bo tak jakoś wyszło". Artur za dwie pożyczki nabył głośniki
i wieżę. Joanna część pożyczyła.
- A u mnie jakoś tak się rozeszły. Tu, tam i nie ma - tłumaczy
Olga, roztrzepana 50-latka.
Mieszkańcy DPS-u opowiadają, że po interwencji personelu Roman
M. przez pewien czas bał się przychodzić do ośrodka. Pieniądze przyjmował
na podwórku. Wszyscy zgodnie twierdzą, że widział odcinki rent.
Wiedział więc, ile pieniędzy miesięcznie dostają.
- Sytuacja jest opanowana - uspokaja dyrektor Chrobak. - Przekazywanie
pieniędzy odbywa się w obecności pracownika socjalnego. Otrzymaliśmy
również zapewnienie od firmy, że nie będzie egzekwować odsetek za
opóźnienia. Ale to nie zmienia faktu, że sytuacja jest bulwersująca:
takie wydarzenie powinno być przestrogą dla innych DPS-ów.
Zupełnie co innego mówią mieszkańcy DPS-u. - Ostatniej środy pan
M. przypomniał, że jeżeli nie zapłacę w terminie, to będę musiała
wpłacić jeszcze jakieś dodatkowe pieniądze. A ja już nic nie mam
- zdradza Joanna.
Nie udało się nam skontaktować z Romanem M. Po naszej interwencji
odezwało się natomiast biuro rzecznika prasowego Providentu.
- Jeżeli te informacje się potwierdzą, rozwiążemy umowy i zwrócimy
pieniądze mieszkańcom DPS-u. Prawdopodobnie nasz przedstawiciel
postąpił wbrew procedurom. Jest mi bardzo przykro z powodu tego
incydentu - mówi Małgorzata Kotkiewicz, zastępca rzecznika prasowego.
Zobacz też:
Provident zwróci pieniądze |