| wstecz
Zacisze - Takich domów nikt nie
kontroluje
(aut.Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak;
Gazeta
Wyborcza 26.09.2003; DPS Forum 30.09.2003)
przeczytaj wszystkie
materiały na ten temat...
Założyć dom opieki dla schorowanych, starych ludzi jest równie
łatwo jak budkę z hot dogami.
Lekarz pogotowia: wolnoamerykanka
Dyrektor Janusz Morawski z łódzkiego pogotowia sam jeździ często
na interwencje do domów pomocy społecznej, słyszy też, co mówią
koledzy.
Jest przekonany, że sprawa Zacisza to nie wyjątek. - Takie patologie
są nagminne w prywatnych tzw. domach opieki. W większości wyczuwa
się atmosferę zaniedbania, smród fekaliów, moczu. Pomieszczenia,
które nie nadają się do przyjęcia pacjentów, często brak fachowego
personelu. Nie mówiąc już o jakichkolwiek działaniach leczniczych.
Nawet do podłączenia kroplówki wzywa się pogotowie.
Oczywiście są prywatne domy pomocy z prawdziwego zdarzenia, ale
dwa razy droższe. Co ciekawe, w publicznych domach pomocy sytuacja
się znacznie poprawiła. Po prostu jest tam jakiś nadzór, a nie wolnoamerykanka.
Pielęgniarka: totalne olewanie
Badając sprawę się Zacisza, dotarliśmy do Janiny Rudzkiej, pielęgniarki,
która rzuciła pracę w jednym z największych łódzkich prywatnych
domów opieki.
- Nie podobało mi się totalne olewanie pacjenta. Na stu pacjentów
były w dzień trzy pielęgniarki. Musiały rozdać leki, nakarmić, przewinąć,
wypielęgnować, zrobić zabiegi... W nocy była jedna. Lekarz był albo
pod telefonem, albo nie. Rano jedliśmy śniadanie i szło się do pampersów,
czyli przewinąć chorych. Pacjenci byli jak piłeczki rzucane z boku
na bok. Pod prześcieradłem - często zwiniętym - zwykła guma, żeby
materac nie przesiąkł. Stąd odleżyny. Smarowaliśmy je piochtaniną,
nic lepszego nie było, a po tym się paprzą, w dodatku wszystko było
brudne. Pampersy wymieniane najwyżej cztery razy na dobę, bo pan
dyrektor stwierdził, że pacjenci za dużo zużywają. To już nie był
pacjent, to nie był człowiek, to był przedmiot.
Urzędnik: jesteśmy bezradni
Co dzieje się w domach pomocy społecznej, kontroluje wydział polityki
społecznej urzędu wojewódzkiego.
Kierownik Maria Prawda od razu zastrzega: - Jest luka w przepisach!
Możemy kontrolować wyłącznie te domy pomocy, których właściciele
dostaną zezwolenie od nas. Wystarczy, że ktoś zarejestruje zwykłą
działalność gospodarczą w gminie i wpisze zamiast "dom pomocy
społecznej" cokolwiek innego, jesteśmy bezsilni.
- A więc takich domów opieki nikt nie kontroluje?
- Dokładnie tak!
Prawda wyciąga dokumenty. Jej urzędnicy przez kilka miesięcy toczyli
wojnę z domem, skąd przyszła skarga na złe traktowanie pensjonariuszy.
- Oni byli zarejestrowani tak jak w Konstantynowie, nie mieli zezwolenia
od nas. Pojechaliśmy na kontrolę, nie wpuścili. Złożyliśmy doniesienie
do prokuratury, ta umorzyła dochodzenie. Bo właściciel miał prawo
zamknąć przed nami drzwi.
Kierownik Prawda do wszystkich gmin w województwie wysłała prośby,
by nie wpisywano do rejestru działalności gospodarczej tych wniosków,
z których wynika, że właściciele chcą z pominięciem jej urzędu prowadzić
prywatny dom pomocy społecznej.
- Podziałało, ale część gmin nas zignorowała. Przy okazji okazało
się, że nikt nie wie, ile takich zarejestrowanych pseudodomów pomocy
w ogóle działa. Nawet miasto Łódź nie jest w stanie tego sprawdzić. |