| wstecz
Częstochowski dom strachu
(aut. Wioleta Bąk, Gazeta
Wyborcza 30.09.2003; DPS Forum 3.10.2003)
przeczytaj wszystkie
materiały na ten temat...
Mówi łagodnie, czasem każe się nazywać bratem. Budzi zaufanie starych
ludzi. Piekło się zaczyna, kiedy trafią do jego domu starców
Ale ani prokuratorzy, ani urzędnicy nie wierzą starym ludziom.
Zeznania dręczonych pensjonariuszy uznają za niewiarygodne, bo z
powodu podeszłego wieku mają oni "kłopoty z odwzorowaniem rzeczywistości".
W Białej Wielkiej pod Częstochową mieszka ponad 50 starych ludzi.
Marek N. z nich żyje. Zabiera im emerytury, mieszkania, meble, wyłudza
oszczędności. Warunek powodzenia to samotność okradanych i indolencja
urzędników.
To już drugi dom starców w karierze Marka N. Poprzedni pod Olsztynem
koło Częstochowy zamknięto, kiedy o swoją ciotkę upomniały się siostrzenice.
Kobieta twierdziła, że pan Marek opróżnił jej mieszkanie, wypłacił
pieniądze z trzech kont. Nie potrafiła niestety wyjaśnić, dlaczego
podpisała upoważnienia.
Prokurator zdecydował się na oskarżenie i po procesie pięć lat
temu N. dostał karę więzienia w zawieszeniu. Gdy wygasła, założył
drugi dom starców, na wsi pod Częstochową.
Dom jest zarejestrowany w Urzędzie Wojewódzkim jako niepubliczny
zakład opieki zdrowotnej. Teoretycznie podlega kontroli urzędników.
Z zewnątrz schludny, otoczony kwiatami budynek, w rzeczywistości
twierdza, gdzie nie wpuszcza się niewygodnych dziennikarzy ani niezapowiedzianych
urzędników. Spod bramy domu starców w Białej odeszli np. w lutym
urzędnicy wojewody, a dwa tygodnie temu Państwowa Inspekcja Pracy.
Nie pomogła im nawet wezwana policja.
- Nie chcą nagłych inspekcji, bo tam jest przeludnienie. Na noc
muszą rozkładać materace na podłogach - opowiada Ewelina, była pracownica,
zwolniona, gdy złożyła niekorzystne dla Marka N. zeznania w prokuraturze.
Dotarliśmy także do byłych pensjonariuszy i innych zwolnionych
pracowników, którzy opowiadają, że życie w Białej jest gorsze niż
w więzieniu.
Mówi Kazimierz K.: - Pan Marek kary nam wymyślał. Jak kiedyś rodzina
dała pieniądze, to mi je z ręki wyrwał. Publicznie ogolił mi głowę
do samej skóry.
Mówi Marian K.-S.: - Gdy działa mi się krzywda, Marek N. mówił:
"Pokutuj, pokutuj". Albo "tobie potrzebny jest karawan,
a nie karetka".
Prokuratura umarza jednak kolejne śledztwa. Zeznania byłych pracowników
odrzuca się, bo zwolnieni z pracy mogą chcieć się zemścić.
Marek N. czuje się więc bezkarny, zwłaszcza że jego podopieczni
zdają sobie sprawę, że na kąt w innym domu starców muszą czekać
latami. - Ty, dziecko, znajdziesz sobie lepszą pracę, a ja tu muszę
zostać do śmierci - usłyszała od starszej pani jedna z niepokornych
pracownic, kiedy zapytała, dlaczego prokurator nie usłyszał od niej,
jak w domu jest naprawdę. |