|
wstecz
Marek N. płacze i prosi o uniewinnienie
(aut. Janusz Strzelczyk, (ps), Elżbieta
Kazibut, Dziennik
Zachodni 15.03.2005; DPS Forum 22.03.2005)
przeczytaj wszystkie
materiały na ten temat...
Opiekun oskarżony
Prokuratura żąda kary pozbawienia wolności w zawieszeniu dla kierownika
Domu dla Ludzi Starszych i Samotnych w Białej Wielkiej. Marek N.
płacze i prosi o uniewinnienie.
Prokurator zażądał dwóch lat pozbawienia wolności, w zawieszeniu
na trzy lata dla Marka N., kierownika Domu dla Ludzi Starszych i
Samotnych w Białej Wielkiej. Prokuratura zarzuca mu znęcanie się
nad podopiecznymi, przywłaszczenie około 2100 zł od pensjonariusza
Mariana S., niewpuszczenie na teren ośrodka przedstawicieli Państwowej
Inspekcji Pracy, która chciała przeprowadzić kontrolę obiektu.
Wczoraj oskarżenie i obrona wygłosiły mowy końcowe w procesie.
Prokurator Aleksander Zając podkreślił, że każdy ma prawo do dobrej
opieki i godnej śmierci. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy
w tym domu te wartości były przestrzegane mówił oskarżyciel. Prokurator
stwierdził, że w Białej Wielkiej nie szanowano godności osobistej
podopiecznych. Nad 11 starszymi i chorymi ludźmi znęcano się psychicznie.
Pensjonariusze byli bici, popychani, szczypani, kierownictwo ograniczyło
im swobodę poruszania się.
Prokurator przyznał, że akt oskarżenia został sporządzony na podstawie
zeznań dwojga świadków, byłych pracowników ośrodka, którzy zdecydowali
się na zeznania, kiedy Marek N. zwolnił ich z pracy. Zdaniem oskarżenia,
świadkowie są wiarygodni.
Prokurator zażądał dla oskarżonego kary roku i sześciu miesięcy
pozbawienia wolności za znęcanie się nad podopiecznymi i sześciu
miesięcy za niewpuszczenie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy
w sumie kary łącznej dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu
na trzy lata oraz zakazu prowadzenia działalności w zakładach opiekuńczych
przez pięć lat.
Obrońca Marka N., mecenas Barbara Gryga, wniosła o uniewinnienie
swojego klienta. Stwierdziła, że Marek, N. jest w sytuacji kafkowskiego
Józefa K. Stwierdziła, że prokuratura przygotowała akt oskarżenia
pod wpływem mediów, które rozpętały aferę, a Markowi N. urządziły
horror.
Obrona podważyła wiarygodność świadków. Mecenas podkreśliła, że
jeśli nawet doszło do skrępowania niektórych pensjonariuszy, to
dla ich dobra, albowiem byli oni niepełnosprawni i mogli sobie zrobić
krzywdę. Nigdy jednak do takich sytuacji nie dochodziło w obecności
Marka N. Obrona podkreśliła, że wielu podopiecznych miało schorzenia
psychiczne i problemy z alkoholem. Przytoczyła zeznania świadków,
którzy chwalili oskarżonego.
Marek N. płacząc prosił sąd o uniewinnienie. Oskarżył media o wywoływanie
sensacji. Stwierdził, że jego placówka jest otwarta dla wszystkich
potrzebujących opieki. Sąd wyda wyrok za tydzień.
W styczniu 2004 r. Prokuratura Rejonowa w Myszkowie postawiła
Markowi N. trzy poważne zarzuty, za co łącznie grozi 13 lat więzienia.
Gdy to opisaliśmy, do redakcji "Trybuny Śląskiej" zaczęły
się zgłaszać rodziny poszkodowanych prosząc o pomoc w zakończeniu
dramatu, jaki przeżywają ich najbliżsi w domu prowadzonym przez
Stowarzyszenie Brata Alberta.
Oto co ustaliła prokuratura: Podczas remontu ośrodka dwie pensjonariuszki
zostały przywiązane do krzeseł. Pensjonariusz poruszający się na
wózku "za karę" został wyprowadzony zimą na mróz i "odmroził
sobie nogi". Marek N. dla zabawy przytykał chorym do twarzy
swą papugę, a ta dziobała ich w uszy.
Na łamach gazety apelowaliśmy do sumień samorządowców różnych szczebli.
W końcu za naszą namową sprawę obiecała zbadać Najwyższa Izba Kontroli,
a wojewoda śląski wystąpił do prokuratury i prezydenta Częstochowy,
gdzie zarejestrowane jest stowarzyszenie, z wnioskiem o rozwiązanie.
Pierwszym efektem naszych działań było zmuszenie Marka N. do rezygnacji
z funkcji prezesa stowarzyszenia. Później prezydent Częstochowy
wystąpił do sądu o rozwiązanie stowarzyszenia. Równocześnie odezwały
się inne organizacje, które za patrona mają św. Brata Alberta i
odcięły się od Marka N., stwierdzając, że wykorzystuje on postać
sławnego filantropa do robienia prywatnych interesów i łamania prawa.
Nasz komentarz
Co z tego, że Marek N., który starszych i chorych ludzi traktował
jak śmieci teraz płacze? Co z tego, że dostanie ileś tam lat więzienia
w zawieszeniu? Co z tego, że zostanie pouczony, napiętnowany, jeśli
nadal będzie zajmował się tym, czym zajmować się nie powinien.
A nie powinien mieć już nigdy możliwości decydowania o losie innych
ludzi. Bo jeśli nie dostanie dożywotniego zakazu prowadzenia działalności
opiekuńczej, to płakać będą jego podopieczni. Tak jak płakali przez
minione lata. |